piątek, 7 lutego 2014

-26-



ROZDZIAŁ 26



Po pólgodzinnej jeździe samochodem, Justin usiłował zaparkować samochód na pobliskim parkingu,  krążyliśmy po parkingu tak chyba z 15 minut. Słyszałam jak Justin bluzha pod nosem, że spóźnieni.
- na co spóźnieni?- zapytałam, poszukując wolnego miejsca.
- to miała być niespodzianka, więc niech tak pozostanie, dobrze kochanie?- chwycił mnie za kolano,a drugą ręką kręcił kierownicą, dawał rade. 
Po dziesięciu minutach bezsensownej jeździe, w końcu udało się znaleźć miejsce. Bieber szybko zgasił głośne warkoty silników, wyskoczył z samochodu, obleciał maske samochód i otworzył mi dwrzwi. W samochodowym lusterku, które widniało w skrytce nade mną, usiłowałam poprawić sobie makijaż i włosy. Bieber mnie poganiał tak jakby się serio gdzieś paliło. Wyskoczyłam szybko z samochodu, chłopak chwycił mnie za rękę i prowadził. Wokół panowała cisza, po asfaltowej drodze było słychać tylko stukot moich dwunasto centymetrowych szpilek.
Kierowaliśmy się w stronę eleganckiej restauracji, nie znałam jej, bo nie jadamy w takich restauracjach, tu jadają same najważniejszy osoby z mista i nie tylko, ceny kosmiczne.. 
Wiedziałam, że Bieber dobrze zna te restauracje i nawet w tej sytuacji się nie myliłam. Staliśmy przed wejściem, widziałam, że Justin się stresuje jest zakłopotany, nie wie co zrobić.Dziwne uczucie widzieć Go takiego, bo zawsze jest pewny siebie, po prostu odważny, czego mu czasem zazdrościłam.
-kochanie co się dzieje? - chwyciłam Jego dłonie, chciałam by poczuł, że jestem z Nim, bo mimo iż faktycznie byłam tam z Nim, ale widziałam jak nie jest pewny kolejnego ruchu, więc tym samym wiedziałam, że nie dokońca czuje moją bliskość.
-jak jesteś przy mnie to nic mi nie jest, nic się nie dzieje, chodźmy. - na Jego twarzy zawitał uśmiech, ale nie taki prawdziwy.. Martwiłam się.
Bieber otworzył duże szklane szyby i ruchem ręki pokazał mi, że mam iść. Od samego wejścia zapachy drażniły moje nozdża, restauracja byłam barzo zatłoczona, kelnerzy nosili potrawy jedna za drugą. Bieber prowadził, szłam za Nim krok w krok, mogło to się wydawać dziwne, ale naprawdę nie wiedziałam po co tu jesteśmy, no tak mam dziś urodziny.. 
Nie wiem..
Chłopak nagle się zatrzymał, a ja odbiłam się o Jego umieśnione plecy, stałam w bezruchu masując sobie czoło, w które mocno się uderzyłam wpadając na Justina.
- oj .. wybacz - odwrócił się, teraz staliśmy na przeciwko siebie, uśmiechnął mnie i pocałował mnie w policzko.
-nie nie szkodzi.
Chłopak zrobił lekki krok w prawo, przede mną sieział mężyczyzna w średni wieku i młoda, eleganska kobieta, wyglądała na lat trzydzieści. Mężczyzna był wysoki, nie był ani chudy, ani gruby tak pomiędzy, włosy zaczesane do tyłu, zarost idealnie zgolony, ubrany był w drogi garnitur bynajmniej na drogi wyglądał. Zaś kobieta naprawdę elegancka, kobieta z klasą, włosy koloru machoniowego, spięte w nienaganny kok, sukienka w stonowanych kolorach, idealnie uwydatniała Jej atrybuty, makijaż współgrał z sukienką i dodatkami.
Nie zabardzo wiedziałam o co tutaj chodzi, ale po chwili chłopak mi wszystko wyjaśnił.
-Zoe. Poznaj mojego ojca Jeremy i Jego narzyczoną Pattie.- chłopak błądził wzrokiem, widziałam to.
Podeszłam do stolika przy, którym siedzieli i podałam rękę i grzecznie się przywitałam.
-Miło mi państwa poznać, Zoe.
-Dobry wieczór, siadajcie.
-Wiem, że to nie jest Twój wymarzony prezent, ale tata przyjechała do kraju dosłownie na kilka dni i tylko dzisiaj dałem rade się z Nim spotkać.
-Spokojnie, dobrze jest, chciałam poznać Twojego tatę, a to jest dobra okazja - mówiłam, popijając łyk wina.
-A, więc Justin.. - Jerremy zaczął nie pewnie, jakbym syna nie wiedział kilka lat, też bym nie wiedziała jak zacząć rozmowe.. Mimo iż rozmawiają przez skype to i tak realna rozmowa jest całkiem inna. - jak tam w szkole? w życiu? opowiadaj.
-W szkole dobrze dwa miesiące szkoły, a ja już mam dość, ale Zoe mi pomaga, nie wychodzi Jej to najlepiej, ale dajemy rade- chłopak zaczął się śmiać, wiedziałam, że żartuje, po czasie sama zaczęłam się śmiać, nie chciałam by Jego ojciec pomyślał o mnie dziwne różne rzeczy..- a w życiu? jak widzisz jestem szczęśliwym dwudziestolatkiem i narazie niech tak pozostanie, dobrze jest jak jest, a u Was?
Jerremy musiał na moment powstrzymać się od wypowiedzi, ponieważ przyszła kelnerka po zamówienie, siedziałam tutaj już z jakieś dwadzieścia minut, a nie zdążyłam przejżeć karte, poprosiła Justina by coś za mnie wybrał i też tak zrobił.Zamówił : krem z dyni i lasagne z mięsem, a na przystawkę wiedeńskie mafinki.

niedziela, 15 grudnia 2013

-25-


ROZDZIAŁ 25


Miłość i erotyzm są niezwykle różnobarwne, każda kultura ma inny kolor, ciepło i klimat miłości.

W zimną popołudniową niedzielę siedziałam na kanapie z kubkiem ciepłej czekolady, uznałam, że w ten dzień nigdzie się nie wybieram, bo pogoda za oknem kiepska.. Rodzice z Alanem pojechali do rodziców, a Kat siedziała w pokoju. Nie miałam dzisiaj ochoty z NIKIM rozmawiać, nie wiem dlaczego może to przez tą pogodę? Sama nie wiem..
Patrzyłam co chwilę na moment czy nie mam żadnej wiadomości od Justina, bądź kogokolwiek, ale cisza, troszkę się niepokoiłam o Jusa, zero znaków życia, a może On czeka aż ja się odezwę?  To by było dziwne, bo ja czekam aż On się pierwszy odezwę. Ale przełamałam lody i napisałam pierwsza "cześć kochanie, czy coś się dzieje" wystukałam na telefonie. Jaka każda dziewczyna miałam czarny scenariusz przed oczami, bo jeżeli chłopak nie odzywa się kilka dni, to jest coś nie tak, gdyby był chory - napisał, zadzwonił by, a telefon milczał. Wiedziałam, że musiało się coś stać.
Po upływie kilkunastu minut w końcu doczekałam się odpowiedzi na mojego esemesa "otwórz mi drzwi" zdziwił mnie ten sms, ale szybciutko podbiegłam do drzwi i bez wahania otworzyłam drzwi. To co zobaczyłam, nie do wiary, przed mną stał Justin, nie widziałam Go, bo jedynie co widziałam to ogromnego misia z dużą kokardą. Był taki uroczy, z zachwytu aż się popłakałam.Przytuliłam mocno misia i jednocześnie próbowała przytulić Justina, ale tak się nie dało, wzięłam misia, który był większy ode mnie, położyłam go na szafce w przedpokoju, a sama wskoczyłam na mojego chłopaka, obwieszając się mu na szyji i mocno Go przytulać. Co drugie słowa było 'dziękuję', chłopaka tylko wpatrywał się we mnie i widział to moje szczęście w oczach. Głupi miś, a może tyle zamieszania zrobić, coś nieprawdopodobnego.Gdy już zeszłam z Justina dając mu zaczerpnąć powietrza, gestem ręki zaprosiłam Go do środka. Byłam ubrana w jakiś stary dres, włosy spięte w kucyka, nie wypadało być ubranym tak przy chłopakowi, ale nie miałam pojęcia, że przyjdzie, gdyby wiedziała to bym się ogarnęła. Justin odwiesił kurtkę w przedpokoju, buty ułożył pod szafką, ja niezdarnie chwyciłam miśka i wszyscy w trójkę weszliśmy do mnie do pokoju. Tak.Dziś jest pierwszy raz kiedy jest u mnie. Ciekawiło mnie z jakiej okazji podarował mi tego wielkiego miśka. 
-a z jakiej to okazji kupiłeś mi miśka? - zaciekawiona pytałam. kładąc miśka na łóżko.
-naprawdę Mel nie wiesz dlaczego? - był zszokowany moim pytaniem.. 
Podszedł do mnie  objął mnie w pasie i podniósł mnie do góry,tym razem ja byłam od Niego wyższa i ja patrzyłam na Niego z góry. Nawet fajnie tak wiedzieć kogoś z góry - pomyślałam, ale i tak wolę jak On patrzy się tak na mnie. Gdy Justin podniosły mnie zaczął krzyczeć "wszystkiego najlepszego kochanie"!.
A no tak dziś trzynasty listopada, dziś obchodzę siedemnaste urodziny, dziwne, ale naprawdę o tym zapomniałam, zresztą jak moja cała rodzina .. Byłam mile zaskoczona, że Bieber pamięta kiedy mam urodziny, bo ja nie mam kompletnie pamięci do dat, jak widać, nawet zapomniałam kiedy JA się urodziłam, a co dopiero mam zapamiętać kiedy inni się urodzili.
-a co Ty w piżamie robisz, ubieraj się, ale to już! - nie chciałam nawet się mu przeciwstawić, więc grzecznie chłopaka przeprosiłam i szybko udałam się do łazienki pod prysznic.

Do pokoju weszła Kat, nie wiedziała, że mam gościa więc nie pukał, Justin siedział na łóżku wpatrując się w miśka, którego mi podarował. 
-yy .. cześć - odrzekła, biorąc książkę z półki, kóra wisiała nad biurkiem.
Chłopak szybkim ruchem podniósł się z łóżka i podał rękę dziewczynie.
-cześć Justin, a Ty Kat? - dodał, uśmiechając się
-tak, miło Cię poznać, przepraszam,ale idę dalej się uczyć, rozumiesz szkoła, sprawdziany.. - .. mówiła szukając potrzebnych Jej materiałów do nauki
-mnie również, a z czego masz sprawdzian może pomogę ? 
-haha jeżeli rozumiesz perfekcyjnie język angielski to przyjmę propozycję - z niewinną miną odpowiedziała.
-ahh lubię angielski i rozumiem go świetnie, więc mamy jeszcze z  jakieś 40 min, bo wiesz niż Zoe się wyszykuje troche minie - mówił z cwaniackim usmiechem - to coś Ci wytłumaczę, możemy tak zrobić?
-o dziękuję, skoczę po książki do pokoju i do dzieła - Kat szybko pobiegła do pokoju po materiały, usiadła na krześle od siostry przy biurku, Justin stał obok Niej, ale dziewczyna nie była Nim zainteresowana, bo wiedział, że to chłopak Jej siostry, a Jus tylko pomaga Jej zrozumieć angielski. To tyle.

Rozebrałam się z ubrań, które wrzuciłam do kosza na brudne rzeczy, stała naga przed lustrem i wpatrywałm się w swoje ciało, a w szczególności w swoje uda, ni były gruby, był proporcjonalne, alt to co na nich się znajdywało, to było złe, ale w ten sposób uciekam od problemów, rzeczywistości!

Żyjmy dalej i starajmy się nie myśleć o smut­ku. Życie jest tak krótkie, nie zmar­nujmy go! Nie raz będziemy cier­pieć, ale nig­dy nie za­pomi­naj­my o tym, że to właśnie dzięki trud­nym chwi­lom w naszym życiu, umiemy dos­trzec i cie­szyć się szczęściem. 

Nałożyłam na gąbkę ulubiony żel pod prysznic, i nałożyłam Go na swoje zmęczone ciało. Włosy umyłam. Spłukałam wszystko ciepła wodą, było tak idealnie. Owinęłam się ręcznikiem, nałożyłam delikatny make-up i wyszłam z łazienki.Udałam się w kierunku swojego pokoju, słyszałam jak Justin mówi płynnie po angielsku, ale z kim On tak rozmawia i z Kat? Po cichu weszłam do pokoju, no tak ja jestem cieńka z angola tak samo jak i siostra, a coś wspominała, że we wtorek ma sprawdzian i woli już się dziś pouczyć, a Justin Jej tłumaczył, no nic dziwnego jak tate ma w Australi i praktycznie rozmawia z nim w tym języku, więc musi dobrze go znać i rozumieć.Podeszłam do szafy, ale mój wzrok przykuły ubrania na łóżku, było to ładny zestaw, ale to nie były moje ubrania, a więc kogo to ?
-ej! czyje są te ubrania? - przerwałam im lekcje i rzuciłam wzrok na leżace ubrania. 
Kat i Justin odwrócili się w moją stronę. 
-Kat to Twoje?
Zaprzeczyła tylko ruchem głowy.
- Justin? to Ty tu przyniosłeś, bo raczej z nieba nie spadły.
-no tak, kupiłem Ci to i masz się dziś w to ubrać- uśmiechnął się do mnie szyderczo pokazują sowje bielusieńkie zęby, podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło.
Zgarnęłam z łóżka ubrania, biżuterię i nawet buty. O wszystko zadbał. Uśmiechnęłam się sama do siebie i znów udałam się w kierunku łazienki, a On wrócili do dalszej nauki.

Ubrałam to co miałam ubrać, włosy wyprostowałam, ostatnie poprawki przed lustrem. Westchnęłam i wyszłam z łazienki.
-jestem gotowa- krzyknęłam, nakładając płaszcze.
-idę, nie krzycz- zobaczyłam jak chłopak pędzi do mnie.Kat wyszła za Nim.
-kiedy masz ten sprawdzian - tym razem pytanie padło do mojej siostry z ust Justina
Opierając się o ścianę siostra odrzekła, że we wtorek, na co Bieber szybko się wyprostował i dodał - to jutro przyjade i Cię douczę, tak, że sprawdzian napiszesz na 6!
-nie musisz, dam rade, od czego są ściągi
-nie,nie.. nie ma żadnych ściąg, widzisz ja w szkole też ściągałem wszystko co można było, i żałuję, bo musze się uczyć teraz angielsko, żeby dogadac się z ojcem.- dodał zapinając zamek od kurtki.
-no dobrze, dziekuję za chęci - Kat podeszła do Justina i podała mu rękę, ten zaś się do Niej przyulił i nic nie odpowiedział.
-ej.. bo jeszcze będę zazdrosna o moją siostrę - odrzekłam z szyderczym uśmieche, ciągnąc Justina za rękę.
-spokojne kochanie.
Bieber otworzył mi drzwi i wyszliśmy na klatkę schodową, byłam ciekawa gdzie Justin mnie zabiera, ale zbędny były moje pytanie, bo i i tak żadnej odpowiedzi nie uzyskałam, ani jej nie uzyskam, więc nie naciskałam.

Ciekawi co szykuje Justin w urodziny Zoe?
Jak można zapomnieć o SWOICH urodzinach? Jak widać jednak można :)

sobota, 7 grudnia 2013

-24-

ROZDZIAŁ 24


Pocałunek był taki magiczny, Jego usta takie delikatnie, czułam jak całuje mnie z lekkością i delikatnością. Za każdym razem gdy mnie całował czułam jak żołądek mi ściska, a w brzuchu rozpoczyna się trzecia wojna światowa, tego uczucia nie da się opisac. 
Nie docierało do mnie to, że ja, przeciętna dziewczyna, będę dziewczyną najprzystojniejszego faceta w mojej szkole jak i chyba w całym mieście. Kto by pomyślał? Tym bardziej, że nie szukałam drugiej połówki, nie szukał nikogo, ale ta perspektywa podoba mi się, bo jednak z czasem brakuje takiej osoby, do której możesz się przytulic,pocałowac, a co najwazniejsze masz z kim pogadac. 
Dopiliśmy szampana, byłam już totalnie wykończona tyle wrażeń w jeden wieczór to chyba jak dla mnie za dużo. Udałam się do łazienki, wzięłam długą ciepła kąpiel, rozkoszowałam się tą kąpielą, ale całkowicie zapomniałam, że MÓJ CHŁOPAK czeka na mnie obok w pokoju. Po dwudziesto minutowej kąpieli szybko się ogarnęłam i wtedy zorientowałam się, że nie mam tu piżamy. Byłam zmuszona by wyjść w samy hotelowym szlafroku. Wyszłam z łazienki, a Justina w pokoju nie było, chyba się wkurzył, że musiał na mnie tyle czekać, ale jak to mówią "jak kocha to poczeka" ale nie chciałam nawet tak myśleć. Usiadłam na skraju wielkiego łóżka, wpatrywałam się co dzieje się za oknem. Miasto już spało, nic dziwnego jak dochodzi godzina dwunasta w nocy, wiatr kołysał drzewa, księżyc świecił swoim światłem, był piękny jak to przy pęłni. Nagle usłyszałam jak ktoś puka do drzwi, żwawym krokiem podeszłam do drzwi, na siłam na klampke i lekko uchyliłam przy tym drzwi. Zobaczyłam wózek z przeróżnym przekąskami, a za wózkiem stał Justin. Zabawnie wyglądał z tym wózkiem,ale w sumie dobrze pomyślał, bo zaczynałam się robic głodna. Chłopak wjechał z wózkiem i po kolei mówił mi co gdzie jest, nie zrozumiałam żadnej z tych nazwa, ale to się w tym momencie nie liczyło, bo wszystko wyglądało tak pysznie, nawet krewetki, których nie znoszę. Nałożyłam sobie na talerz wszystkiego po trochu, chciałam wszystkiego spróbowac, bo na co dzień nie jadam takich przystawek, Justin wziął tylko krewetki, które zajęły mu cały talerz, widac uwielbiał je. 

Po skończonej kolacji, położyłam się do łózka, naprawdę byłam zmęczona i najedzona, nie zdołałam wszystkiego spróbowac, bo już po połowie konsumowania nie mogłam, chłopak musiał za mnie dojadac. Bieber posprzątał po naszej kolacji i poszedł do łazienki, a ja ułożyłam się wygodnie w łóżku.

*OCZAMI JUSTINA*
Zoe słodko wyglądała starając się wszystkiego spróbowac, nie dała rady wszystkiego, wiec musimy tu wrócic - pomyślałem.
Szybkim ruchem zrzuciłem z siebie ciuchy, obejrzałem się w lustrze, które widniało w łazience, i które zajmowało pół ściany i dostrzegłem podkrążone oczy, tak moje ciało domagało się porządnego odpoczynku, ale jak to się wyspac jak nie ma kiedy. Wszedłem pod prysznic, odkręciłem kurki, ciepłe kropelki wody idealnie odbijały się od mojego torsu, nie stety jak to w hotelu, mają jedynie do zaoferowania jakieś małe mydełka, więc szybko nawilżyłem nim ciało po czym spłukałem. Nie wycierając się na swoje biodra wsunęłem czarne bokserki, włosy przeczesałem tylko ręką. 
MOJA DZIEWCZYNA już zasnęł, spała tak słodko tak niewinnie, kilka kosmyków Jej miodowych włosów opadało na twarz, przykryta była po samą szyje, te kilka piegów na Jej zadartym nosie dodawało Jej niesamowitego uroko. Zgasiłem światło i położyłem się obok Zoe, odgarnąłem z Jej twarzy włosy, ucałowałem w czoło, a do ucha wyszeptałem 'dobranoc'.

Promyki słońca wtargiwały się przez zasłony, obróciłam się w stronę Justina, leniwie podniosłam zmęczone powieki, Justin wpatrywał się we mnie tymi swoimi czekoladowymi teńczówkami, Jego widok z rana to najlepszy widok, piękniejszy ten kiedy słońce wstaje. Na Jego twarzy widniał uśmiech, próbowałam zasnąc,ale bez efektu, byłam zmuszona do tego by już się obudzic,lecz nie miałam zamiaru wychodzic z łóżka bynajmniej nie teraz. 
-cześc kochanie- usłyszałam głos chłopaka leżącego obok mnie
-hey-odrzekłam leniwie, przecierając oczy
-jak się spało?-poczułam jak całuje mnie w policzko
-nawet dobrze, a Tobie jak?
-wyśmienicie, bo przy Tobie- na te słowa momentalnie pojawiły mi się rumieńce na policzkach 
-nie mam ochoty wychodzic z łóżka, więc nie wiem jak Ty, ale ja jeszcze poleże- chłopak tylko przytakną.

Ułożyłam się tak, że leżałam plecami do Justina, głowę schowałam gdzieś w poduszki. Usłyszałam jak dwudziestolatek rozmawia z kimś przez telefon i zamawia śniadanie. Mimo iż wczorajszego wieczoru się najadłam to i tak mój brzuch dawał o sobie znac. 
Bieber nałożył na siebie spodnie i koszulkę, bo wiedział, że zaraz obsługa hotelowa przyniesie to co zamówił. Odebrał od hostessy śniadanie, jak zawsze zostawił napiwek. Usłyszałam tylko "śniadaniee". Nie zwracałam na to większej uwagi, gdyż byłam zbyt zajęta tym, żeby jeszcze na moment zanużyc się w śnie, ale nie trwało to długo.
-Justin,prosze jeszcze 5 minut- odburknęłam zakrywając się kołdrą.
-wystygnie i będzie zła, że zimne- odrzekł. Czułam tylko jak zsuwa ze mnie kołdre. Nie nawidziałam tego jak mi ktoś tak robi. Poczułam zimnie powietrze. Żwawo wstałam i wytargałam z rąk chłopaka pościel.


DZIĘKUJĘ <3

piątek, 29 listopada 2013

-23-

ROZDZIAŁ 23


Było coś koło 12,
- za 20 min mam autobus do domu, więc pójde już.
Justin popatrzył na mnie oburzony po czym odparł;
- nie świruj dobrze wiesz, że Cie odwiozę. Ogarniesz się 
i przyjadę po Ciebie koło 17, ok? 
Lekko zdziwiona;
- co ty zaś kombinujesz? 
- oj.. Za dużo byś chciała wiedzieć.
Dojechaliśmy pod mój blok. Otworzyłam drzwi do wyjścia i podziękowałam za podwózke.
Justin wysiadł z auta, podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek chwile po tym powiedział;
- O 17, pamiętaj! 
- pamiętam - odparłam z szyderczym uśmiechem.
Weszłam do domu szczęśliwa jak nigdy. Katie popatrzyła się na mnie dziwnym wzrokiem i rzuciła;
- Czemu jesteś w męskich ciuchach? 
Zjechałam wzrokiem na swoje ciało.. I faktycznie przyjechałam w ciuchach Biebera.
- Tak wyszło.
- Jak noc? 
- Oj, normalna nie wnikaj nic więcej Ci nie powiem. 
Zawsze była ciekawska.. Nie lubiłam tego.
- Fajny ma dom? Jak to tam wszystko wygląda? Mieszka sam czy z rodzicami? 
Ignorując pytania siostry poszłam do pokoju. Przygotowałam se nową bielizne i ubrania, po czym
weszłam do łazienki żeby się okąpać, przy okazji ubrania Justina wrzuciłam do pralki.
Wyszłam z kompieli idealnie zrelaksowana, ubrałam co miałam ubrać
i powędrowałam do kuchni nałożyć sobie obiad w tym samym momencie dzwoni telefon, to Justin;
- Halo? - powiedziałam niepewnie.
- Gotowa kochana? Czekam pod klatką.
Popatrzyłam odruchowo na zegarek i dochodziła dopiero 16. 
- Przeciez jeszcze 16 nie ma? 
- No tak ale nie mogłem się doczekać. Poczekam na Ciebie, zjedz sobie spokojnie.
Wzruszyłam ramionami sama do siebie mówiąc; 
- Okej, za 5 min będe.
Szybko zjadłam, bo nie lubię jak ktoś na mnie czeka. 
Pobiegłam do łazienki, bo przecież nie zdążyłam się jeszcze pomalować. 
Po 10 min wyszłam z domu. 
Wsiadłam do auta. Justin popatrzył na mnie z uśmiechem i oznajmił;
- Jak zwykle pięknie wyglądasz.
- Dzieki, ale jak mi tak będziesz słodził co spotkanie to wpadne w samouwielbienie, hehe.
To gdzie jedziemy?
- Zobaczysz. 
Całą droge słuchaliśmy radia. Gdzieś po 1,5h Bieber się zatrzymał;
- Jesteśmy na miejscu.
Ogromny 4 gwiazdkowy hotel. Było ciemno więc budynek, który oświetlały lampy pięknie się prezętował.
Wysiedliśmy z samochodu kierując sie do hotelu. Justin jak zwykle już miał wszystko zarezerwowane, 
jestem ciekawa co by było gdybym mu odmówiła. Dostał kartę do drzwi pokojowych. Dotarliśmy pod pokój,
troche zmieszana zapytałam;
- Dlaczego akurat hotel? Mogliśmy przecież spędzić czas u Ciebie również sami.
- Oj marudzisz.
Gdy już weszliśmy do pokoju w którym mieliśmy spędzić wieczór doznałam szoku i nie wiedziałam 
co powiedzieć przez dobre 5 minut. To był apartament, tak zdecydowanie!
Szampan i dwa kieliszki przygotowane na stole, łóżko ogromne nakryte czerwoną narzutą, zastanawiała
mnie tylko gitara, która na nim leżała. Justin pociągnął mnie za ręke;
- Co robisz? - zapytałam.
Justin trzymając mmoją dłoń,jedną ręką próbował  nalac szampana.Udało mu się. Kieliszek podał mi do ręki po czym
 zaprowadził na balkon. Jezu świece, róże, na środku tego pięknego balkonu stało krzesło. Krzesło? Justin poprosił mnie bym usiadła na miejscu. Przyglądając się temu wszystkiemu, dalje nie dowierzałam, że zrobił to dla mnie, skąd On wpadł na taki pomysł? Usiłowałam odpowiedziec sobie na to pytanie, ale w tym momencie usłyszłam głos Justina, był taki lekki, delikatny, Bieber grał na gitarze i śpiewał patrząc mi w oczy "That should be me,
Holding your hand,that should be me,making you laught,that should be me,this is so sad,that should be me,that should be me,that should be me,feeling your kiss,that should be me,buying you gift,this is so wrong,i can't go on,till you believe,that should be me.
- Jesteś niesamowity.- wyszeptałam 
 Siedziała na krześle jak zamurowana. Bacznie go słuchałam,a łzy się same pchały do oczu. Skończył piosenke i rzekł;
- Zoe, bądz tylko moja.
Nic nie mówiąc zbliżyłam się i zaczęłam go całować na znak, że się zgadzam.



Rozdział został napisany przez moją najlepszą koleżankę, dziękuję <3

czwartek, 28 listopada 2013

-22-

ROZDZIAŁ 22



Obudziłam się lekko zdezorientowana, bo zrozumiałam, że przez przypadek zasnęłam u Justina. Przetarłam oczy, rozejrzałam się dookoła, nikogo nie było. W szybkim  tempie wygrzebałam się z łóżka, zerknęłam do każdego pomieszczenia w sypialni Justina, ale nigdzie Go nie było, wyszłam po ciuchu z sypialni, usłyszałam tylko jak ktoś ksząta się po kuchni i nuci piosenkę, która aktualnie leciała w radiu. Żwawo zeszłam po schodach na dół, stanęłam w framugach drzwi do kuchni, przyglądałam się chłopakowi tak przez chwilę do póki się nie zorientował, że tam stoje. 
-cześć kochanie- wypowiedział z uśmiechem na twarzy, podchodząc do mnie i całując mnie w czoło. 

Czy On do mnie powiedział kochanie? Czy ja o czymś nie wiem? Moje myśli biły się ze sobą z sekundy na sekundę jak tylko pomyślałam o tym 'cześć kochanie'. Jednym słowem zmroziło mnie, speszona podeszłam do kuchennego blatu i usiadłam na krześle.
-cześć- odrzekłam wpatrując się co robi. I znów nie chciał mi nic powiedzieć co robi. On lubi się droczyć, ale przyjdzie i taki czas, gdy ja się będę droczyć z Nim. Pomyślałam i wtedy moje oczy rozpromieniały.
-i jak się spało?
-wygodne masz łóżko.
-wiem to, kawy czy herbaty pani sobie życzy ? - rzucił, wpatrując się we mnie 
-podwójnej kawy, a tak wgl to która jest godzina?
-7:50.
- o matko, a szkoła, wgl moi rodzice nic nie wiedzą, z pewnością się o mnie martwią, że nie wróciłam na noc- szybko zerwałam się z krzesła, chwytając się za rozczochrane włosy
-spokojnie, wieczorem pozwoliłem napisać sobie do Katie, że śpisz u mnie.Ale wiedziałem, że rodzice będą się Jej wypytywać gdzie jesteś, więc powiedziałem Jej, że jak co śpisz u Em, zgodziła się na ten układ, a dziś zrobisz sobie wagary- odparła, nakładając nalesniki na talerz.
-spryciarz z Ciebie, uu naleśniki- w tamtym momencie, gdy Justin podsunął mi pod nos przyszne nalesniki, nie przejmowałam się, że nie będzie mnie dziś w szkole czy cokolwiek. 
Po śniadaniu, pozmywałam naczynia, chciałam się dowiedzieć dlaczego Justin mieszka tutaj sam, gdzie są Jego rodzice i jak mu się tak żyje, wiedział, że nie mogę tak bezpośrednio, ale inaczej chyba nie szło. Zaparzyłam ciepłej herbaty i obaj usiedliśmy w salonie na skórzanej sofie.
-Justin, przepraszam, że zapytam tak wprost, ale dlaczego mieszkasz tutaj sam, bez rodziców-przyglądałam mu się z uwagą, po Jego twarzy można było wywnioskować, że nie chce o tym rozmawiać, coś musiało się stać, bo nagle z wesołego faceta Jego twarz stała się kamienna, poważna.- nienalegam, nie chcesz nie musisz mówić.
-wiesz Zoe jak już jesteśmy przy tym to Ci opowiem, w końcu jesteś dla mnie kimś, więcej niż koleżanką ze szkolnego korytarzu. Czuję, że mogę Ci zaufać, mogę powiedzieć Ci o wszystkim, a jednocześnie czuć się swobodnie i przede wszystkim sobą. Moja mama nie żyję, zmarła kiedy miałem 2 lata, nie pamiętaj Jej, z tego co mi tata mówi to była najszczęśliwszą osobą jaką znał, nie przejmowała się krytyką tylko wyciągała z niej wnioski. Była osobą wesołą, charyzmatyczną, ale umiała też postawić na swoim, zmarła na raka. Lekarze wykryli u Niej go jak była już ze mną w ciąży, mówili Jej, że mnie nie donosi albo, że jak urodzi to ja będę powaznie chory, a Ona uprze. Na szczęście ciąże donosiła do końca, jak widzisz jestem cały i zdrowy, mama walczyła przez dwa lata, ale nie miała już sił.
-Justin jeżeli nie jesteś w stanie to nie kończ- podeszłam do Niego, usiadła tuż obok Niego i mocno Go przytuliłam
-tata zaś .. eh, rok po śmierci mamy wyprowadził się do Australii, tam ma swoją dużą korporacje, widujemy się może jakieś cztery razy do roku, wyjechał, a mnie zostawił u babci, opiekował się mną przez 15 lat, dopóki nie osiągnąłem pełnoletności. Ten dom wybudowali moi rodzice RAZEM, tata opłaca dom i przysyła mi kasę, ale to i tak nic nie zmieni, nie wybaczę mu tego, że mnie zostawił, że widujemy się kiedy ja mam wakacje, albo gdy On ma coś do załatwienia w Europie .. - z żalem mi o tym mówił, czułam jaki gniew ma do swojego ojca. Mocno Go przytuliłam, On zaś siedział w bez ruchu, wiedział jak cierpi, otworzył się tak przedemną, a ja nie wiedziałam jak mogę mu pomóc, byłam bezbronna. Siedzieliśmy tak przez jakieś 15 minut, Justin otrząsnął się, napił się łyka zimnej już herbaty i spojrzał na mnie.
-a Twoi rodzice?-
-moi? hmm no też nie ciekawie.. -zaczęłam, usiadłam wygodnie - tata pracuje praktycznie dwadzieścia cztery godzinny na dobę, praktycznie Go nie widuje, a mama po przejściach, pracuje na pół etatu w szpitalu- odpowiedziałam. 

Gdy zorientowaliśmy się, że rozmawiamy już z jakieś dwie godzinny, prędko zebraliśmy się z kanapy, pobiegłam do sypialni chłopaka, zaścieliłam łóżko, nakryłam go białą płachtą, w łazience niestety nie było żadnych kosmetyków, więc byłam zmuszona do ubrania tego co miałam wczoraj na sobie, twarz przemyłam zimną wodą.



ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA <3

środa, 27 listopada 2013

-21-

ROZDZIAŁ 21


Do domu weszliśmy przez duże machoniowe drzwi, pierwszym pomieszczeniem był właśnie przed pokój w, którym stała szafa i mały stoliczek na klucze, szybkim ruchem ściągnęłam buty i ułożyłam je ładnie koło duże szafy. Po prawej stronie znajdowała się duża, przestrzenna kuchnia,wszystko w niej było takie dopasowane, meble były jasnego koloru, sprzęty kuchenne były z srebrzyste, koło niej duże stół. Po prawej stronie z kolei ulokowany był salon.Ściany był w kolorze białym, na środku salony stała ogromna skórzana sofa, a przed nią stolik, na ścianie widniał duży telewizor. Na tym poziomie znajdowały się tylko te trzy pomieszczenia. Udaliśmy się z Justinem do kuchni, usiadłam na wysokim krześle tuż przy blacie, zaczął się krzątać po tej kuchni, coś przyrządzał, ale za każdym razem gdy chciałam podpatrzyć bądź się dopytać, to mnie odsuwał, albo nie odpowiadał mi na pytanie. Siedziałam tak przez jakieś 5 minut, widok Justina w kuchni była naprawdę słodki. Z szafki wyciągnął dwa duże kubki i zaczął coś do niego wlewać, 
usiadł obok mnie i pod mój nos podsuną kubek z ciepłą czekoladą, zapach był niesamowity. Odwróciłam się w Jego kierunku i podziękowałam za kakao, lekkim uśmiechem. 
-i co dobre? -zapytał, pijąc łyk czekolada
-pyszna, gdzie się nauczyłeś robić?
-babcia mnie nauczyła - odpowiedział, ale już z mniejszym entuzjazmem. 
-to ja poproszę przepis- mruknęłam delektując się czekoladą
-to jest sekretne, będziesz pić u mnie tylko i nigdzie indziej- wypił szybko i odniósł kubek do zmywarki. Ja miałam jeszcze pół kubka, wolę się delektować niż pić na raz, nie wiadomo kiedy znów będę miała przyjemność ją pić. Pomyślałam. 

Justin wyszedł z kuchni nic mi nie mówiąc gdzie idzie, zauważyłam tylko jak wchodzi po schodach do góry, dopiłam szybko czekoladę, czego bardzo nie chciałam i udałam się za nim, schody stały na środku i nie były takie jak normalne schody, były zakręcone do góry i całe czarne idealnie współgrały z nowoczesnym stylem salonu i kuchni.
weszłam na górę i korytarz rozchodził się na prawo i lewo, było co najmniej z 6 drzwi i teraz do których mam wejść? Przecież nie będę wchodzić do każdego i sprawdzać gdzie ukrył się Bieber. Z ostatniego pokoju usłyszałam tylko jak chłopak krzyczy moje imię, pokierowałam się za głosem chłopaka, drzwi były lekko otwarte, więc bez problemu do nich weszłam. Bieber leżał na dużym łóżku, które stało pod jedną ze ścian, było przykryte czarną narzutą, na przeciwnej ścianie wisiał ogromny telewizor, a pod nim jakieś małe szafeczki. 
-długo mam na Ciebie czekać?- powiedział, klikając coś na pilocie. Ręką klepną czarną narzutę tym znakiem dał mi do zrozumienia, że ma usiąść koło Niego. 
-ej poszedłeś bez słowa, a ja sama w kuchni na dole, nie chciałam Ci chodzić po domu.. - odpowiedziałam lekko zdezorientowana. Wdrapał się na łóżko i usadowiłam się obok chłopaka. 
-to co oglądamy?- parsknął spoglądając na mnie
-coś przy czym można się pośmiać-wiem, że nie zadowoliła go ta odpowiedzią, ale chciałam by sam coś zaproponował, w końcu to On mnie zaprosił na film. Bieber tylko kiwną głową i zaczął czegoś szukać w telewizorze.
-Justin.. -zaczęłam nie pewnie, nie wiedziałam jak ma się Go oto zapytać, ale raz kozie śmierć. 
-słucham Cię.
-nie masz czasem może jakiś luźnych spodni i koszulki, bo nie byłam nawet w domu i się nie przebrałam, a trochę mi nie wygodnie w tych obcisłych spodniach i koszulce?
-jasne, widzisz te drzwi?-zapytał pokazując palcem na jedne drzwi, tak naprawdę nie wiedziałam o które mu chodzi, bo w pokoju miał aż cztery drzwi, jedne do wejścia, a pozostałe to nie wiem do czego.- wejdź tam i sobie coś poszukaj- popatrzył na mnie i się uśmichnął. Wstałam i powoli kierowałam się do "wyznaczonych" drzwi. Chwyciłam za klamkę i otworzyłam, zapaliłam światło i to co zobaczyłam to był szok. Duża garderoba, w której było wszystko idealnie powieszone, poukładane. To mężczyzna i ma taki porządek no szokło mnie, nie za bardzo wiedziałam co gdzie leży, więc musiałam zawołać Justina by pomógł mi się tu odnaleźć. Bieber wchodząc do garderoby zaczął się śmiać, wygrzebał mi jakieś dresy i koszulkę.
-to powinno być dobre- rzucił ciuchy w moim kierunku 
-a gdzie jest łazienka ?  
-drzwi obok- odpowiedział, wychodząc 

Swoje ubrania poskładał i zostawiłam w łazience, narzuciłam na siebie ubrania chłopaka, włosy spiełam w kucyk.
Bieber leżał już w łóżku przykryty śnieżną pościelą, w dłoni trzymał popcorn, a w drugiej pilota. Nie wiedziałam czy ma się położyć koło Niego pod pościelą czy na, to dla mnie za wsześnie.Postanowiłam, że położę się obok Niego pod pościelą, ale nasze ciała się nie stykały. 

niedziela, 24 listopada 2013

-20-


ROZDZIAŁ 20


Ostatnia lekcja, moje myśli dalej grążyły wokół Justina, gdzie jest, co robi, czy coś mu się nie stało.Głęboko w duszy się o Niego bałam. Szybkim ruchem wyciągnęłam z torebki telefon, chciałam napisać do Niego, ale sama nie wiedziałam co, wpatrywałam się w czarny ekran telefonu jak zaślepiona.Poczułam jak ktoś mnie dźga w plecy, nie zwróciłam na to większej uwagi, dalej gapiłam się w telefon. Po któryś razie jak poczułam lekkie uderzenie w plecy gwałtownie się odwróciłam. 
-co? - odrzekłam z wyrzutem, że ktoś mi przerywa. Przyjaciółki siedziały za mną. Wiedziały, że jest coś ze mną nie tak, że myślami jest po za lekcją.
-nic.. właściwie to tak, napisałaś do Biebera?- zapytała Leo.Nie przejmowałyśmy się tym, że pani nas usłyszy i upomni. 
-nie, bo nie wiem co mam mu napisać..
-no może napisz .. - Leo nie dokończyła, bo nauczycielka krzyknęła Jej imię, przewróciła teatralnie oczami i wstała. 
-czy ja czasem Tobie nie przeszkadzam?- zapytała nauczycielka, ręce miała założone na piersi tak jakby była władcą całego świata. Leo miała ochotę powiedzieć "TAK" wręcz Jej to wykrzyczeć, ale jak każdy, boi się konsekwencji. Po cichu odpowiedziała "nie, przepraszam", oczy podniosła na nauczycielkę, która nagle stała naprzeciwko Niej.
-siadaj!

Byłam już w drodze do domu, nadal myślałam co mam, tzn co mogę mu napisać. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać nieświadomie. "Cześć jak po weekendzie?Zoe :)" to jedyne co mi się pierwsze na myśl nasunęło, wklepała Jego numer i wysłałam, odziwo na odpowiedź długo nie musiałam czekać, otworzyłam wiadomość momentalnie kąciki ust podniosły mi się tworząc na mojej twarzy duży uśmiech.
*od Justina*
"No cześć, po weekendzie no trochę fatalnie, gorączka, kaszel*
W pierwszej chwili pomyślałam, żeby pójść do Niego, przytulić, ale był znów mały problem, nie wiem gdzie mieszka. Wysiadłam z zatłoczonego busa i pokierowałam się do domu, na dworze tak bardzo wiało. Włosy miały swój własny kierunek. Marzyłam o ciepłej herbacie i łóżku. 
odpisałam "Szybkiego powrotu do zdrowia!"
Pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co mam robić, jak  mam postępować, Justin to nie był byle jaki facet, na jego widok moje brązowe tęńczówki nabierały różnych kolorów, na policzka pojawiały się rumieńce, a w brzuchu budziły się motylki.
*od Justina*
"dziękuję, wiesz tak pomyślałem, może wpadniesz, siedzę sam w domu, zaraz oszaleje! Może jakiś film obejrzymy?" 
I znów moje myśli błądziły, ale się zgodziłam tak bardzo chciałam dziś Go zobaczyć, cieszyłam się jak głupia jak sam zaproponował spotkanie, w kolejnym sms'ie napisał mi dokładny adres. Do Jego domu musiałam dojechać busem, więc wróciłam na przystanek. Po dwudziesto minutowej drodze, dotarłam na miejsce. Zanim pójdę do domu Justina wstąpie do sklepu, po jakieś chipsy, cole, jak będziemy oglądać film to trzeba się zabezpieczyć, ale również pomyślałam o jakiś lekarstwach do Niego.Po jakiś 20 minutach drogi dotarła pod wyznaczony adres. Przede mną stał wysoki mur, nie było widać domu, więc też nie wiedziałam czy dobrze trafiła, na  furtce, która była ze stali była zawieszona tabliczka z numerem domu, tak to był Jego dom,  chciałam już odwrócić się na pięcie i nad zwyczajniej iść do domu, ale poczułam jak dźwięk w moim telefonie się nasila, niezwłocznie wyciągnęłam telefon z kieszeni. O wilku mowa pomyślałam. Justin chyba czytał mi w myślach, sama od siebie bym do Niego nie zadzwoniła. Szybko przejechałam koniuszkiem palca po ekranie telefonu, by odebrać.
-zgubiłaś się czy jak ? - zapytał, usłyszałam jak po skończeniu zdania zaczął cicho chichotać
-haha.. wiesz moje oczy widzą, wysoki mór i się zastanawiam, bo na furtce jest Twój adres, więc możesz mi otworzyć- odpowiedziałam podchodząc pod drzwi furtki, które chłopak już zdążył otworzyć. Weszłam na posiadłość, dom był ogromny jakby mieszkała w nim naprawdę duuuuża rodzina, wokół domu były ładnie zadbane rośliny, piękne kwiaty, widać, że ktoś ma rękę do kwiatków, ale moje oczy ulokowały się się na dróżce, która dokądś prowadziłam. 
-chodź, pokaże Ci coś- chłopak chwycił moją dłoń, była taka ciepła, lekko mnie pociągnął. Szliśmy tajemniczą ścieżką, prowadziła ona do cichego zakątku, na środku stało duże drzewo, a pod nim ławka, na której można było się położyć, wokół cichego zakątka było posadzone bardzo wysokie choinki. Mimo iż to miejsce znajdywało się na posiadłości, to było oddzielone właśnie dużymi choinkami. 

Wyobrażałam sobie inaczej miejsce gdzie mieszka Justin. Zwyczajne mieszkanie z 4 pokojami i nic więcej, a tu taki wielki dom, że spokojnie mogło by w nim zamieszkać co najmniej dwie rodziny.Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za talie i przyciąga mocno do siebie, stałam do Niego tyłem, czułam na szyji Jego ciepły oddech, Jego broda była oparta o mój bark, oboje wpatrywaliśmy sie drzewo, które było przyozdobione żółtymi lampkami, było tak romatycznie, nie chciałam by ten moment szybko się skończył.

Justin zapytała czy wejdziemy do środka, bo robi się już ciemno i zimno, pokiwałam tylko głową, na znak, że się zgadzam. Z jednej strony bałam się iść teraz do Niego, bo poznam Jego rodziców, nie chciałam tego tak szybko, znamy się zbyt krótko..
-są Twoi rodzice - zapytałam, stając w miejscu 
-nie mieszkam z rodzicami, mieszkam sam-odrzekł niepewny, prawo ręką drapał się po karku, a lewą trzymał w kieszeni swoich spodni. 
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, dwudziestolatek mieszkający sam w tak wielkim domu z tak pięknym ogrodem, to było i jest niemożliwe, nie chciałam więcej wypytywać, dlaczego jak do tego doszło. Bo czułam, że coś się stało, dlatego jest jak jest.


Ciekawe co ukrywa Justin, czy odważy się powiedzieć o tym Zoe? 
Jak sądzicie ? :)