ROZDZIAŁ 7
Biegłam przez ciemny las, drzewa sięgały najwyższych szczytów, liście szumiały, wydobywały z siebie ten okropny dźwięk, czułam, że ktoś biegnie za mną, ściga mnie lecz kompletnie nie wiem za co ? za kim ? Odwróciłam się by zobaczyć czy napastnik dalej podąża za mną, nie zauważając na ziemi korzenia od drzewa potknęłam się i upadłam. Poczułam jak ktoś dyszy nade mną i czymś ostrym jeździ mi po szyi, błagałam Go by tego nie robił, ale poczułam jak coś ostrego wbija mi się w skórę, okaleczając mnie.
Zerwałam się z łóżka jak poparzona, od razu podbiegłam do lustra by dopatrzyć się blizny po czymś ostrym. Nie dowidzą niczego, wiedziałam, że to kolejny zły koszmar, obmyła zimną wodą twarz i od razu się przebudziłam. Miałam dziś do szkoły na 8:50 no, ale że dojeżdżam do szkoły zawsze muszę jechać wcześniej czyli jadę o 08:03 spojrzałam na zegarek, który stał na nocnej szafce dochodziła siódma, więc jeszcze na moment wskoczyłam do łóżka. Przypominałam sobie wczorajszy dzień, zapamiętałam go w każdym calu, nie spodziewałam się, że taki ktoś umówi się z taką ja, nie mieściło mi się to w głowie.. Okey Zoe trzeba się szykować, i jak każdego ranka nasuwa się to samo pytanie, pytanie,które często nie ma jasnej odpowiedzi w co ja się mam ubrać, to pytanie lub ta czynność każdego dnia coraz bardziej mnie irytuje .. No, ale po jakiś 10 minutach grzebaniu w szafie znalazłam coś w czym dało się iść do szkoły.Oczywiście do szkoły musi być wygodnie, bo jednak te 8 godzin dają czasem człowiekowi popalić ..Zdecydowałam się na taki zestaw.
Był początek września, więc można było sobie jeszcze pozwolić na krótkie spodenki. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki, ubrałam się, nałożyłam lekki makijaż. Z kuchni usłyszałam głos mamy, która budzi wszystkich i krzyczy "ŚNIADANIEEEE" podziwiam tą kobietę, że każdego ranka Jej się tak chce. Udałam się do kuchni, usiadłam przy stole.
-dzień dobry mamo- zameldowałam
-dzień dobry córcia.
Nikogo jeszcze nie było, więc zaczęłam zajadać się kanapkami, bo wiedziałam,że jak przyjdzie reszta bandy to zostaną mi same okruszki. Mama podała mi jeszcze kawę, tak kofeina na dzień dzisiejszy jest potrzebna. Po zjedzeniu śniadanie odniosłam talerz do kuchni i udałam się do swojego pokoju w celu zabrania torebki, wrzuciłam do niej drugie śniadanie i jak nic wyszłam z domu kierując się na przystanek. W myślach przygotowywałam sobie odpowiedzi dla dziewczyn, bo przecież nie odbędzie się bez przesłuchania.Poczekałam chwile na autobus i znów na maksa wypełniony, ale wiedziałam, że z jakimś czasem będzie jeździło mniej, wszyscy będą chodzić na wagary, łącznie ze mną, bo po przeczytaniu planu zajęć, na starcie mam już dość .. Podróż trawała około 20 minut, mój cel - park zresztą jak zawsze. Dziewczyny już na mnie czekały, swobodnie zaciągały się nikotyną, a z ust wypuszczały białe chmury. Przywitałam się z Nimi i się zaczęło wypytywanie dosłownie o wszystko, dobrze, że nie zapytały mnie jaki ma rozmiar bokserek, na spokojnie wszystko krok po kroku im opowiedziałam, Leo z Emm również nie mogły w to uwierzyć, że tak to wszystko wyszło, tajemniczy liścik, chłopak, spotkanie, tyle tajemnicy, a ja byłam zbyt ciekawa. Odpaliłam papierosa i w tym czasie zadzwonił do mnie Rayan, przypuszczałam, że dzwoni w celu poinformowania mnie o kolejnej domówce, ale tym razem poje przeczucie okazało się błędne.
-cześć Zoe gdzie jesteś?
-w parku, zaraz uciekam do szkoły, a co się stało- była troszeczkę zaniepokojona
-chciałem Ci tylko przekazać,że zapomniałaś u mnie na domówce swojej apaszki- odrzekł. Zastanawiacie się skąd On wiedział,że to moja apaszka, wiedział, bo sam mi ją kupił na jakieś tam święto, nikt inny nie miał takiej apaszki jak ja była specyficzna cała biała, a na niej różowo-czarne wąsy.
-to wpadnę do Ciebie po nią po szkole, pasuje?
-nie musisz, wystarczy, że się odwrócisz-odparł
Zwinnie na jednej pięcie obróciłam całe swoje ciało, tak On umiał mnie zaskakiwać, no w końcu dobrze się znaliśmy, podszedł i mocno się do mnie wtulił, przedstawiłam Go z dziewczynami. Delikatnie uścisnął im dłonie, widziałam jak Leo spogląda na Niego, wręcz Go pożąda- zaśmiałam się sama do siebie.
-dziękuję, kiedy kolejna jakaś impreza ?
- może w ten bądź przyszły weekend, oczywiście przyjdź z koleżankami- odrzekł z wielkim uśmiechem na twarzy.
- jasne wpadniemy, przepraszam, ale musimy już iść do szkoły, wiesz pierwszy dzień, nie chce se przechlapać od razu.
-jasne, najwyżej do później zdzwonimy się.
-to do zobaczenia- odpowiedziałam delikatnie Go przytulając
-cześć Zoe i cześć dziewczyny- wyklepał
Zgasiłam papierosa i udałyśmy się w kierunku szkoły, pierwsza lekcja matma, zapowiada się ciekawie. Weszłyśmy do szatni, z ledwością przepchałyśmy się do szafek, no ale ja się nie dziwie,że nie można przejść jak szkoła liczy uczniów coś około 1200. Udałyśmy się na lekcje.
Liczba odsłon z dnia na dzień jest coraz większa, dziękuję ;)
+ zapraszam do komentowania ;p
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz