poniedziałek, 4 listopada 2013

-5-


ROZDZIAŁ 5


Emma dodała mi otuchy do spotkanie się z Justinem, rodzice wyszli, więc swobodnie wyszłyśmy na balkon by sobie móc zapalić.Nie chce palić przy Nim, więc jak to się mówi trzeba się nakurzyć. Z każdym wdechem nikotyny bardziej się stresowałam, Em uspokajała mnie, że to normalne, chciałam Jej w to uwierzyć, ale nie potrafiłam.. Zgasiłam papierosa w popielniczkę, weszłam do łazienki by umyć zęby, stanęłam przed lustrem po moich ustach przejechałam błyszczykiem, który bardzo lubię, kilka kropki perfumu i można iść. Przyjaciółka odprowadziła mnie na przystanek jeszcze zdążyła mnie obdarować kopniakiem na szczęśćie. Usiadłam wygodnie w fotelu, automatycznie wyciągnęłam słuchawki, które po czasie zamieściłam w moich uszach, kabelek podpięłam do telefonu, wybrałam piosenkę Yeah x3 Chris Brown ta piosenka zawsze jakoś daje mi siły do pozytywnego myślenia. Dotarłam na miejsce, nie pokierwałam się od razu na rynek, pierw jeszcze skoczyłam do sklepu po jakieś gumy i coś do picia, okey Zoe dasz rade, przezież to zwykły chłopak, kompletnie nie wiem czym się stresujesz- powtarzałam sobie do w kółku czasem miałam wrażenie jakbym to mówiła na głos. Kolejny mój cel to rynek, spojrzałam na godzinę 16:49 no jest dobrze, dziewczyna może się spóźnić pół godziny, kroki stawiałam wolno tak jakby się czegoś bała, a jeśli się było czego bać? Nie,nie takiej myśli nie mogłam do siebie dopuścić.Niebo prezentowało się w różnych odcieniach pomarańczy i czerwienie. Korony wysokich drzew rzucały na chodnik przerażające cienie, a ich gałęzie opadały na asfalt, tworząc coś na wzór kurtyny. Lekko mnie to przerażało, ale szłam dalej bez względu na wszystko. Pech tak chciał, że mimo iż szłam wolnym tempem to i tak przyszłam 3 minuty za wsześnie. O siedemnastej na rynku nie było żywej duszy, sklepy pozamykane na wszelkie możliwe spusty, ale o i znów moje oczy Go dostrzegły, nie wiem czy mój mózg miał zakodowane jak On wygląda czy jak.. Siedział na ławce, nie widział mnie, odwrócony do mnie tyłem chyba coś robiłam na telefonie, ale nie byłam pewna. I znów wolnym krokiem podeszłam do Niego, byłam od Niego może z jakieś 2 metry i wiedziałam, że to On. Kto by zapomniał tych miodowych włosów? Z przodu były postawione do góry, no więc Zoe musisz coś zrobić, bo inaczej Cię nie zauważy przecież nie ma oczu z tyłu głowy.. Szybkim ruchem odchrząknęłam i właśnie tym sposobem chłopak się odwrócił. Mechanicznie moje nogi stały się jak z waty, uśmiechnął się do mnie wystawiają rząd białych zębów, oczy miał tak czekoladowe, które skrywały tajemnicy, ale jednocześnie emitowało z nich szczęśćie. Ubrany w szarą koszulkę z czarnym napisem ' doing real stuff sucks'na to czarna skóra, czarne rurki z krokiem i żółte Supr'y. Odwzajemniłam uśmiech i podeszłam bliże, podaliśmy sobie ręce na znak przy witania, miałam tyle pytania, ale nie wypadało za zarzucić Go tym wszystkim..
-cześć Zoe- wymienił moje imię tak radośnie, jakbyśmy znali się już od dawna.
-cześć Justin- odrzekła lekko skrępowana.- a więc .. - zaczęła nie pewnie, - co się stało, że tu jesteśmy ? 
- ciekawska, chodź opowiem Ci wszystko, ale w jakieś kawiarni, bo tutaj robi się coraz zimnej, a Ty bez kurtki jesteś- odpowiedział taki pewny siebie
- okey, prowadź- podążaliśmy w nasz cel, podczas naszej rozmowy zamieniliśmy kilka słów, dotyczących szkoły no to się dowiedziałam, że zaczyna w tym roku nauk e w mojej szkole, ale spokojnie nie jest w pierwszej klasie tylko już w czwartej techniku, przeprowadził się tutaj, ponieważ Jego rodzice dostali tu jakąś lepszą prace. Staneliśmy przed najlepszą kawiarnią w tym mieście, mają tutaj taką pyszną kawę, z dziewczynami chodzimy tutaj zazwyczaj PODCZAS lekcji, czasem zdarza się,że i po. Znaleźliśmy wolne miejsce na wygodnych pufach, były ogromne na jednej pomieszczą się dwie osoby, ale ja zajęłam jedną, Justin drugą. Podszedł kelner bardzo dobrze mi już znany. Poinformowałam kelnera o mim zamówienie czyli - to co zawsze poproszę- Justin popatrzył się i się lekko zaśmiał, nie spodziewanie Justin powiedział to samo, bez słowa kelner odszedł po czym przyniósł nam nasze zamówienie, naprawdę jeżeli ktoś się odchudza czy coś w tym stylu naprawdę nie może tu przychodzić, dlaczego? Kawa w dużych szklankach mniej, więcej do połowy z kolei druga połowa to bita śmietana, na górze jest posypka z orzechów, a na talerzyku cukier i ciasteczko. 
- Justin ? - spytałam nie pewnie.
- tak?
- skąd znasz moje imię i czy my się wgl już kiedyś poznaliśmy, bo wiesz nie przypominam sobie, ale jeśli tak było to bardzo Cię przepraszam-mruknęłam
-przeprowadziłem się tutaj już pół roku temu, czyli w drugim semestrze, uczęszczałem już do Twojej szkoły, szczerze Zoe? Przez te pół roku bacznie Cię obserwowałem.- lekko się skrępowałam i zatopił swoje usta w kawie.
Ta informacja mnie leciutku przeraziła, nie wiedziałam co mam powiedzieć, próbowałam jakieś zdanie poskładać, ale na marne.
- a skąd znasz moje imię, bo ja Ci się nie przedstawiałam.- warknęłam
- Znasz Rayana? To mój najlepszy kumpel, wiedziałem, że On bardzo dobrze Cię zna, więc wypytałem Go o kilka informacji na Twój temat.

- ahh no wiesz miło wiedzieć,a z Rayanem to sobie porozmawiam - syknęłam  
Dowiedzieliśmy się o sobie dużo rzeczy, czym się zajmujemy ,co lubimy robić w wolnym czasie, ale bardzo zaciekawiło mnie to,że Justin lubi śpiewać, osobiście nie znam żadnego faceta, który bez problemu mówi o tym. Rozmowa kleiła się, mnóstwo pytań,  a tak mało czasu na odpowiedź, spojrzałam na zegarek, dochodziła godzina osiemnasta, nie było sensu dalej tam siedzieć,bo nasze kufle z kawa stały tak puste już z dobrą godzinę. Wstaliśmy, podeszłam do baru, by zapłacić za kawę, ale Justin mnie wyprzedził i zapłacił za dwie. Szłam przed siebie kierując się do wyjścia, usłyszałam tylko


-Teraz przynajmniej masz pretekst, byśmy się spotkali drugi raz-oznajmił
Obróciłam się tylko w Jego kierunku i się uśmiechnęłam, stanęłam przed wejście do kawiarni, na dworze było ciemno, zimno i brak żywej tuszy. Justin wyszedł taki zadowolony jakby wygrał sporą sumę na loterii.
- idę na przystanek, pójdziesz mnie odprowadzić, bo widzisz trochę się boje.. 
- a gdzie dokładnie mieszkasz? -spytał zaciekawiony
-20 km stąd.
- to ja Cię odwiozę, nie musisz iść na przystanek, ale chodź przejdziemy się jeszcze.
W sumie było mi to szczerze na rękę, bo nie musiałam czekać na busa. Wędrowaliśmy tak przez jakieś pół godziny, po czym dotarliśmy pod samochód to co zobaczyłam wow, niebieski bentley, auto przepiękne takie czyste, chłopak otworzył mi drzwi, po czym szybko obleciał samochód i usiadł na miejscu kierowcy.

Dziękuję za tyle wejście ;)
Ten rozdział jest chyba najdłuższy, za jakiekolwiek błędy przepraszam, pisałam go o 06:00.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz