niedziela, 24 listopada 2013

-20-


ROZDZIAŁ 20


Ostatnia lekcja, moje myśli dalej grążyły wokół Justina, gdzie jest, co robi, czy coś mu się nie stało.Głęboko w duszy się o Niego bałam. Szybkim ruchem wyciągnęłam z torebki telefon, chciałam napisać do Niego, ale sama nie wiedziałam co, wpatrywałam się w czarny ekran telefonu jak zaślepiona.Poczułam jak ktoś mnie dźga w plecy, nie zwróciłam na to większej uwagi, dalej gapiłam się w telefon. Po któryś razie jak poczułam lekkie uderzenie w plecy gwałtownie się odwróciłam. 
-co? - odrzekłam z wyrzutem, że ktoś mi przerywa. Przyjaciółki siedziały za mną. Wiedziały, że jest coś ze mną nie tak, że myślami jest po za lekcją.
-nic.. właściwie to tak, napisałaś do Biebera?- zapytała Leo.Nie przejmowałyśmy się tym, że pani nas usłyszy i upomni. 
-nie, bo nie wiem co mam mu napisać..
-no może napisz .. - Leo nie dokończyła, bo nauczycielka krzyknęła Jej imię, przewróciła teatralnie oczami i wstała. 
-czy ja czasem Tobie nie przeszkadzam?- zapytała nauczycielka, ręce miała założone na piersi tak jakby była władcą całego świata. Leo miała ochotę powiedzieć "TAK" wręcz Jej to wykrzyczeć, ale jak każdy, boi się konsekwencji. Po cichu odpowiedziała "nie, przepraszam", oczy podniosła na nauczycielkę, która nagle stała naprzeciwko Niej.
-siadaj!

Byłam już w drodze do domu, nadal myślałam co mam, tzn co mogę mu napisać. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać nieświadomie. "Cześć jak po weekendzie?Zoe :)" to jedyne co mi się pierwsze na myśl nasunęło, wklepała Jego numer i wysłałam, odziwo na odpowiedź długo nie musiałam czekać, otworzyłam wiadomość momentalnie kąciki ust podniosły mi się tworząc na mojej twarzy duży uśmiech.
*od Justina*
"No cześć, po weekendzie no trochę fatalnie, gorączka, kaszel*
W pierwszej chwili pomyślałam, żeby pójść do Niego, przytulić, ale był znów mały problem, nie wiem gdzie mieszka. Wysiadłam z zatłoczonego busa i pokierowałam się do domu, na dworze tak bardzo wiało. Włosy miały swój własny kierunek. Marzyłam o ciepłej herbacie i łóżku. 
odpisałam "Szybkiego powrotu do zdrowia!"
Pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co mam robić, jak  mam postępować, Justin to nie był byle jaki facet, na jego widok moje brązowe tęńczówki nabierały różnych kolorów, na policzka pojawiały się rumieńce, a w brzuchu budziły się motylki.
*od Justina*
"dziękuję, wiesz tak pomyślałem, może wpadniesz, siedzę sam w domu, zaraz oszaleje! Może jakiś film obejrzymy?" 
I znów moje myśli błądziły, ale się zgodziłam tak bardzo chciałam dziś Go zobaczyć, cieszyłam się jak głupia jak sam zaproponował spotkanie, w kolejnym sms'ie napisał mi dokładny adres. Do Jego domu musiałam dojechać busem, więc wróciłam na przystanek. Po dwudziesto minutowej drodze, dotarłam na miejsce. Zanim pójdę do domu Justina wstąpie do sklepu, po jakieś chipsy, cole, jak będziemy oglądać film to trzeba się zabezpieczyć, ale również pomyślałam o jakiś lekarstwach do Niego.Po jakiś 20 minutach drogi dotarła pod wyznaczony adres. Przede mną stał wysoki mur, nie było widać domu, więc też nie wiedziałam czy dobrze trafiła, na  furtce, która była ze stali była zawieszona tabliczka z numerem domu, tak to był Jego dom,  chciałam już odwrócić się na pięcie i nad zwyczajniej iść do domu, ale poczułam jak dźwięk w moim telefonie się nasila, niezwłocznie wyciągnęłam telefon z kieszeni. O wilku mowa pomyślałam. Justin chyba czytał mi w myślach, sama od siebie bym do Niego nie zadzwoniła. Szybko przejechałam koniuszkiem palca po ekranie telefonu, by odebrać.
-zgubiłaś się czy jak ? - zapytał, usłyszałam jak po skończeniu zdania zaczął cicho chichotać
-haha.. wiesz moje oczy widzą, wysoki mór i się zastanawiam, bo na furtce jest Twój adres, więc możesz mi otworzyć- odpowiedziałam podchodząc pod drzwi furtki, które chłopak już zdążył otworzyć. Weszłam na posiadłość, dom był ogromny jakby mieszkała w nim naprawdę duuuuża rodzina, wokół domu były ładnie zadbane rośliny, piękne kwiaty, widać, że ktoś ma rękę do kwiatków, ale moje oczy ulokowały się się na dróżce, która dokądś prowadziłam. 
-chodź, pokaże Ci coś- chłopak chwycił moją dłoń, była taka ciepła, lekko mnie pociągnął. Szliśmy tajemniczą ścieżką, prowadziła ona do cichego zakątku, na środku stało duże drzewo, a pod nim ławka, na której można było się położyć, wokół cichego zakątka było posadzone bardzo wysokie choinki. Mimo iż to miejsce znajdywało się na posiadłości, to było oddzielone właśnie dużymi choinkami. 

Wyobrażałam sobie inaczej miejsce gdzie mieszka Justin. Zwyczajne mieszkanie z 4 pokojami i nic więcej, a tu taki wielki dom, że spokojnie mogło by w nim zamieszkać co najmniej dwie rodziny.Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za talie i przyciąga mocno do siebie, stałam do Niego tyłem, czułam na szyji Jego ciepły oddech, Jego broda była oparta o mój bark, oboje wpatrywaliśmy sie drzewo, które było przyozdobione żółtymi lampkami, było tak romatycznie, nie chciałam by ten moment szybko się skończył.

Justin zapytała czy wejdziemy do środka, bo robi się już ciemno i zimno, pokiwałam tylko głową, na znak, że się zgadzam. Z jednej strony bałam się iść teraz do Niego, bo poznam Jego rodziców, nie chciałam tego tak szybko, znamy się zbyt krótko..
-są Twoi rodzice - zapytałam, stając w miejscu 
-nie mieszkam z rodzicami, mieszkam sam-odrzekł niepewny, prawo ręką drapał się po karku, a lewą trzymał w kieszeni swoich spodni. 
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, dwudziestolatek mieszkający sam w tak wielkim domu z tak pięknym ogrodem, to było i jest niemożliwe, nie chciałam więcej wypytywać, dlaczego jak do tego doszło. Bo czułam, że coś się stało, dlatego jest jak jest.


Ciekawe co ukrywa Justin, czy odważy się powiedzieć o tym Zoe? 
Jak sądzicie ? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz