niedziela, 15 grudnia 2013

-25-


ROZDZIAŁ 25


Miłość i erotyzm są niezwykle różnobarwne, każda kultura ma inny kolor, ciepło i klimat miłości.

W zimną popołudniową niedzielę siedziałam na kanapie z kubkiem ciepłej czekolady, uznałam, że w ten dzień nigdzie się nie wybieram, bo pogoda za oknem kiepska.. Rodzice z Alanem pojechali do rodziców, a Kat siedziała w pokoju. Nie miałam dzisiaj ochoty z NIKIM rozmawiać, nie wiem dlaczego może to przez tą pogodę? Sama nie wiem..
Patrzyłam co chwilę na moment czy nie mam żadnej wiadomości od Justina, bądź kogokolwiek, ale cisza, troszkę się niepokoiłam o Jusa, zero znaków życia, a może On czeka aż ja się odezwę?  To by było dziwne, bo ja czekam aż On się pierwszy odezwę. Ale przełamałam lody i napisałam pierwsza "cześć kochanie, czy coś się dzieje" wystukałam na telefonie. Jaka każda dziewczyna miałam czarny scenariusz przed oczami, bo jeżeli chłopak nie odzywa się kilka dni, to jest coś nie tak, gdyby był chory - napisał, zadzwonił by, a telefon milczał. Wiedziałam, że musiało się coś stać.
Po upływie kilkunastu minut w końcu doczekałam się odpowiedzi na mojego esemesa "otwórz mi drzwi" zdziwił mnie ten sms, ale szybciutko podbiegłam do drzwi i bez wahania otworzyłam drzwi. To co zobaczyłam, nie do wiary, przed mną stał Justin, nie widziałam Go, bo jedynie co widziałam to ogromnego misia z dużą kokardą. Był taki uroczy, z zachwytu aż się popłakałam.Przytuliłam mocno misia i jednocześnie próbowała przytulić Justina, ale tak się nie dało, wzięłam misia, który był większy ode mnie, położyłam go na szafce w przedpokoju, a sama wskoczyłam na mojego chłopaka, obwieszając się mu na szyji i mocno Go przytulać. Co drugie słowa było 'dziękuję', chłopaka tylko wpatrywał się we mnie i widział to moje szczęście w oczach. Głupi miś, a może tyle zamieszania zrobić, coś nieprawdopodobnego.Gdy już zeszłam z Justina dając mu zaczerpnąć powietrza, gestem ręki zaprosiłam Go do środka. Byłam ubrana w jakiś stary dres, włosy spięte w kucyka, nie wypadało być ubranym tak przy chłopakowi, ale nie miałam pojęcia, że przyjdzie, gdyby wiedziała to bym się ogarnęła. Justin odwiesił kurtkę w przedpokoju, buty ułożył pod szafką, ja niezdarnie chwyciłam miśka i wszyscy w trójkę weszliśmy do mnie do pokoju. Tak.Dziś jest pierwszy raz kiedy jest u mnie. Ciekawiło mnie z jakiej okazji podarował mi tego wielkiego miśka. 
-a z jakiej to okazji kupiłeś mi miśka? - zaciekawiona pytałam. kładąc miśka na łóżko.
-naprawdę Mel nie wiesz dlaczego? - był zszokowany moim pytaniem.. 
Podszedł do mnie  objął mnie w pasie i podniósł mnie do góry,tym razem ja byłam od Niego wyższa i ja patrzyłam na Niego z góry. Nawet fajnie tak wiedzieć kogoś z góry - pomyślałam, ale i tak wolę jak On patrzy się tak na mnie. Gdy Justin podniosły mnie zaczął krzyczeć "wszystkiego najlepszego kochanie"!.
A no tak dziś trzynasty listopada, dziś obchodzę siedemnaste urodziny, dziwne, ale naprawdę o tym zapomniałam, zresztą jak moja cała rodzina .. Byłam mile zaskoczona, że Bieber pamięta kiedy mam urodziny, bo ja nie mam kompletnie pamięci do dat, jak widać, nawet zapomniałam kiedy JA się urodziłam, a co dopiero mam zapamiętać kiedy inni się urodzili.
-a co Ty w piżamie robisz, ubieraj się, ale to już! - nie chciałam nawet się mu przeciwstawić, więc grzecznie chłopaka przeprosiłam i szybko udałam się do łazienki pod prysznic.

Do pokoju weszła Kat, nie wiedziała, że mam gościa więc nie pukał, Justin siedział na łóżku wpatrując się w miśka, którego mi podarował. 
-yy .. cześć - odrzekła, biorąc książkę z półki, kóra wisiała nad biurkiem.
Chłopak szybkim ruchem podniósł się z łóżka i podał rękę dziewczynie.
-cześć Justin, a Ty Kat? - dodał, uśmiechając się
-tak, miło Cię poznać, przepraszam,ale idę dalej się uczyć, rozumiesz szkoła, sprawdziany.. - .. mówiła szukając potrzebnych Jej materiałów do nauki
-mnie również, a z czego masz sprawdzian może pomogę ? 
-haha jeżeli rozumiesz perfekcyjnie język angielski to przyjmę propozycję - z niewinną miną odpowiedziała.
-ahh lubię angielski i rozumiem go świetnie, więc mamy jeszcze z  jakieś 40 min, bo wiesz niż Zoe się wyszykuje troche minie - mówił z cwaniackim usmiechem - to coś Ci wytłumaczę, możemy tak zrobić?
-o dziękuję, skoczę po książki do pokoju i do dzieła - Kat szybko pobiegła do pokoju po materiały, usiadła na krześle od siostry przy biurku, Justin stał obok Niej, ale dziewczyna nie była Nim zainteresowana, bo wiedział, że to chłopak Jej siostry, a Jus tylko pomaga Jej zrozumieć angielski. To tyle.

Rozebrałam się z ubrań, które wrzuciłam do kosza na brudne rzeczy, stała naga przed lustrem i wpatrywałm się w swoje ciało, a w szczególności w swoje uda, ni były gruby, był proporcjonalne, alt to co na nich się znajdywało, to było złe, ale w ten sposób uciekam od problemów, rzeczywistości!

Żyjmy dalej i starajmy się nie myśleć o smut­ku. Życie jest tak krótkie, nie zmar­nujmy go! Nie raz będziemy cier­pieć, ale nig­dy nie za­pomi­naj­my o tym, że to właśnie dzięki trud­nym chwi­lom w naszym życiu, umiemy dos­trzec i cie­szyć się szczęściem. 

Nałożyłam na gąbkę ulubiony żel pod prysznic, i nałożyłam Go na swoje zmęczone ciało. Włosy umyłam. Spłukałam wszystko ciepła wodą, było tak idealnie. Owinęłam się ręcznikiem, nałożyłam delikatny make-up i wyszłam z łazienki.Udałam się w kierunku swojego pokoju, słyszałam jak Justin mówi płynnie po angielsku, ale z kim On tak rozmawia i z Kat? Po cichu weszłam do pokoju, no tak ja jestem cieńka z angola tak samo jak i siostra, a coś wspominała, że we wtorek ma sprawdzian i woli już się dziś pouczyć, a Justin Jej tłumaczył, no nic dziwnego jak tate ma w Australi i praktycznie rozmawia z nim w tym języku, więc musi dobrze go znać i rozumieć.Podeszłam do szafy, ale mój wzrok przykuły ubrania na łóżku, było to ładny zestaw, ale to nie były moje ubrania, a więc kogo to ?
-ej! czyje są te ubrania? - przerwałam im lekcje i rzuciłam wzrok na leżace ubrania. 
Kat i Justin odwrócili się w moją stronę. 
-Kat to Twoje?
Zaprzeczyła tylko ruchem głowy.
- Justin? to Ty tu przyniosłeś, bo raczej z nieba nie spadły.
-no tak, kupiłem Ci to i masz się dziś w to ubrać- uśmiechnął się do mnie szyderczo pokazują sowje bielusieńkie zęby, podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło.
Zgarnęłam z łóżka ubrania, biżuterię i nawet buty. O wszystko zadbał. Uśmiechnęłam się sama do siebie i znów udałam się w kierunku łazienki, a On wrócili do dalszej nauki.

Ubrałam to co miałam ubrać, włosy wyprostowałam, ostatnie poprawki przed lustrem. Westchnęłam i wyszłam z łazienki.
-jestem gotowa- krzyknęłam, nakładając płaszcze.
-idę, nie krzycz- zobaczyłam jak chłopak pędzi do mnie.Kat wyszła za Nim.
-kiedy masz ten sprawdzian - tym razem pytanie padło do mojej siostry z ust Justina
Opierając się o ścianę siostra odrzekła, że we wtorek, na co Bieber szybko się wyprostował i dodał - to jutro przyjade i Cię douczę, tak, że sprawdzian napiszesz na 6!
-nie musisz, dam rade, od czego są ściągi
-nie,nie.. nie ma żadnych ściąg, widzisz ja w szkole też ściągałem wszystko co można było, i żałuję, bo musze się uczyć teraz angielsko, żeby dogadac się z ojcem.- dodał zapinając zamek od kurtki.
-no dobrze, dziekuję za chęci - Kat podeszła do Justina i podała mu rękę, ten zaś się do Niej przyulił i nic nie odpowiedział.
-ej.. bo jeszcze będę zazdrosna o moją siostrę - odrzekłam z szyderczym uśmieche, ciągnąc Justina za rękę.
-spokojne kochanie.
Bieber otworzył mi drzwi i wyszliśmy na klatkę schodową, byłam ciekawa gdzie Justin mnie zabiera, ale zbędny były moje pytanie, bo i i tak żadnej odpowiedzi nie uzyskałam, ani jej nie uzyskam, więc nie naciskałam.

Ciekawi co szykuje Justin w urodziny Zoe?
Jak można zapomnieć o SWOICH urodzinach? Jak widać jednak można :)

sobota, 7 grudnia 2013

-24-

ROZDZIAŁ 24


Pocałunek był taki magiczny, Jego usta takie delikatnie, czułam jak całuje mnie z lekkością i delikatnością. Za każdym razem gdy mnie całował czułam jak żołądek mi ściska, a w brzuchu rozpoczyna się trzecia wojna światowa, tego uczucia nie da się opisac. 
Nie docierało do mnie to, że ja, przeciętna dziewczyna, będę dziewczyną najprzystojniejszego faceta w mojej szkole jak i chyba w całym mieście. Kto by pomyślał? Tym bardziej, że nie szukałam drugiej połówki, nie szukał nikogo, ale ta perspektywa podoba mi się, bo jednak z czasem brakuje takiej osoby, do której możesz się przytulic,pocałowac, a co najwazniejsze masz z kim pogadac. 
Dopiliśmy szampana, byłam już totalnie wykończona tyle wrażeń w jeden wieczór to chyba jak dla mnie za dużo. Udałam się do łazienki, wzięłam długą ciepła kąpiel, rozkoszowałam się tą kąpielą, ale całkowicie zapomniałam, że MÓJ CHŁOPAK czeka na mnie obok w pokoju. Po dwudziesto minutowej kąpieli szybko się ogarnęłam i wtedy zorientowałam się, że nie mam tu piżamy. Byłam zmuszona by wyjść w samy hotelowym szlafroku. Wyszłam z łazienki, a Justina w pokoju nie było, chyba się wkurzył, że musiał na mnie tyle czekać, ale jak to mówią "jak kocha to poczeka" ale nie chciałam nawet tak myśleć. Usiadłam na skraju wielkiego łóżka, wpatrywałam się co dzieje się za oknem. Miasto już spało, nic dziwnego jak dochodzi godzina dwunasta w nocy, wiatr kołysał drzewa, księżyc świecił swoim światłem, był piękny jak to przy pęłni. Nagle usłyszałam jak ktoś puka do drzwi, żwawym krokiem podeszłam do drzwi, na siłam na klampke i lekko uchyliłam przy tym drzwi. Zobaczyłam wózek z przeróżnym przekąskami, a za wózkiem stał Justin. Zabawnie wyglądał z tym wózkiem,ale w sumie dobrze pomyślał, bo zaczynałam się robic głodna. Chłopak wjechał z wózkiem i po kolei mówił mi co gdzie jest, nie zrozumiałam żadnej z tych nazwa, ale to się w tym momencie nie liczyło, bo wszystko wyglądało tak pysznie, nawet krewetki, których nie znoszę. Nałożyłam sobie na talerz wszystkiego po trochu, chciałam wszystkiego spróbowac, bo na co dzień nie jadam takich przystawek, Justin wziął tylko krewetki, które zajęły mu cały talerz, widac uwielbiał je. 

Po skończonej kolacji, położyłam się do łózka, naprawdę byłam zmęczona i najedzona, nie zdołałam wszystkiego spróbowac, bo już po połowie konsumowania nie mogłam, chłopak musiał za mnie dojadac. Bieber posprzątał po naszej kolacji i poszedł do łazienki, a ja ułożyłam się wygodnie w łóżku.

*OCZAMI JUSTINA*
Zoe słodko wyglądała starając się wszystkiego spróbowac, nie dała rady wszystkiego, wiec musimy tu wrócic - pomyślałem.
Szybkim ruchem zrzuciłem z siebie ciuchy, obejrzałem się w lustrze, które widniało w łazience, i które zajmowało pół ściany i dostrzegłem podkrążone oczy, tak moje ciało domagało się porządnego odpoczynku, ale jak to się wyspac jak nie ma kiedy. Wszedłem pod prysznic, odkręciłem kurki, ciepłe kropelki wody idealnie odbijały się od mojego torsu, nie stety jak to w hotelu, mają jedynie do zaoferowania jakieś małe mydełka, więc szybko nawilżyłem nim ciało po czym spłukałem. Nie wycierając się na swoje biodra wsunęłem czarne bokserki, włosy przeczesałem tylko ręką. 
MOJA DZIEWCZYNA już zasnęł, spała tak słodko tak niewinnie, kilka kosmyków Jej miodowych włosów opadało na twarz, przykryta była po samą szyje, te kilka piegów na Jej zadartym nosie dodawało Jej niesamowitego uroko. Zgasiłem światło i położyłem się obok Zoe, odgarnąłem z Jej twarzy włosy, ucałowałem w czoło, a do ucha wyszeptałem 'dobranoc'.

Promyki słońca wtargiwały się przez zasłony, obróciłam się w stronę Justina, leniwie podniosłam zmęczone powieki, Justin wpatrywał się we mnie tymi swoimi czekoladowymi teńczówkami, Jego widok z rana to najlepszy widok, piękniejszy ten kiedy słońce wstaje. Na Jego twarzy widniał uśmiech, próbowałam zasnąc,ale bez efektu, byłam zmuszona do tego by już się obudzic,lecz nie miałam zamiaru wychodzic z łóżka bynajmniej nie teraz. 
-cześc kochanie- usłyszałam głos chłopaka leżącego obok mnie
-hey-odrzekłam leniwie, przecierając oczy
-jak się spało?-poczułam jak całuje mnie w policzko
-nawet dobrze, a Tobie jak?
-wyśmienicie, bo przy Tobie- na te słowa momentalnie pojawiły mi się rumieńce na policzkach 
-nie mam ochoty wychodzic z łóżka, więc nie wiem jak Ty, ale ja jeszcze poleże- chłopak tylko przytakną.

Ułożyłam się tak, że leżałam plecami do Justina, głowę schowałam gdzieś w poduszki. Usłyszałam jak dwudziestolatek rozmawia z kimś przez telefon i zamawia śniadanie. Mimo iż wczorajszego wieczoru się najadłam to i tak mój brzuch dawał o sobie znac. 
Bieber nałożył na siebie spodnie i koszulkę, bo wiedział, że zaraz obsługa hotelowa przyniesie to co zamówił. Odebrał od hostessy śniadanie, jak zawsze zostawił napiwek. Usłyszałam tylko "śniadaniee". Nie zwracałam na to większej uwagi, gdyż byłam zbyt zajęta tym, żeby jeszcze na moment zanużyc się w śnie, ale nie trwało to długo.
-Justin,prosze jeszcze 5 minut- odburknęłam zakrywając się kołdrą.
-wystygnie i będzie zła, że zimne- odrzekł. Czułam tylko jak zsuwa ze mnie kołdre. Nie nawidziałam tego jak mi ktoś tak robi. Poczułam zimnie powietrze. Żwawo wstałam i wytargałam z rąk chłopaka pościel.


DZIĘKUJĘ <3

piątek, 29 listopada 2013

-23-

ROZDZIAŁ 23


Było coś koło 12,
- za 20 min mam autobus do domu, więc pójde już.
Justin popatrzył na mnie oburzony po czym odparł;
- nie świruj dobrze wiesz, że Cie odwiozę. Ogarniesz się 
i przyjadę po Ciebie koło 17, ok? 
Lekko zdziwiona;
- co ty zaś kombinujesz? 
- oj.. Za dużo byś chciała wiedzieć.
Dojechaliśmy pod mój blok. Otworzyłam drzwi do wyjścia i podziękowałam za podwózke.
Justin wysiadł z auta, podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek chwile po tym powiedział;
- O 17, pamiętaj! 
- pamiętam - odparłam z szyderczym uśmiechem.
Weszłam do domu szczęśliwa jak nigdy. Katie popatrzyła się na mnie dziwnym wzrokiem i rzuciła;
- Czemu jesteś w męskich ciuchach? 
Zjechałam wzrokiem na swoje ciało.. I faktycznie przyjechałam w ciuchach Biebera.
- Tak wyszło.
- Jak noc? 
- Oj, normalna nie wnikaj nic więcej Ci nie powiem. 
Zawsze była ciekawska.. Nie lubiłam tego.
- Fajny ma dom? Jak to tam wszystko wygląda? Mieszka sam czy z rodzicami? 
Ignorując pytania siostry poszłam do pokoju. Przygotowałam se nową bielizne i ubrania, po czym
weszłam do łazienki żeby się okąpać, przy okazji ubrania Justina wrzuciłam do pralki.
Wyszłam z kompieli idealnie zrelaksowana, ubrałam co miałam ubrać
i powędrowałam do kuchni nałożyć sobie obiad w tym samym momencie dzwoni telefon, to Justin;
- Halo? - powiedziałam niepewnie.
- Gotowa kochana? Czekam pod klatką.
Popatrzyłam odruchowo na zegarek i dochodziła dopiero 16. 
- Przeciez jeszcze 16 nie ma? 
- No tak ale nie mogłem się doczekać. Poczekam na Ciebie, zjedz sobie spokojnie.
Wzruszyłam ramionami sama do siebie mówiąc; 
- Okej, za 5 min będe.
Szybko zjadłam, bo nie lubię jak ktoś na mnie czeka. 
Pobiegłam do łazienki, bo przecież nie zdążyłam się jeszcze pomalować. 
Po 10 min wyszłam z domu. 
Wsiadłam do auta. Justin popatrzył na mnie z uśmiechem i oznajmił;
- Jak zwykle pięknie wyglądasz.
- Dzieki, ale jak mi tak będziesz słodził co spotkanie to wpadne w samouwielbienie, hehe.
To gdzie jedziemy?
- Zobaczysz. 
Całą droge słuchaliśmy radia. Gdzieś po 1,5h Bieber się zatrzymał;
- Jesteśmy na miejscu.
Ogromny 4 gwiazdkowy hotel. Było ciemno więc budynek, który oświetlały lampy pięknie się prezętował.
Wysiedliśmy z samochodu kierując sie do hotelu. Justin jak zwykle już miał wszystko zarezerwowane, 
jestem ciekawa co by było gdybym mu odmówiła. Dostał kartę do drzwi pokojowych. Dotarliśmy pod pokój,
troche zmieszana zapytałam;
- Dlaczego akurat hotel? Mogliśmy przecież spędzić czas u Ciebie również sami.
- Oj marudzisz.
Gdy już weszliśmy do pokoju w którym mieliśmy spędzić wieczór doznałam szoku i nie wiedziałam 
co powiedzieć przez dobre 5 minut. To był apartament, tak zdecydowanie!
Szampan i dwa kieliszki przygotowane na stole, łóżko ogromne nakryte czerwoną narzutą, zastanawiała
mnie tylko gitara, która na nim leżała. Justin pociągnął mnie za ręke;
- Co robisz? - zapytałam.
Justin trzymając mmoją dłoń,jedną ręką próbował  nalac szampana.Udało mu się. Kieliszek podał mi do ręki po czym
 zaprowadził na balkon. Jezu świece, róże, na środku tego pięknego balkonu stało krzesło. Krzesło? Justin poprosił mnie bym usiadła na miejscu. Przyglądając się temu wszystkiemu, dalje nie dowierzałam, że zrobił to dla mnie, skąd On wpadł na taki pomysł? Usiłowałam odpowiedziec sobie na to pytanie, ale w tym momencie usłyszłam głos Justina, był taki lekki, delikatny, Bieber grał na gitarze i śpiewał patrząc mi w oczy "That should be me,
Holding your hand,that should be me,making you laught,that should be me,this is so sad,that should be me,that should be me,that should be me,feeling your kiss,that should be me,buying you gift,this is so wrong,i can't go on,till you believe,that should be me.
- Jesteś niesamowity.- wyszeptałam 
 Siedziała na krześle jak zamurowana. Bacznie go słuchałam,a łzy się same pchały do oczu. Skończył piosenke i rzekł;
- Zoe, bądz tylko moja.
Nic nie mówiąc zbliżyłam się i zaczęłam go całować na znak, że się zgadzam.



Rozdział został napisany przez moją najlepszą koleżankę, dziękuję <3

czwartek, 28 listopada 2013

-22-

ROZDZIAŁ 22



Obudziłam się lekko zdezorientowana, bo zrozumiałam, że przez przypadek zasnęłam u Justina. Przetarłam oczy, rozejrzałam się dookoła, nikogo nie było. W szybkim  tempie wygrzebałam się z łóżka, zerknęłam do każdego pomieszczenia w sypialni Justina, ale nigdzie Go nie było, wyszłam po ciuchu z sypialni, usłyszałam tylko jak ktoś ksząta się po kuchni i nuci piosenkę, która aktualnie leciała w radiu. Żwawo zeszłam po schodach na dół, stanęłam w framugach drzwi do kuchni, przyglądałam się chłopakowi tak przez chwilę do póki się nie zorientował, że tam stoje. 
-cześć kochanie- wypowiedział z uśmiechem na twarzy, podchodząc do mnie i całując mnie w czoło. 

Czy On do mnie powiedział kochanie? Czy ja o czymś nie wiem? Moje myśli biły się ze sobą z sekundy na sekundę jak tylko pomyślałam o tym 'cześć kochanie'. Jednym słowem zmroziło mnie, speszona podeszłam do kuchennego blatu i usiadłam na krześle.
-cześć- odrzekłam wpatrując się co robi. I znów nie chciał mi nic powiedzieć co robi. On lubi się droczyć, ale przyjdzie i taki czas, gdy ja się będę droczyć z Nim. Pomyślałam i wtedy moje oczy rozpromieniały.
-i jak się spało?
-wygodne masz łóżko.
-wiem to, kawy czy herbaty pani sobie życzy ? - rzucił, wpatrując się we mnie 
-podwójnej kawy, a tak wgl to która jest godzina?
-7:50.
- o matko, a szkoła, wgl moi rodzice nic nie wiedzą, z pewnością się o mnie martwią, że nie wróciłam na noc- szybko zerwałam się z krzesła, chwytając się za rozczochrane włosy
-spokojnie, wieczorem pozwoliłem napisać sobie do Katie, że śpisz u mnie.Ale wiedziałem, że rodzice będą się Jej wypytywać gdzie jesteś, więc powiedziałem Jej, że jak co śpisz u Em, zgodziła się na ten układ, a dziś zrobisz sobie wagary- odparła, nakładając nalesniki na talerz.
-spryciarz z Ciebie, uu naleśniki- w tamtym momencie, gdy Justin podsunął mi pod nos przyszne nalesniki, nie przejmowałam się, że nie będzie mnie dziś w szkole czy cokolwiek. 
Po śniadaniu, pozmywałam naczynia, chciałam się dowiedzieć dlaczego Justin mieszka tutaj sam, gdzie są Jego rodzice i jak mu się tak żyje, wiedział, że nie mogę tak bezpośrednio, ale inaczej chyba nie szło. Zaparzyłam ciepłej herbaty i obaj usiedliśmy w salonie na skórzanej sofie.
-Justin, przepraszam, że zapytam tak wprost, ale dlaczego mieszkasz tutaj sam, bez rodziców-przyglądałam mu się z uwagą, po Jego twarzy można było wywnioskować, że nie chce o tym rozmawiać, coś musiało się stać, bo nagle z wesołego faceta Jego twarz stała się kamienna, poważna.- nienalegam, nie chcesz nie musisz mówić.
-wiesz Zoe jak już jesteśmy przy tym to Ci opowiem, w końcu jesteś dla mnie kimś, więcej niż koleżanką ze szkolnego korytarzu. Czuję, że mogę Ci zaufać, mogę powiedzieć Ci o wszystkim, a jednocześnie czuć się swobodnie i przede wszystkim sobą. Moja mama nie żyję, zmarła kiedy miałem 2 lata, nie pamiętaj Jej, z tego co mi tata mówi to była najszczęśliwszą osobą jaką znał, nie przejmowała się krytyką tylko wyciągała z niej wnioski. Była osobą wesołą, charyzmatyczną, ale umiała też postawić na swoim, zmarła na raka. Lekarze wykryli u Niej go jak była już ze mną w ciąży, mówili Jej, że mnie nie donosi albo, że jak urodzi to ja będę powaznie chory, a Ona uprze. Na szczęście ciąże donosiła do końca, jak widzisz jestem cały i zdrowy, mama walczyła przez dwa lata, ale nie miała już sił.
-Justin jeżeli nie jesteś w stanie to nie kończ- podeszłam do Niego, usiadła tuż obok Niego i mocno Go przytuliłam
-tata zaś .. eh, rok po śmierci mamy wyprowadził się do Australii, tam ma swoją dużą korporacje, widujemy się może jakieś cztery razy do roku, wyjechał, a mnie zostawił u babci, opiekował się mną przez 15 lat, dopóki nie osiągnąłem pełnoletności. Ten dom wybudowali moi rodzice RAZEM, tata opłaca dom i przysyła mi kasę, ale to i tak nic nie zmieni, nie wybaczę mu tego, że mnie zostawił, że widujemy się kiedy ja mam wakacje, albo gdy On ma coś do załatwienia w Europie .. - z żalem mi o tym mówił, czułam jaki gniew ma do swojego ojca. Mocno Go przytuliłam, On zaś siedział w bez ruchu, wiedział jak cierpi, otworzył się tak przedemną, a ja nie wiedziałam jak mogę mu pomóc, byłam bezbronna. Siedzieliśmy tak przez jakieś 15 minut, Justin otrząsnął się, napił się łyka zimnej już herbaty i spojrzał na mnie.
-a Twoi rodzice?-
-moi? hmm no też nie ciekawie.. -zaczęłam, usiadłam wygodnie - tata pracuje praktycznie dwadzieścia cztery godzinny na dobę, praktycznie Go nie widuje, a mama po przejściach, pracuje na pół etatu w szpitalu- odpowiedziałam. 

Gdy zorientowaliśmy się, że rozmawiamy już z jakieś dwie godzinny, prędko zebraliśmy się z kanapy, pobiegłam do sypialni chłopaka, zaścieliłam łóżko, nakryłam go białą płachtą, w łazience niestety nie było żadnych kosmetyków, więc byłam zmuszona do ubrania tego co miałam wczoraj na sobie, twarz przemyłam zimną wodą.



ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA <3

środa, 27 listopada 2013

-21-

ROZDZIAŁ 21


Do domu weszliśmy przez duże machoniowe drzwi, pierwszym pomieszczeniem był właśnie przed pokój w, którym stała szafa i mały stoliczek na klucze, szybkim ruchem ściągnęłam buty i ułożyłam je ładnie koło duże szafy. Po prawej stronie znajdowała się duża, przestrzenna kuchnia,wszystko w niej było takie dopasowane, meble były jasnego koloru, sprzęty kuchenne były z srebrzyste, koło niej duże stół. Po prawej stronie z kolei ulokowany był salon.Ściany był w kolorze białym, na środku salony stała ogromna skórzana sofa, a przed nią stolik, na ścianie widniał duży telewizor. Na tym poziomie znajdowały się tylko te trzy pomieszczenia. Udaliśmy się z Justinem do kuchni, usiadłam na wysokim krześle tuż przy blacie, zaczął się krzątać po tej kuchni, coś przyrządzał, ale za każdym razem gdy chciałam podpatrzyć bądź się dopytać, to mnie odsuwał, albo nie odpowiadał mi na pytanie. Siedziałam tak przez jakieś 5 minut, widok Justina w kuchni była naprawdę słodki. Z szafki wyciągnął dwa duże kubki i zaczął coś do niego wlewać, 
usiadł obok mnie i pod mój nos podsuną kubek z ciepłą czekoladą, zapach był niesamowity. Odwróciłam się w Jego kierunku i podziękowałam za kakao, lekkim uśmiechem. 
-i co dobre? -zapytał, pijąc łyk czekolada
-pyszna, gdzie się nauczyłeś robić?
-babcia mnie nauczyła - odpowiedział, ale już z mniejszym entuzjazmem. 
-to ja poproszę przepis- mruknęłam delektując się czekoladą
-to jest sekretne, będziesz pić u mnie tylko i nigdzie indziej- wypił szybko i odniósł kubek do zmywarki. Ja miałam jeszcze pół kubka, wolę się delektować niż pić na raz, nie wiadomo kiedy znów będę miała przyjemność ją pić. Pomyślałam. 

Justin wyszedł z kuchni nic mi nie mówiąc gdzie idzie, zauważyłam tylko jak wchodzi po schodach do góry, dopiłam szybko czekoladę, czego bardzo nie chciałam i udałam się za nim, schody stały na środku i nie były takie jak normalne schody, były zakręcone do góry i całe czarne idealnie współgrały z nowoczesnym stylem salonu i kuchni.
weszłam na górę i korytarz rozchodził się na prawo i lewo, było co najmniej z 6 drzwi i teraz do których mam wejść? Przecież nie będę wchodzić do każdego i sprawdzać gdzie ukrył się Bieber. Z ostatniego pokoju usłyszałam tylko jak chłopak krzyczy moje imię, pokierowałam się za głosem chłopaka, drzwi były lekko otwarte, więc bez problemu do nich weszłam. Bieber leżał na dużym łóżku, które stało pod jedną ze ścian, było przykryte czarną narzutą, na przeciwnej ścianie wisiał ogromny telewizor, a pod nim jakieś małe szafeczki. 
-długo mam na Ciebie czekać?- powiedział, klikając coś na pilocie. Ręką klepną czarną narzutę tym znakiem dał mi do zrozumienia, że ma usiąść koło Niego. 
-ej poszedłeś bez słowa, a ja sama w kuchni na dole, nie chciałam Ci chodzić po domu.. - odpowiedziałam lekko zdezorientowana. Wdrapał się na łóżko i usadowiłam się obok chłopaka. 
-to co oglądamy?- parsknął spoglądając na mnie
-coś przy czym można się pośmiać-wiem, że nie zadowoliła go ta odpowiedzią, ale chciałam by sam coś zaproponował, w końcu to On mnie zaprosił na film. Bieber tylko kiwną głową i zaczął czegoś szukać w telewizorze.
-Justin.. -zaczęłam nie pewnie, nie wiedziałam jak ma się Go oto zapytać, ale raz kozie śmierć. 
-słucham Cię.
-nie masz czasem może jakiś luźnych spodni i koszulki, bo nie byłam nawet w domu i się nie przebrałam, a trochę mi nie wygodnie w tych obcisłych spodniach i koszulce?
-jasne, widzisz te drzwi?-zapytał pokazując palcem na jedne drzwi, tak naprawdę nie wiedziałam o które mu chodzi, bo w pokoju miał aż cztery drzwi, jedne do wejścia, a pozostałe to nie wiem do czego.- wejdź tam i sobie coś poszukaj- popatrzył na mnie i się uśmichnął. Wstałam i powoli kierowałam się do "wyznaczonych" drzwi. Chwyciłam za klamkę i otworzyłam, zapaliłam światło i to co zobaczyłam to był szok. Duża garderoba, w której było wszystko idealnie powieszone, poukładane. To mężczyzna i ma taki porządek no szokło mnie, nie za bardzo wiedziałam co gdzie leży, więc musiałam zawołać Justina by pomógł mi się tu odnaleźć. Bieber wchodząc do garderoby zaczął się śmiać, wygrzebał mi jakieś dresy i koszulkę.
-to powinno być dobre- rzucił ciuchy w moim kierunku 
-a gdzie jest łazienka ?  
-drzwi obok- odpowiedział, wychodząc 

Swoje ubrania poskładał i zostawiłam w łazience, narzuciłam na siebie ubrania chłopaka, włosy spiełam w kucyk.
Bieber leżał już w łóżku przykryty śnieżną pościelą, w dłoni trzymał popcorn, a w drugiej pilota. Nie wiedziałam czy ma się położyć koło Niego pod pościelą czy na, to dla mnie za wsześnie.Postanowiłam, że położę się obok Niego pod pościelą, ale nasze ciała się nie stykały. 

niedziela, 24 listopada 2013

-20-


ROZDZIAŁ 20


Ostatnia lekcja, moje myśli dalej grążyły wokół Justina, gdzie jest, co robi, czy coś mu się nie stało.Głęboko w duszy się o Niego bałam. Szybkim ruchem wyciągnęłam z torebki telefon, chciałam napisać do Niego, ale sama nie wiedziałam co, wpatrywałam się w czarny ekran telefonu jak zaślepiona.Poczułam jak ktoś mnie dźga w plecy, nie zwróciłam na to większej uwagi, dalej gapiłam się w telefon. Po któryś razie jak poczułam lekkie uderzenie w plecy gwałtownie się odwróciłam. 
-co? - odrzekłam z wyrzutem, że ktoś mi przerywa. Przyjaciółki siedziały za mną. Wiedziały, że jest coś ze mną nie tak, że myślami jest po za lekcją.
-nic.. właściwie to tak, napisałaś do Biebera?- zapytała Leo.Nie przejmowałyśmy się tym, że pani nas usłyszy i upomni. 
-nie, bo nie wiem co mam mu napisać..
-no może napisz .. - Leo nie dokończyła, bo nauczycielka krzyknęła Jej imię, przewróciła teatralnie oczami i wstała. 
-czy ja czasem Tobie nie przeszkadzam?- zapytała nauczycielka, ręce miała założone na piersi tak jakby była władcą całego świata. Leo miała ochotę powiedzieć "TAK" wręcz Jej to wykrzyczeć, ale jak każdy, boi się konsekwencji. Po cichu odpowiedziała "nie, przepraszam", oczy podniosła na nauczycielkę, która nagle stała naprzeciwko Niej.
-siadaj!

Byłam już w drodze do domu, nadal myślałam co mam, tzn co mogę mu napisać. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać nieświadomie. "Cześć jak po weekendzie?Zoe :)" to jedyne co mi się pierwsze na myśl nasunęło, wklepała Jego numer i wysłałam, odziwo na odpowiedź długo nie musiałam czekać, otworzyłam wiadomość momentalnie kąciki ust podniosły mi się tworząc na mojej twarzy duży uśmiech.
*od Justina*
"No cześć, po weekendzie no trochę fatalnie, gorączka, kaszel*
W pierwszej chwili pomyślałam, żeby pójść do Niego, przytulić, ale był znów mały problem, nie wiem gdzie mieszka. Wysiadłam z zatłoczonego busa i pokierowałam się do domu, na dworze tak bardzo wiało. Włosy miały swój własny kierunek. Marzyłam o ciepłej herbacie i łóżku. 
odpisałam "Szybkiego powrotu do zdrowia!"
Pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co mam robić, jak  mam postępować, Justin to nie był byle jaki facet, na jego widok moje brązowe tęńczówki nabierały różnych kolorów, na policzka pojawiały się rumieńce, a w brzuchu budziły się motylki.
*od Justina*
"dziękuję, wiesz tak pomyślałem, może wpadniesz, siedzę sam w domu, zaraz oszaleje! Może jakiś film obejrzymy?" 
I znów moje myśli błądziły, ale się zgodziłam tak bardzo chciałam dziś Go zobaczyć, cieszyłam się jak głupia jak sam zaproponował spotkanie, w kolejnym sms'ie napisał mi dokładny adres. Do Jego domu musiałam dojechać busem, więc wróciłam na przystanek. Po dwudziesto minutowej drodze, dotarłam na miejsce. Zanim pójdę do domu Justina wstąpie do sklepu, po jakieś chipsy, cole, jak będziemy oglądać film to trzeba się zabezpieczyć, ale również pomyślałam o jakiś lekarstwach do Niego.Po jakiś 20 minutach drogi dotarła pod wyznaczony adres. Przede mną stał wysoki mur, nie było widać domu, więc też nie wiedziałam czy dobrze trafiła, na  furtce, która była ze stali była zawieszona tabliczka z numerem domu, tak to był Jego dom,  chciałam już odwrócić się na pięcie i nad zwyczajniej iść do domu, ale poczułam jak dźwięk w moim telefonie się nasila, niezwłocznie wyciągnęłam telefon z kieszeni. O wilku mowa pomyślałam. Justin chyba czytał mi w myślach, sama od siebie bym do Niego nie zadzwoniła. Szybko przejechałam koniuszkiem palca po ekranie telefonu, by odebrać.
-zgubiłaś się czy jak ? - zapytał, usłyszałam jak po skończeniu zdania zaczął cicho chichotać
-haha.. wiesz moje oczy widzą, wysoki mór i się zastanawiam, bo na furtce jest Twój adres, więc możesz mi otworzyć- odpowiedziałam podchodząc pod drzwi furtki, które chłopak już zdążył otworzyć. Weszłam na posiadłość, dom był ogromny jakby mieszkała w nim naprawdę duuuuża rodzina, wokół domu były ładnie zadbane rośliny, piękne kwiaty, widać, że ktoś ma rękę do kwiatków, ale moje oczy ulokowały się się na dróżce, która dokądś prowadziłam. 
-chodź, pokaże Ci coś- chłopak chwycił moją dłoń, była taka ciepła, lekko mnie pociągnął. Szliśmy tajemniczą ścieżką, prowadziła ona do cichego zakątku, na środku stało duże drzewo, a pod nim ławka, na której można było się położyć, wokół cichego zakątka było posadzone bardzo wysokie choinki. Mimo iż to miejsce znajdywało się na posiadłości, to było oddzielone właśnie dużymi choinkami. 

Wyobrażałam sobie inaczej miejsce gdzie mieszka Justin. Zwyczajne mieszkanie z 4 pokojami i nic więcej, a tu taki wielki dom, że spokojnie mogło by w nim zamieszkać co najmniej dwie rodziny.Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za talie i przyciąga mocno do siebie, stałam do Niego tyłem, czułam na szyji Jego ciepły oddech, Jego broda była oparta o mój bark, oboje wpatrywaliśmy sie drzewo, które było przyozdobione żółtymi lampkami, było tak romatycznie, nie chciałam by ten moment szybko się skończył.

Justin zapytała czy wejdziemy do środka, bo robi się już ciemno i zimno, pokiwałam tylko głową, na znak, że się zgadzam. Z jednej strony bałam się iść teraz do Niego, bo poznam Jego rodziców, nie chciałam tego tak szybko, znamy się zbyt krótko..
-są Twoi rodzice - zapytałam, stając w miejscu 
-nie mieszkam z rodzicami, mieszkam sam-odrzekł niepewny, prawo ręką drapał się po karku, a lewą trzymał w kieszeni swoich spodni. 
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, dwudziestolatek mieszkający sam w tak wielkim domu z tak pięknym ogrodem, to było i jest niemożliwe, nie chciałam więcej wypytywać, dlaczego jak do tego doszło. Bo czułam, że coś się stało, dlatego jest jak jest.


Ciekawe co ukrywa Justin, czy odważy się powiedzieć o tym Zoe? 
Jak sądzicie ? :)

środa, 20 listopada 2013

-19-


ROZDZIAŁ 19



W szkole lekcje ciągły się tak jakby nigdy nie chciały się skończyć. Dobrze, że wczoraj akurat powtórzyłam sobie trochę materiału, bo dziś pan z marketingu mnie zapytał, przy Nim nawet jak nic nie umiesz i mówisz masło maślane to i tak dostaniesz dobrą ocenę. Nie widziałam dzisiaj Justina w szkole, martwiłam się trochę o Niego.Nie wiedziałam gdzie mieszka, nie miałam Jego numeru telefonu, zawsze dogadywaliśmy się przez portale społecznościowe. Snułam się po korytarzach, nie wiedząc co mam zrobić. 
-Co jest Zoe? Chodzisz dzisiaj po tej szkole jak cień- zapytała Leo, nie wiedziałam czy mam Jej to powiedzieć, że Justina w szkole nie ma i taka jestem, ale to moja przyjaciółka, więc powinna zroumieć.
-No, bo no w szkole nie ma Justina i tak trochę się o Niego boje- odrzekłam, mój wzrok był taki pusty
-To na co czekasz, napisz do Niego zadzwoń, bo jeśli tego nie zrobisz to będziesz w kropce i będziesz się zamartwiać- położyła swoją dłoń na moim barku i przytuliła mnie. 

Tak, ale jak ja to mam zrobić, jak nie mam od Niego numeru.
- Nie mam jak się z Nim skontaktować, nie mam Jego numeru i nie wiem gdzie mieszka.
- Chodź za mną mam pomysł - uśmiechnęła się do mnie i pociągnęła mnie za rękę. 
Szybkim krokiem mijałyśmy ludzi na korytarzu, nie miałam pojęcia gdzie mnie ciągnie. Wyszłyśmy na zewnątrz na boisko do koszykówki, stała tam grupka jakiś kolesi, zaraz mieli wchodzi na boisko, ale Leo na Nich krzyknęła. Momentalnie wszystkie spojrzenia skierowały się na nas. Lekko zesztywniałam, bo to było dziwne, ale przyjaciółka bez wahania do Nich podeszła, zrobiłam tak samo. Nie znała ich, a bez problemu do Nich podeszła i zagadała, za tą Ja podziwiałam i chyba temu się przyjaźnię, bo zawsze jak coś trzeba od nieznajomych to idzie Leo. 
-Cześć chłopaki, nazywam się Leo, to jest moja przyjaciółka Zoe- mówiła, ale jeden z koszykarzy Jej przerwał
- Czy to Zoe Jame? Dziewczyna, z którą spotyka się nasz przyjaciel Justin ? - chłopak zrobiłam lekko zdzwioną minę.
- Ta..tak to ja- podeszłam do Nich niepewnym krokiem, nie wiedziałam co jest grane.
Chłopaki zaczeli mi się przedstawiać, przytulać mnie, ale ja i tak nie wiedziałam o co chodzi. Leo znikła mi z pola widzenia, a to temu, że koszykarze byli dość wysocy. 
-Ale o co chodzi? Bo tak nie za bardzo czaje? - zapytałam chłopaków poprawiając sobie włosy, które zdewastowali mi.
-Fajnie Cię w końcu wiedzieć, bo wiesz Justin gada o Tobie jak katarynka- zaczeli mi tłumaczyć. Moje policzki od razu przybrały różowych wypieków.No to teraz tylko trzeba wziąść od Nich numer, bo taki zamiar miała Leo prowadzą mnie tutaj. Bałam się ich reakcji, bo teraz mnie tu tak przytulają, a ja przychodze do Nich by wziąść numer od Justina.

-A co Cię tak wgl tutaj sprowadza? - zapytał jeden z chłopaków, był najwyższy, dostrzegła tylko na Jego twarzy piegi.
-Przyszłam się zapytać czy dacie mi numer Justina?-zapytałam wpatrując się w swoje czarne trampki.

- Spotykasz się z Nim, a nie masz Jego numeru ?
- Tak jakoś wyszło, dacie- rzuciłam wzrok na jednego z koszykarzy.
Byli na tyle mili, ze szybko mi podali numer, zapisałam Go sobie i odeszłyśmy. Jeszcze tylko odwróciłam się szybko na pięcie i wykrzyczałam : "Nie mówcie mu, że brałam od was Jego numer", usłyszałam tylko "spoko". Podziękowałam Leo za to,że wpadła na taki pomysł, żwawym krokiem poszłyśmy na ostatnią lekcję.

poniedziałek, 18 listopada 2013

-18-


ROZDZIAŁ 18



Nazajutrz obudził mnie głośny dźwięk, który wydobywał się z mojego telefonu. Ktoś niezwłocznie chciał się ze mną skontaktować, ale nie miałam siły by podnieść swoje cztery litery, telefon dzwonił przez jeszcze jakieś 10 minut. Ja znów usiłowałam zasnąć, wtuliłam się w miękką pościel.

*Biegłam już spóźniona na autobus, nie zdążyłam nawet zjeść śniadanie, a nie wspomnę o umyciu włosów czy chociażby zębów. Szybko dobiegłam do autobusu, usiadłam na wolnym siedzeniu, czułam na sobie wzrok osoby, których nie znam, były takie puste i takie złośliwe. Dojechaliśmy do szkoły podeszłam do dziewczyn, ale nawet One ode mnie się odwróciły, ogólnie rzecz biorąc to nikt się do mnie nie odzywał, nie wiedziałam co jest grane, myślałam, że jestem brudna czy coś. W szybkim tempie pobiegłam do łazienki, przeglądałam się w lustrze. Gdy to zobaczyłam sama za siebie się wstydziłam, jak można wgl tak wyjść do szkoły, no jak ? Z moich włosów można było wycisnąć olej na, którym można smażyć frytki.. twarz taka nie ogarnięta, a ubrana byłam w różową piżamę w barany.Teraz już do mnie dotarło czemu wszyscy się ze mnie śmieją.*

Obudziłam się przerażona, ten sen to jeden chyba z najgorszych, które kiedykolwiek mi się przyśniły. Telefon znów zaczął niezwłocznie dzwonić, tym razem zmusiłam samą siebie do odebrania. Koniuszkiem palców przejechałam po ekranie w celu przeciągnięciu zielonej słuchawki. Dzwoniła Leo, w Jej głosie z dnia na dzień można było usłyszeć, poczuć jak jest szczęśliwa, nie wiem czym było to spowodowane, ponieważ od piątku się nie widziałyśmy. Umówiłyśmy się o 16 na kawę w takiej naszej kawiarni zawsze się tam spotykamy i plotkujemy. Zakończyłam rozmowę i rzuciłam gdzieś na łóżko telefon. Na zimnie stopy nałożyłam ciepłe kapcie i wyszłam z pokoju, nikogo nie było, była niedziela, więc wszyscy poszli do kościoła. Włączyłam wodę na kawę, puściłam radio i zaczęłam szykować sobie śniadanie.
Koniecznie potrzebowała zimnego prysznicu, więc też tak zrobiłam. Radio lekko podgłośniłam by słyszeć w łazience, a sama szybko wpakowałam się pod zimną wodę.Nakładając na włosy miodowy szampon, wracały do mnie wspomnienia z wczorajszego wieczoru. Nie wiedziałam, że jeszcze w takim wieku są tacy gentelmeni, okazał się być prawdziwym mężczyzną i pokazał, że umie dbać o kobiety.
Popatrzyłam na zegarek zbliżałam się godzina 15, do spotkania z Leo miałam jeszcze czas, więc postanowiłam powtórzyć sobie na jutrzejszy dzień, otworzyłam zeszyt i zaczęłam powtarzać. Uznałam, że to nie ma sensu i tak się nic nie nauczę, a dlaczego? Bo w moim życiu pojawiła się osoba o, której nie umiem przestać myśleć, tak mam na myśli Justina, doprowadzał mnie do stanu, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Ubrałam się ciepło, bo pogoda daje dziś popalić, wieje w każdą możliwą stronę i do tego pada. Kawiarnia znajdywała się w mieście gdzie chodzę do szkoły, więc udałam się w kierunku przystanku autobusowego.Po upływie kilku minut dojechałam na miejsce, Leo czekała już na mnie na przystanku.Czule przywitałam się z przyjaciółką, Jej twarz była taka rozpromieniona, z twarzy nie znikał Jej uśmiech. W 10 minut doszłyśmy do kawiarni, zamówiłyśmy to co zwykle czyli duże espresso. Zasiadłyśmy na miękki kanapach.
-co Ty taka rozpromieniona-zapytałam odgarniając kosmyk włosów, który opadał swobodnie na policzko.
-dzieje się tyle, ogólnie to w szybkim skrócie, wczoraj spotkałam się z Ryanem- w Jej oczach widziałam zachwyt, wiedziałam, że coś z tego będzie, znałam przyjaciela jak i przyjaciółkę.
-no to proszę, w sumie ja wczorajszy dzień spędziłam z Justinem, byliśmy w kinie, a później na romantycznej kolacji.
-Zoe czuć wasze porządnie do siebie w powietrzu, Ty myślisz o Nim w każdej wolnej chwili, a On o Tobie.
-a Ty skąd możesz wiedzieć, że myśli o mnie ? - zapytałam popijając łyk kawy
-bo..boo no wiesz.. Ryana mówił, gadał z Jusem, ale jak co to nic nie wiesz, przecież nic się nie dzieje, to dobrze, że o Tobie myśli, a nie wiesz na raz tylko i zapomni.- Leo mówiła całkiem z sensem. Po co miała by mnie okłamywać. Po siedziałyśmy jeszcze tak z godzinę i zaczęłyśmy się zbierać, bo w końcu jutro poniedziałek czyli dzień mękki, nienawidzę poniedziałków, może dlatego, że rozpoczynają tydzień, którego tak bardzo nienawidzę.

niedziela, 17 listopada 2013

-17-


ROZDZIAŁ 17



W sumie to nawet nie wiem dlaczego byłam zaskoczona jak powiedział, że  przyjedzie po mnie, bo przejcież już raz mnie odwoził do domu. Szybko zamknęłam drzwi na klucz i zeszliśmy na dół do samochodu. Moim oczom ukazała się nie niebieski bentley, ale czarne ferrari matowe, było piekne, czyste. Justin otworzył drzwi od strony pasażera i szybkim ruchem ręki wskazał na to bym usiadła na fotelu, szybko obiegł maske samochodu i usiadła na miejscu kierowcy. Silnik warknęły tak aż się przestraszyłam. 

- ładnie wyglądasz- powiedział patrząc na mnie i swoimi czekoladowymi oczami z góry na dół.
- dziękuję- oczywiście na moich policzkach pojawiły sie czerwone rumieńce.
- na co idziemy do kina ?
- niespodzianka- powiedział uśmiechając się. 

Jechaliśmy jeszcze przez chwile, Bieber znalazł wolne miejsce na parkingu, ponownie otworzył mi drzwi i podał rękę by pomóc mi wyjść. Na dworze było już ciemno, ale ciepło. Weszliśmy do kina, chłopak poleciał do kasy kupił dwa bilety, poprosiłam Go byśmy kupili popcorn, bo co to za oglądanie filmu w kinie bez tego przysmaku. 
-Dwie duże cole i popcorn duży, poproszę. - złożyłam zamówienie pani która stała za kasą, kobieta od razu zaczęła wszystko szykować.
-20 zł poproszę - powiedziała kobieta, chciałam zaprosić, ale Justin mnie w tym wyprzedził.
-Ty płaciłeś bilety to ja chce zapłacić to- odrzekła zbulwersowana w Jego strone, Bieber tylko przewrócił oczami na znak by skończyła tak gadać. Zabraliśmy to co zamówiliśmy i skierowaliśmy się w kierunku sali kinowej. 

Film był udany takie jak lubię czyli zabawne przy, których można się pośmiać, Justin wiedział co dobre, na seansie prawie  co się nie popłakałam ze śmiechu, komedia to co lubię, a ta komedia była naprawdę dobra "21 Jump Street". Zerknęłam na telefon i zobaczyłam 20 nie odebranych połaczeń od mamy i 5 sms'ów. Super pomyślałam, miałam Jej napisać, że ide do kina i, że nie dam rady odebrać telefonu, prędko wykręciła numer do mamy, długo nie musiałam czekać,aż odbierze słuchawke.
-dziecko czemu nie odbierasz telefonu- usłyszałam zgniewany głos mamy w słuchawce.Wiedziałam, że mogę mieć przechlapane, ale zbytnio się nie przejmowałam.
-jestem w kinie i zapomniałam Ci napisać, że nie będę odbierać- wyjaśniłam mamie, przyjęła to spokojnie, byłam w szoku, ale Ona taka jest jak powiem gdzie i z kim idę to nie mam przechlapane. 
-o której będzie?
-tak do godziny- odparłam patrząc na Justina, ale ten kiwał głową, że nie będę do godziny. - nie wiem o której będę, ale spokojnie jestem bezpieczna, kolega odwiezie mnie do domu.
-no dobrze.

Zastanawiałam się co Justin miał na myśli to, że nie będę do godziny, w sumie po Jego minie można było się spodziewać wszystkiego.

*OCZAMI JUSTINA*

Tak szybko to Ona się mnie nie pozbędzie. Zaplanowałem jeszcze jedną nie spodziankę na dziś. 
-głodna?- rzucił w moją stronę.
-no w sumie troche to tak.
-to chodź- wsiedliśmy do samochodu i z piskiem opon odjechaliśmy z parkingu. 
Mimo iż nie znamy się tak bardzo, ale wiem, że to ta, którą pragnę każdego dnia i nocy, o której myśle każdego ranka, gdy otwieram moje oczy. Myślę o Niej każdego wieczora, gdy gaszę światło. Myślę o Niej o każdej chwili, każdego dnia mojego życia. Jest w moim umyśle cały czas, to prawda.Kiedy Ją widze z mojej twarzy nie z chodzi mi uśmiech, dla Niej zrobię wszystko.


Przez całą podróż w tajemnicze mi miejsce, wspominaliśmy film, który przed moment widzieliśmy, śmialiśmy się tak, że łzy cisły mi się do oczu. Dobiegała godzina 21:00, a ja dalej nie wiedziałam gdzie jedziemy, nie chciałam pytać chłopaka, bo wiedziałam, że i tak mi nie powie. Dlatego spokojnie czekałam, aż dojedziemy na miejsce no, ale jak się mnie pytał, czy jestem głodna to pomyślałam, że jedziemy na jakąś pizze. Podjechaliśmy pod elegancką i chyba najdroższą restaurację w mieście.
-Justin, ale jedźmy na jakąś pizze czy coś, tu jest tak elegancko i drogo- nie chciałam Go urazić w jakiś sposób. Nie lubiłam jadać w takich restauracjach, bo ja zawsze mam takiego pecha, że jak jem to się ubrudzę, a tutaj w takiej restauracji je się z klasą.
-Jesteś ładnie ubrana, nie wypada tego zmarnować, spokojnie zarezerwowałem stolik na górze, więc nikt nas nie będzie widział- uśmiechnął się i otworzył mi drzwi.


Chłopak podszedł do kelnerki, która pokierowała nas do naszego stolika. faktycznie był na górze, stał tam tylko nasz stolik, nakryty był śnieżnym białym obrusem, czarne serwetki, talerze na przeciwko siebie, a dookoła było pełną świec i świeczek, w powietrzu było czuć zapach wanilii i cynamonu. 
Chłopak odsunął mi krzesło po czym sam zajął swoje miejsce, byłam zachwycona miejscem, z mojej twarzy nie schodził mi uśmiech. Rozglądałam się po mały pomieszczeniu było takie klimatyczne, romantyczne. 
-postarałeś się.- zameldowałam chłopakowi, który siedział na przeciwko mnie.
-dla Ciebie wszystko- zaanonsował, Jego oczy były przepełnione szczęściem, widziałam to.

Kelnerka przyniosła nam danie, które Justin już wcześniej zamówił, wyglądało pysznie miałam nadziej, że smakuje tak samo jak wygląda. Bez słowa delektowaliśmy się daniem, moje kupki smakowe przeżywają orgazm. Nie jadłam nigdy takiego dania nie jadłam. 

-jadałeś już tutaj?że wiesz co dobre, wiesz jaki stolik zamówić?
-tak, często się tu spotykamy z rodziną, a tata często spotyka się tutaj w sprawach biznesowych.-odpowiedział popijając wodę. Zdałam sobie sprawę,że tak naprawdę nie wiem nic o Jego rodzinach, nie wiedziałam czy wypada no, ale jak już wspomniał to chyba mogę, nie pewnie wykrztusiłam z siebie.
-a czym się zajmują Twoim rodzice?
-wiesz co tak naprawdę to nie lubię o tym rozmawiać, jeżeli Ci to nie przeszkadza to wolałbym porozmawiać o tym kiedy indziej.
-jasne nie ma problemu- odpowiedziałam opierając się o oparcie krzesła, danie mnie bardzo nasyciło. Kelnerka wzięła brudne naczynia, Bieber otworzył szampana, powoli nalał do szklanych kieliszków, wznieśliśmy toast, za miły wieczór. Kiedy popijaliśmy szampana,  steward przyniósł nam deser, były to lody, który kocham, trzy gałki czekoladowe, truskawkowe i waniliowe na nich była położona delikatnie bita śmietana i polewa toffi, obok na talerzu były owoce, w moim brzuch już nie było miejsca kompletnie na nic, ale kto by nie zjadła takich lodów. 



Po skończonej kolacji, steward przyniósł czarne pudełeczko. Justin otworzył zerknął na rachunek i włożył do pudełeczka pieniądze i oddała kelnerowi. Wstaliśmy od stołu i wolny krokiem kierowaliśmy się do wyjścia. 


Jest was coraz więcej co mnie bardzo cieszy, dziękuję za wejścia i komentarze ;))





sobota, 16 listopada 2013

-16-

ROZDZIAŁ 16


Po śniadaniu z Justinem położyliśmy się jeszcze w łóżku, głowe położyłam na Jego nagim torsie czułam jak Jego klatka podnosi się w góre i w dół, czułam Jego bicie serca, Justin delikatnie koniuszkami swoich palcy głaskał mnie po plecach. To było miłe uczucie, czułam się w jakimś sensie ważna w Jego życiu, chociaż nie znaliśmy się dobrze. Dochodziła godzina 12:00 szybko podniosłam się z łóżka i pokierowałam się w stronę szafy, no własnie w co ja się mam ubrac, wygrzebałam leginsy w pawie oka, czarna bokserka i marynarka, udałam się w stronę łazienki, wzięłam szybko zimny orzeźwiający przysznic. Szybko się ubrałam, bo nie chciałam, żeby chłopak na mnie długo czekał o dziwo wyrobiłam się w niecałe 20 minut. ŁAŁ rekord pomyślałam, wyszłam z łazienki i zobaczyłam, że Justin też jest już ubrany, stał na środku pokoju i wyszczerzał do mnie te swoje bialutkie zęby.
-co się tak cieszysz?-zapytałam gapiąc się na Niego z szokowaną minąm
-a co uśmiechac się nie mogę? Idę do łazienki się ogarnąc, a Ty naszykuj dwa talerze, dziękuję- uśmiechnął się i wszedł do łazienki. Nie wiedziłam o co chodzi, ale jak powiedział tak zrobiłam, wyciągnęłam z szafki dwa talerze, położyłam je na stole i udałam się do swojego pokoju, dorwałam telefon i wykręciłam ponownie numer Leo, mimo iż z nią już rozmawiała jakieś dwie godz temu, ale dalej się o Nie gdzieś w środku bałam. Odebrała za pierwszy razem, Jej głos już nie był taki jak wcześniej już nie był zaspany wręcz przeciwnie była chyba z czegoś zadowolona.
-no cześc miałaś zadzwonic jak się ogarniesz, a z tego co słysze to chyba już się ogarnęłaś- mówiłam lekko zbulwersowana tym, że zapomniała mnie powiadomic, że jest wszystko okey.
-właśnie miałam teraz do Ciebie dzwoni, wyszłam z wanny dopiero, więc zrozum.
-no okey, i jak się dalej toczyła impreza, o której wróciłaś, opowiadaj- zaczęłam ją zasypywac pytaniami no, ale chciałam wiedziec co działo się później, czyli po całym tym zdarzeniu o którym tak bardzo chce zapomniec.
-cpun już nie wrócił, zabawa była okey, bawiliśmy się praktycznie do rana, Ryana około 5 zaczął wszystkich wypraszac, ale ja z Em zostałam, pozwolił nam, bo wie, że się z Tobą przyjaźnimy, ale spokojnie spałam z Em w gościnnym pokoju- mówiła. Idealnie wiedziała o co chce zapytac, wiec wcześcniej już sama mi powiedziała, ulżyło mi, że nic się im nie stało.
-a Ty jak się czujesz?-
-teraz już dobrze-ciężko przeszło mi to przez gardło, ale wydusiłam to z siebie, nie chciałam żeby się dodatkowo o mnie martwiła. I w tym samym czasie gdy rozmowała toczyła się z Leo, Justin niczego nie świadomy, że rozmawiam przez telefon, wychodząc z łazienki na cały głos krzyknął "PIZZE ZAMÓWIŁEM" to ładnie to teraz Leo usłyszy, że jest ze mną jakiś facet i zacznie wypytawac kto to. Justin widząc, że rozmawiam przez komórkę stanął w drzwiach tak jakby Go zamurowało. W sumie nic się nie stało, chciałam powiedziec o tym dziewczyną, ale nie w taki sposób.
-kto to tak krzyczy?-ciekawa zapytała
-kolega, pogadamy później muszę kończyc-szybko zakończyłam rozmowe, podeszłam do Biebsa i z całych sił uderzyłam Go w ramię, ale chyba nic nie poczuł, za to ja poczułam jak ręka mi pulsuje z bólu.On w dodatku się cwaniacko uśmiechnął po czym dodał.
-spokojnie naucze Cię jak dobrze bic- mówiąc to śmiał się, ja tylko pokiwałam głową i udałam się do kuchni.
-przepraszam Zoe, zaczął iśc za mną i co chwile powtarzał "przepraszam".
-zobaczysz kiedyś Ci tak przyłoże, że zapamiętasz tę pięśc do końca życia- wystawiłam pięśc do Jego twarzy i pewna siebie to powiedziałam, On tylko pokiwał głową na znak, że kapuje. - a tak wgl to o co chodzi z tymi talerzami?-zapytałam wskazując na stół.
-no wiesz dochodzi 12:00 czyli pora obiadowa, więc zamówiłem pizze, lubisz?
-no baa, zależy też jaką, ale lubię praktycznie każdą. - w tym momencie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, Justin poszedł otworzył, to facet od pizzy, zapłacił i wrócił do kuchni. Pizza była ciepła, a zapach był intensywny. Usiedliśmy ponownie do stołu i zaczeliśmy się delektowac.
Po zjedzeniu Justin zaczął się zbierac, umówiliśmy się do kina na godzinę 18, przyjedzie po mnie, troche się zdziwiłam jak powiedział PRZYJADE, ale pomyślałam, że może się przejęzyczył. Pożegnaliśmy się tuląc się do siebie, nawciągałam się jeszcze Jego perfumu był taki specyficzny.

Przez reszte dnia obijałam, nic szczególnego nie robiłam, troche posprzątałam, bo dziś wieczorem wracają rodzice, nawet nie widziałam kiedy ten czas zleciał. Mój wzrok padł na wiszący na ścianie zegarek była to kładnie 17:15, no super ja to mam zajebiste wyczucie czasu. Szybko pognałam do szafy, na wyjście do kina to chyba coś luźnego, czarne jeansy, biała mgielka z motywem czarnych jaskółek, była elegancka, ale też lużna, zrobiłam lekki make-up, do torebki wpakowałam potrzebne życzy, dochodziło za piętnaście, miałam jeszcze czas na ostatnie poprawki, usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
*od Justina*
już jadę, powoli się szykuj, do zobaczenia ;*

Na nogi nałożyłam czarne szpilki, czarny płaszczyk, usłyszałam dzwonek do drzwi, podeszłam do drzwi. Był ubrany podobnie jak ja czyli połączenie elegancji i luzu.

-15-

ROZDZIAŁ 15


Promienie słońca mnie obudziły, ręką wymacała pod poduszką telefon, 15 nie odebranych połączeń od Em i Leo super pomyślałam. Dochodziła 10, Justin słodko spał. Wygrzebałam się z łóżka tak żeby Go nie obudzic, włosy spiełam w niechlujny kucyk. Wyszłam z pokoju cicho zamknęłam za sobą drzwi i udałam się do salon, wybrałam numer do Leo i oddzwoniłam,bałam się o Nią, bo w sumie zostawiłam Je tak same na imprezie, nie wiem jak wróciły no nic. Długo czekałam aż odbierze telefon, pomyślałam, że może jeszcze spac, zadzwoniłam drugi raz i w słuchawce usłyszałam zaspany głos przyjaciółki.
-halo?- Leo żyjesz
-pogięło Cię dzwonic tak rano? Żyje czemu miała bym nie życ?- odrzekła zaspanym głosem,ale znalazła siły by się zaśmiac
-no bo was tak zostawiłam, nie wiem jak i o której wróciłyście do domu i czy wgl do niego wróciłyście.
-zostałyśmy na noc u Ryana, Em śpi obok mnie, jesteśmy całe i zdrowe, a teraz daj mi spac, okey, zadzwonie jak sie ogarniemy-mówiła taki zmęczonym głosem, jakby zaraz miała umrzec. 
-okey, pa.
Uspokoiłam się tą rozmową, założyłam kapcie na zmarznięte stopy i udałam się do kuchni, postawiłam wode na kawe i zabrałam się za robienie śniasłydania, dobrze, że rodzice zrobili zakupy. Otworzyłam lodówkę wyciągłam potrzebne produkty i zaczęłam gotowac, cicho włączyłam radio, lubię coś robic i przy tym słuchając muzyki. Pokroiłam cebule odziwo dziś przy niej nie płakałam, wrzuciłam na patelnie, troche boczku i jajka. Nagle usłyszałam jak ktoś odkaszluje próbując na siebie zwrócic uwagę, szybko na pięcie się odwróciłam, a w framugach drzwi zobaczyłam nie śpiącego już Justina, stał w samych bokserkach, oczy miał zaspane, włosy rozczochrane, mimo iż zawsze jest stylowo ubrany, a włosy ma idealnie postawione do góry to nawet w takim wydaniu mi się podobał. Jego klatka piersiowa była wyrzeźbiona, było widac każdy Jego mięsień. Stałam tak wpatrzona w Niego przez chwilę po czym zmieszana odwróciłam wzrok na patelnie na, której robiła się jajecznica.
-długo już tak stoisz?-zapytałam lekko przerażona, bo czasem sobie podśpiewuje i tak było też w tym przypadku, bałam się, że to usłyszał
-na tyle długo, by móc posłuchac jak śpiewasz- zaśmiał się przecierając oczy.
-upss.. siadaj zaraz będzie śniadanie.
-umiesz gotowac, śpiewasz ładnie idealny materiał na żonę- szyderczo się zaśmiał pokazują przy tym swoje równiutkie białe zęby
-przestań, jajecznice każdy umie zrobic, a spiewac to ja nie umiem- nałożyłam śniadanie na talerze, herbate nalałam do kubków. Siedzieliśmy na przeciwko siebie, bez słowa, mój brzuch warczał po mnie, więc zabrałam się za jedzenie, chłopak zrobił to samo. 
-jak się czujesz?
-dobrze, wyspałam się pomimo iż w nocy zabierałeś mi kołdre, ale ogólnie jest okey.
-ja też się wyspałem, to wiesz jak było Ci zimno to było trzeba się przytulic-mowiąc to popatrzył mi w oczy, były takie czekoladowe, widziałam jak na Jego twarzy pojawia się uśmiech, wziął łyka herbaty i kontynuował- spotkamy się dziś? może jakieś kino?-zapytał
-no w sumie czemu nie, ale najpierw spotkam się z dziewczynami, ale później nie ma problemu. - wstałam odkładając naczynia do zmywarki, widziałam, że Justin już skończył to wzięłam od Niego naczynia i włożyłam do zmywarki.

czwartek, 14 listopada 2013

-14-

ROZDZIAŁ 14



Na dworze było już ciemno, księżyc świecił swoim białym światłem, wiatr kołysał drzewa na boki tak jakby chciał położyć je już do spania.  Szłam już na boso, buty trzymałam w lewej ręce, Justin szedł tuż obok mnie, wiedziałam, że przy Nim czuję się bezpiecznie. Było już grubo po północy, więc i zimniej się robiło, ja biedna na boso, lepsze to niż iść marnie na obcasach, wargi lekko nabierały kolor śliwki, a na skórze ujawniła się gęsia skórka. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i w moim łóżku. Nie odzywaliśmy się do siebie słowem, byliśmy już w połowie drogi. Wyprzedziłam lekko Biebsa, ale nie bałam się , bo wiedziałam, że idzie za mną, że  spuści swojego wzroku ze mnie nawet na ułamek sekundy. Nagle na swoich barkach poczułam, coś ciepłego i poczułam dreszcze jak zaczął mi szeptać do ucha. Justin nałożył na mnie swoją czarną skórzaną kurtkę, przybliżył się i wyszeptał "wiem, że Ci zimno, ubieraj" wtedy mocno się do Niego przytuliłam, czułam Jego ciepło, Jego zapach, Jego serce jak bije spokojnie, czułam, że jestem w Jego ramionach bezpieczna. Chwyciłam Jego ciepłą dłoń i ruszyliśmy dalej. Odprowadził mnie pod same drzwi klatki, chciałam się już z Nim pożegnać, ale jednocześnie tego nie chciałam.
-zostaniesz u mnie na noc?-zapytałam wpisując pin do klatki- wiesz boje się tego ćpuna, może mnie znaleźć czy coś takiego mógł nas teraz śledzić.
-a rodzice? -zapytał z lekkim szokiem
-co jakiś weekend wyjeżdżają gdzieś, wiesz ja już nie bawię się w tą idealną rodzinę co spędza ze sobą dużo czasu, siostra jest gdzieś na urodzinach tam też nocuje, a brat pojechał z rodzicami, sama jest w mieszkaniu no i się boje-mówiłam z przerażeniem, że ten ćpun może mnie faktycznie znaleźć
-no dobrze, dla Ciebie wszystko- Justin chwycił za klamkę od drzwi wejściowych lekko je szarpnął i weszliśmy do środka. Po schodach wchodziliśmy cicho, bo mam szpiegujące sąsiadki, nie chciałam ich budzić, bo wtedy zobaczyłby, że do domu wracam z jakimś kolesiem, od razu powiedziałby to moim rodzicom, a nie chciałam mieć przechlapane. Z torebki szybko wyciągnęłam klucze i weszliśmy do środka, buty rzuciłam gdzieś w kąt. Odwiesiłam kurtkę Jusa na wieszak i pokierowaliśmy się do kuchni. Zaparzyłam ciepłej herbaty, zrobiłam jakąś szybką kolacje dla nas, zawsze tak mam, że muszę po imprezie coś zjeść, nie ważne o której wracam. Justin usiadła przy stole i bacznie mi się przyglądał, widział każdy mój ruch. Pod Jego nos położyłam ciepłą herbatę i kanapki.
-smacznego- rzuciłam w Jego stronę
-ale ja nie jest głodny.- wymamrotal, drapiąc się po szyji.
-nie masz nic do gadania, otruć Cię nie otruję, bo nie mam powodu do tego- uśmiechnęłam się w Jego stronę. Justin zabrał się za jedzenie, brudne naczynia włożyłam do zmywarki i udaliśmy się do mojego pokoju.(wygląda tak)

Podeszłam do szuflady, wyciągnęłam z niej piżamę, udałam się do łazienki, szybko zmyłam makijaż, ubrałam się w czystą piżamę, spiłam włosy w jakiś niechlujny kok. Wchodząc do pokoju myślałam czy dobrze zrobiłam z tym, że Jus u mnie śpi, ale bałam się. Biebs leżał już w łóżku, patrzył na mnie z takim pożądaniem.
-do niczego nie dojdzie, pamiętaj - śmiejąc się wymachiwałam palcem 
-spokojnie, ja nie jest taki, że co wieczór mam inną, a co gorsza, że laski mam tylko do jednego

-to co idziemy spać, padam na twarz.
-tak, bardzo pragnę snu- odpowiedział, przecierając oczy.
Podeszłam do łóżka i szybko wślizgnęłam się pod ciepła kołdrę, Justin fajnie zagrzał, od Niego biło takie ciepło, zauważyłam, że chłopak ma na sobie tylko bokserki, ale mi to jakoś nie przeszkadzało. Obróciłam się w Jego kierunku, Jego oczy były już zamknięte, a klatka piersiowa unosiła i opadała tak spokojnie. Wpatrywałam się jeszcze w Niego tak przez chwile po czym zasnęłam.

poniedziałek, 11 listopada 2013

-13-


ROZDZIAŁ 13



Od imprezy dzieliło nas kilka kroków, na ulicy było już słychać dobre bity i masę ludzi. W powietrzu można było czuć to coś, czułam, że ten wieczór zapamiętam na bardzo długo. Popatrzyłyśmy się na siebie i wiedziałyśmy co nas czeka, byłyśmy już troszeczkę wstawione, wolnym krokiem podeszłyśmy do drzwi, nie było trzeba dzwonić, bo co chwile ktoś z nich wychodził. Pełno ludzi, większość pierwszy raz na oczy widziałam, raczej nie chodzą do mojej szkoły, a tym bardziej nie są z tego miasta. Próbowała odszukać Ryana, zajęło mi to jakieś 10 min, znalezienie Go w tym tłumie to naprawdę jakiś cud. On również było już wstawiona wręcz bardzo. Przywitaliśmy się ze sobą i opowiedział nam co gdzie jest. Lodówka była wypełniona piwami, były również dwie duże beczki piwa, która zakupił On jako gospodarz, w powietrzu można było wyczuć mieszankę dymu z papierosów i innych substancji. Parkiet roił się od dziewczyny w miniówach, które ledwo co zakrywały im tyłek, usiłowały tańczyć twerk'a, ale nie wychodziło im to, jedna tańczyła na stole, ale szybko z niego zleciała, nie dziwie się, miała szpile co najmniej na 15 cm szpilce, w jednej ręce trzymała butelkę pełną wódki, a w drugiej jointa. Leo poszła gdzieś z Ryanem, przypuszczam, że do basenu, który znajduję się w ogrodzie, Emma wybierała jakieś piwa, do mnie i do siebie. Stałam sobie w kuchni przy blacie popijając zimne piwo i usiłując wymienić kilka słów z Em, przyczłapał się do nas jakieś koleś był mega zaćpany, Jego oczy były takie puste i czerwone, język biały z ledwością wymawiał pojedyncze słowa. Zaczynał się do nas dobierać, nie wiedziałyśmy co zrobić, w pobliżu nie było żadnej trzeźwej osoby, byłyśmy przerażone, bo nie wiadomo co takiemu kolesiowi do głowy szczeli, nie chciałyśmy krzyczeć, bo wszyscy by nas wyśmiali.. Koleś zaczął jeździć swoją ręką po moim udzie w dół i w góre, nie wiedziałam co zrobić, Em usiłowała z Nim porozmawiać by przestał, ale On z każdym słowem zbliżał się właśnie tam, próbowałam się wyrwać, ale był silniejszy, każdy człowiek po różnych substancjach zrobi wszystko by przelecieć jakąś laskę, czułam Jego ohydny oddech, nie dobrze mi się robiło z każdą sekundą, w końcu Em z całych swoich sił oderwała faceta ode mnie, upadł, a ja przerażona wtuliłam się w Em. Zaćpany kolega wstał, otrzepał się z nie widzialnego pyłu i z całej swojej siły uderzył mnie w twarz i wykrzyczał "szmata" nikt się nie zorientował co się dzieje, muzyka była głośno, ludzie się bawili w najlepsze. Bałam się uciec, bo wiedziałam, że za nami pójdzie. Chwyciłam się za rozpalone policzko, z moich oczu wypływały łzy, pierwsze jedna, druga. Błagałam Go,żeby przestał,ale wtedy poczułam uderzenie na drugim policzku, byłam przerażona, bo bałam co stanie się zaraz. Emma chciała zadzwonić na policje, ale wybiłam Jej to z głowy, bo widziała ile tu jest ludzi, zaćpanych, najebanych, nie chciałam, żeby Ryan miał problemy przeze mnie, nagle Em gdzieś wybiegła, ja otrząsnęłam się i próbowałam wstać, nie udało mi się to, moje ciało odmawiało mi. Nagle muzyka ucichła, słychać było tylko mój płacz i Em, która krzyczy moje imię i biegnie w moją stronę, nie tylko Jej głos wykrzykiwał moje imię, tak jak już mówiłam, ten głos wszędzie rozpoznam, Justin i Em podbiegli do mnie i pomogli mi stać.

-jak On się tu znalazł-spytałam przerażona Emmy
-On też jest na tej imprezie, biegłam po Leo i Go zobaczyłam, wiedziałam, że bardziej nam pomoże z tym kolsiem-odrzekła uspokając mnie
O co Ci chodzi koleś?- Justin krzyczał w stronę zaćpanego faceta, pojebało Cię już do reszty, ta dziewczyna nic Ci nie zrobiła, a Ty ją bijesz w twarz?-przybliżał się do kolesia, widział jak żyła na Jego szyji pulsuje, wyglądała jakby zaraz miała wybuchnąć.Facet, który się do mnie dostawiała bez żadnego słowa uderzył Justina w brzuch z pięści nastęonie napluł w twarz i szyderczo się zaśmiał,wszyscy dookoła nie wiedzieli co się dzieje, wiedziała, że to nie wróży nic dobrego. Bieber otarł twarz i zaczął mocnymi uderzeniami bic ćpuna po twrzy. Widać, było, że wyrzywa się na Nim, całą swoją energię wykorzystuje na kolesiu, był skupiony by każdy cios w twarz było mocny. Z ust ćpuna było słyszeć "proszę przestań" podbiegłam do bijących się i próbowałam oderwać Biebsa od faceta, Em mi pomogła, ciągłyśmy Go za skórzaną kórtkę, było to trudne, bo wyślizgiwał nam się, ale Ryana widząc to w trybie natychmiastowy wytrzeźwiał i pomógł nam rozdzielić ich. Udało nam się, ćpun miał całą twarz we krwi, ubrania potargane, ale z wielkim trudem wstał i się pozbierał, uciekł. Justin miał całe ręce we krwi, odrazu je przemył dostrzegał na Jego rekach rany, chciałam je zdezynfekować, ale mi na to nie pozwolił, podszedł do DJ i puścił na całe głośniki muzykę, tym sposobem dał ludzią do zrozumienia, że mogą dalej się bawić. 
- Jak policzki, mocno oberwałaś co?- zapytał Justin chwytając mnie za policzki swoim ciepłymi rękoma
- dam jakoś rady, ale ja już chyba pójdę-odrzekłam i popatrzyłam na dziewczyny
-ja Cię odprowadzę, a dziewczyny niech się bawią- rzucił w kierunku dziewczyny
-dobrze-wymamrotałam po cichu, pożegnałam się z dziewczynami i szybko wyszliśmy by nikt nas nie zauważył.

Dziękuję za wszystkie wejścia i za wszystkie komentarze :)

sobota, 9 listopada 2013

-12-

ROZDZIAŁ 12


Nie wiedziałam co jest grane, po głowie krążyło mi coś czego nie umiałam nazwac.. Strach ? Ale przed czym lub przed kim.
- co Ty tutaj robisz?- zapytałam z lekkim wkurzeniem
-jestem na zakupach i zobaczyłem Cię to chyba nic strasznego ? - mówiąc to unosił swoje brwi i z cwaniackim uśmieszkiem.
-nie no nic się nie stało przecież- odrzekłam zakrywając się kotarą w celu przebrania się.
- a gdzie się wybierasz?-usłyszałam
-idziemy z dziewczynami na imprezy do kolegi.
-rozumiem,a do kogo ?
-nie będę Ci mówic i tak nie znasz.A Ty jesteś tu w celu kupienie? - zapytałam z lekkim uśmiechem na twarzy w sumie to cieszyłam się, że tu jest.
-również idę na imprezę,ale też Ci nie powiem gdzie, bo i tak nie znasz-wymamrotał
W pewnej chwili pomyślałam,że może idziemy na tą samą  imprezę,ale nie bankowo On idzie na jakąś dyskotekę, to w Jego stylu. Gdy już się przebrałam, odwiesiłam sukienkę na wieszaku i wyszłam z ,przymierzalni, siostra już przyszła, przyniosła jakieś bransoletki i buty na obcasie, podobały mi się.
-Kat to jest Justin,Justin to jest Kat- szybki gestem ręki wskazałam na to by podali sobie ręce i tak też zrobili. Wszyscy kierowaliśmy się do kasy, zapłaciłyśmy dośc sporo,ale raz na jakiś czas trzeba poszalec.
Nie spodziewanie Justin zaprosił nas na lody, w sumie czemu nie, po masakrycznej bieganinie po sklepach przez dwie godz to można iśc. W galerii znajdowało się stoisko z lodami, wybraliśmy sobie po jednej gałce, ja czekoladowe kocham czekoladowe, siostra jakieś truskawkowe, a Jus czekoladowe, przeznaczenie?

Zbliżała się godzina 19 dziewczyny zaraz powinny już tutaj byc, wiec szybko weszłam pod zimny prysznic, owinęłam się ręcznikiem, robiłam coś,ale myślami już byłam na imprezie. Nałożyłam na siebie nawilżający balsam do ciało, usłyszałam dzwonek do drzwi, wiedziałam, że to One, zawsze punktualne. Z wielkim wejściem weszły do mieszkania,grzecznie przywitały się z moimi rodzicami i ruszyły w kierunku mojego pokoju. Od razu wparowały do mojej szafy,ale ja wiedziałam, że zakładam sukienkę, którą dziś zakupiłam,nie pochwaliłam się dziewczyną, dopiero gdy będą już miec One gotowy strój to im pokaże. Nałożyłam na siebie sekswoną bieliznę, włosy rozpuściłam i doszłam do dziewczyn.
-opowiedz mi coś o Ryanie- z ciekawością zapytała Leo.
-ehh no nie wiem jak mam Go opisac, znamy się już bardzo długo traktuje Go jak swojego starszego brata,wiem, że mogę na Niego zawsze liczyc,a On na mnie, czasami gada głupoty, ale tylko wtedy kiedy już ma sporo w siebie wlane.-mówiłam. A zresztą sama się dziś przekonasz jaki jest.
-No w sumie racja to co dziewczyny wskakujemy w nasze ciuchy-wybuchnęła Leo skacząc z radości, tak naprawdę to nie wiem czemu skakała, tak już miała, gdy była podekscytowana czy coś w tym stylu zawsze skakała jak taka mała dziewczynka, która dostała wymarzoną lalkę. Leo ubierała się u mnie w pokoju, Em w łazience, a ja u Katie, zawsze tak robiłyśmy i na trzy cztery wychodziłyśmy z pokoi i się śmiałyśmy. Em postawiła na sukienkę w kwiatki, Leo na melonową spódnicę i biały top, a ja na małą niebieską :


Byłyśmy już gotowe do wyjścia jeszcze ostatnie poprawki i można już iśc, Em przyniosła szmpana, zawsze idąc pijamy coś, żeby na imprezie mniej wypic i zebyśmy już były w fajnym stanie. Do domu do Ryana miałyśmy jakieś 20 min drogi po nogach, więc otworzyłyśmy szampana i zaczęłyśmy go pic. A nasze motto na dobra zabawę jest "dob­ra im­pre­za to ta­ka, na której nie masz cza­su pop­ra­wić makijażu. "

-11-

ROZDZIAŁ 11


No to mamy długo wyczekiwany weekend. Z Justinem od naszego ostatnie spotkania się nie widziałam, w szkole nuda jak to na początku, ale pani z niemieckiego już zadała nam sprawdzian, abyśmy sobie przypomnieli co było przed wakacjami. No super ja tu chce się wyspac, a  tu jeb sprawdzian no okey, dam rade w końcu nazywam się z Zoe, która z wszystkim da rade, no oczywiście nie chodzi tu o nauke, w tym zawsze byłam i będę kiepska. Obudziła mnie mama, która weszła mnie oznajmic, ze za 5 min zaczyna odkurzac, co oznaczalo jedno. Musze wstac i poogarniac troche pokoj, tez tak zrobilam, ogolnie to ja utrzymuje porządek w pokoju, nie lubię bałaganu, bo zawsze może ktoś nie zapowiedzianie przyjśc i co wtedy ? To co miałam posprzątac to to posprzątałam, weszłam do kuchni, wszyscy już dawno wstali, już po śniadaniu, ubrani, a ja w piżamie ledwo co z łóżka wyszłam no,ale takie są moje weekendy. Podeszłam do czajnika, by zaparzyc sobie kawy i patrze sie i jest juz 13:25 na cały głoś krzyknęłam "COOOO" tata krzywo się na mnie popatrzyła, mama nie słyszała, Katie zaczęła się śmiac,a brata nie było był sobie na treningu, hah myśli, że grac umie, zostawię to bez komentarza.Zaparzyłam sobie kawe, jakieś kanapki zrobiłam i kierowałam się do swojego pokoju. Usiadłam wygodnie na krześle i zadzwoniłam do Emmy czy idzie dziś na impreze do Ryana.Oczywiście, że idzie, Ona i nie iśc na impreze niedorzeczne, nawet gdy ma 39 stopni gorączki to jest królowaą parkietu. Jeszcze zadzwonie do Leo.
-częśc kochanie- powiedziałam z lekkim zmęczeniem
-cześc, co Ty taka zaspana?
-a wiesz dopiero co wstałam, ale dzwonie do Ciebie w innej sprawie- mówiłam
-a w jakiej ?
- dzwonie by zapytac sie czy idziesz dzis na ta impereze do Ryana ?
-pytasz, a wiesz, jak można do takiego ciacha nie iśc? no ja sie pytam, pewnie, że idę, będę u Ciebie o 19 to się zaczniemy szykowac,okey?
- dobra czekam, napisze też Em, że się spotykamy u mnie, do zobaczenie- powiedziałam i się rozłączyłam.Jedząc kanapki myślałam w co ja się ubiorę, trzeba by się przejśc na jakis zakupy, może Kat się ze mną przejdzie. Szłam w kierunku Jej pokoju, lekko zapukałam i pchnęłam drzwi, można? - zapytałam wychylając głowe w Jej kierunku
-jasne wchodź-odrzekła tak wesoła, to było aż dzwine, coś musiało się dziac, bo nigdy nie była do mnie taka miła.
-mam pytanie, nie przeszłabyś się ze mną teraz zaraz na zakupy, bo idę na impeze i coś bym sobie nowego kupiła-zapytałam
-miałam o to samo Cie pytać, ale ja wybieram się dziś na urodziny
-dobra to za 30 min, okey ?
-okey.
Szybko pognałam do swojego pokoju, wyciągnęłam jakieś rzeczy, za oknem mocno świeciło słońce, wbiegłam do łazienki, szybki prysznic, make-up, włosy związałam w kucyka i ubrałam się w to :

Kiedy byłam już gotowa, zawołałam Kat żeby się pośpieszyła, Ona zawsze miała luźny styl, a dziś na miasto ubrała się w ładną spódniczkę, Ona mogła pozwolic sobie na jakiś top gdzie widac brzuch,gdybym miała takie też bym go pokazywała, wyglądała olśniewająco, chyba szła w konkretnym celu na te urodziny, zaśmiałam się sama do siebie. Równocześnie oznajmiłyśmy rodzicom, że wychodzimy na miasto i nie wiadomo kiedy bedziemy. Wypytawałya Kat do kogo i gdzie idzie na te urodziny, nie chciała mi powiedziec, nie wiem dlaczego, ale w Jej oczach widziałam błysk w oku, postanowiłyśmy, że na zakupy pojedziemy do Nutri, właśnie tak też znajduje się moja szkoła, znajduje się tam duża galeria, jest w czym wybierac, szłyśmy na przystanek, podziwiałam moja siostre, że na zakupy ubrała obcasy, ja bym nie dała rady latac po sklepach w takich butach, na takie wyjścia preferuje coś luźniejszego, weszłyśmy busa, praktycznie nikogo nie było, więc miałyśmy duży wybór gdzie siadamy. Przed zakupami postanowiłyśmy jeszcze wstąpic na kawe. Kupiłam sobie podwójną, bo czeka mnie wyzwanie zaraz czyli znalezinie czegoś odpowiedniego na impreze. Łaziłyśmy po sklepach już z jakieś wie godziny, a ja nic jeszcze sobie nie kupiłam masakra.. Siostra miała kupioną ładną koszulę i tyle.. Zrezygnowana już chciałam jechac do domu,ale siostra namówiła mnie jeszcze na kilka sklepów, znalazła dla mnie sukienkę mówiła, że ta jest idealna, nie potrzebuje innej, poszłam do przymierzalni, przymierzyc, siostra poszła jeszcze po jakieś dodatki, kiedy chciałam przesunąc kotare, która mnie zaslaniała, On tam stał, stał przede mna, nie mam pojęcia skąd się tam wziął, ujrzałam tylko jak na Jego twarzy pojawia się uśmiech.Nie wiedziałam o co tu chodzi, z Jego ust usłyszałam tylko "ładnie Ci w tej sukience" oczywiście na mojej twarzy pojawiły się wypieki..


DZIEKUJĘ!

czwartek, 7 listopada 2013

-10-

ROZDZIAŁ 10

*OCZAMI ZOE*


On zawsze tak magicznie wypowiada moje imię, gdy to mówi moje ciało mu ulega, na policzkach pojawiają się wypieki, których nie da się nie zauważyć, motylki w brzuch świrują, nogi robią się jak z waty. On doprowadza mnie do takiego uczucia, którego nigdy nie dostałam.

Spokojnie przekręciłam klucz w drzwiach i z lekka siłą pchnęłam je. O wszyscy w domu. Szybkim ruchem zrzuciłam buty gdzieś w kąt i poszła do swojego pokoju. Od razu się spakowała na jutro, bo rano ledwo się wyrabiam żeby się ogarnąć, a co dopiero jakbym jeszcze miała się pakować i takie tam. Wrzuciłam do torebki potrzebne mi zeszyty, podeszłam do szafy i naszykowałam sobie na jutro czyste ubrania. Z komody wyciągnęłam czystą bieliznę i kierowałam się w stronę łazienki.
- Zoe czekaj- krzyczy w niebo głosy siostra.
- co się tak drzesz, głucha nie jestem- wymamrotałam z lekkim oburzeniem
- czy Ty się spotykasz z tym kolesiem na którego lecą dosłownie wszystkie laski z naszej szkoły i nie tylko ?
- emm nie tzn tak , tak jakby spotkaliśmy się raz, a skąd wgl wiesz, że się spotkaliśmy- odrzekłam
-po pierwsze teraz sama się przyznałaś, a po drugie widzieli was.
- kto nas wiedział, gdzie ? co o jak ? - moje uszy nie dopuszczały do siebie takiej informacji, że ktoś mógł nas wiedzieć, w sumie to nic złego, ale jednak obawiałam się jutrzejszego dnia w szkole, bo wiedziałam,że będę wytykana palcami, że to ja.
-jakaś dziewczyna was widziała, tylko jest mały problem, bo Ona strasznie leci na Jusa, On nie wiem o Jej istnieniu, ale Ona sądzi, że jest najładniejsza i takie tam i za wszelką cene chce być z Justinem.
- o cholera, dzięki-

Patrzyłam w lustro i momentami sama siebie nie nawidziałam. Co ja robię. Odkręciłam kurki zaczęłam wlewać mój ulubiony żel pod prysznic, ubrania wrzuciłam do kosza na pranie, wygodnie usadowiłam się w wannie myślałam o jutrzejszym dniu co to będzie, ale z po chwili dotarło do mnie, że tak naprawdę nic nie zrobiłam spotkałam się z chłopakiem, ale to On chciał, ja  się tylko zgodziłam. To, że ludzie będą w szkole na mój temat gadać jakoś mnie nie przyjęło zbytnio.Walczę z nienawiścią i ściemą, zawieszony, między niebem, a ziemią. Tak to Ty, zagubiona w sobie już od dawna, sama nie wiem, która strona mojego życia jest poprawna.I znów moje myśli nie widzą co mają ze sobą robić, podobnie jest teraz ze mną.
Wyszłam z wanny, mokre ciało owinęłam fioletowym mięciutkim ręcznikiem. usłyszałam głos mamy, która woła wszystkich na kolację, ubrałam się w jakieś dresy i luźno koszulkę i kierowałam się do kuchnie. W spokoju zjedliśmy, z siostrą posprzątałyśmy po kolacji, wygodnie ułożyłam się w swoim łóżku.


Awww jest was coraz więcej, komentarze motywują mnie do dalszego pisania, dziękuję ;*