ROZDZIAŁ 18
Nazajutrz obudził mnie głośny dźwięk, który wydobywał się z mojego telefonu. Ktoś niezwłocznie chciał się ze mną skontaktować, ale nie miałam siły by podnieść swoje cztery litery, telefon dzwonił przez jeszcze jakieś 10 minut. Ja znów usiłowałam zasnąć, wtuliłam się w miękką pościel.
*Biegłam już spóźniona na autobus, nie zdążyłam nawet zjeść śniadanie, a nie wspomnę o umyciu włosów czy chociażby zębów. Szybko dobiegłam do autobusu, usiadłam na wolnym siedzeniu, czułam na sobie wzrok osoby, których nie znam, były takie puste i takie złośliwe. Dojechaliśmy do szkoły podeszłam do dziewczyn, ale nawet One ode mnie się odwróciły, ogólnie rzecz biorąc to nikt się do mnie nie odzywał, nie wiedziałam co jest grane, myślałam, że jestem brudna czy coś. W szybkim tempie pobiegłam do łazienki, przeglądałam się w lustrze. Gdy to zobaczyłam sama za siebie się wstydziłam, jak można wgl tak wyjść do szkoły, no jak ? Z moich włosów można było wycisnąć olej na, którym można smażyć frytki.. twarz taka nie ogarnięta, a ubrana byłam w różową piżamę w barany.Teraz już do mnie dotarło czemu wszyscy się ze mnie śmieją.*
Obudziłam się przerażona, ten sen to jeden chyba z najgorszych, które kiedykolwiek mi się przyśniły. Telefon znów zaczął niezwłocznie dzwonić, tym razem zmusiłam samą siebie do odebrania. Koniuszkiem palców przejechałam po ekranie w celu przeciągnięciu zielonej słuchawki. Dzwoniła Leo, w Jej głosie z dnia na dzień można było usłyszeć, poczuć jak jest szczęśliwa, nie wiem czym było to spowodowane, ponieważ od piątku się nie widziałyśmy. Umówiłyśmy się o 16 na kawę w takiej naszej kawiarni zawsze się tam spotykamy i plotkujemy. Zakończyłam rozmowę i rzuciłam gdzieś na łóżko telefon. Na zimnie stopy nałożyłam ciepłe kapcie i wyszłam z pokoju, nikogo nie było, była niedziela, więc wszyscy poszli do kościoła. Włączyłam wodę na kawę, puściłam radio i zaczęłam szykować sobie śniadanie.
Koniecznie potrzebowała zimnego prysznicu, więc też tak zrobiłam. Radio lekko podgłośniłam by słyszeć w łazience, a sama szybko wpakowałam się pod zimną wodę.Nakładając na włosy miodowy szampon, wracały do mnie wspomnienia z wczorajszego wieczoru. Nie wiedziałam, że jeszcze w takim wieku są tacy gentelmeni, okazał się być prawdziwym mężczyzną i pokazał, że umie dbać o kobiety.
Popatrzyłam na zegarek zbliżałam się godzina 15, do spotkania z Leo miałam jeszcze czas, więc postanowiłam powtórzyć sobie na jutrzejszy dzień, otworzyłam zeszyt i zaczęłam powtarzać. Uznałam, że to nie ma sensu i tak się nic nie nauczę, a dlaczego? Bo w moim życiu pojawiła się osoba o, której nie umiem przestać myśleć, tak mam na myśli Justina, doprowadzał mnie do stanu, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Ubrałam się ciepło, bo pogoda daje dziś popalić, wieje w każdą możliwą stronę i do tego pada. Kawiarnia znajdywała się w mieście gdzie chodzę do szkoły, więc udałam się w kierunku przystanku autobusowego.Po upływie kilku minut dojechałam na miejsce, Leo czekała już na mnie na przystanku.Czule przywitałam się z przyjaciółką, Jej twarz była taka rozpromieniona, z twarzy nie znikał Jej uśmiech. W 10 minut doszłyśmy do kawiarni, zamówiłyśmy to co zwykle czyli duże espresso. Zasiadłyśmy na miękki kanapach.
-co Ty taka rozpromieniona-zapytałam odgarniając kosmyk włosów, który opadał swobodnie na policzko.
-dzieje się tyle, ogólnie to w szybkim skrócie, wczoraj spotkałam się z Ryanem- w Jej oczach widziałam zachwyt, wiedziałam, że coś z tego będzie, znałam przyjaciela jak i przyjaciółkę.
-no to proszę, w sumie ja wczorajszy dzień spędziłam z Justinem, byliśmy w kinie, a później na romantycznej kolacji.
-Zoe czuć wasze porządnie do siebie w powietrzu, Ty myślisz o Nim w każdej wolnej chwili, a On o Tobie.
-a Ty skąd możesz wiedzieć, że myśli o mnie ? - zapytałam popijając łyk kawy
-bo..boo no wiesz.. Ryana mówił, gadał z Jusem, ale jak co to nic nie wiesz, przecież nic się nie dzieje, to dobrze, że o Tobie myśli, a nie wiesz na raz tylko i zapomni.- Leo mówiła całkiem z sensem. Po co miała by mnie okłamywać. Po siedziałyśmy jeszcze tak z godzinę i zaczęłyśmy się zbierać, bo w końcu jutro poniedziałek czyli dzień mękki, nienawidzę poniedziałków, może dlatego, że rozpoczynają tydzień, którego tak bardzo nienawidzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz