ROZDZIAŁ 26
Po pólgodzinnej jeździe samochodem, Justin usiłował zaparkować samochód na pobliskim parkingu, krążyliśmy po parkingu tak chyba z 15 minut. Słyszałam jak Justin bluzha pod nosem, że spóźnieni.
- na co spóźnieni?- zapytałam, poszukując wolnego miejsca.
- to miała być niespodzianka, więc niech tak pozostanie, dobrze kochanie?- chwycił mnie za kolano,a drugą ręką kręcił kierownicą, dawał rade.
Po dziesięciu minutach bezsensownej jeździe, w końcu udało się znaleźć miejsce. Bieber szybko zgasił głośne warkoty silników, wyskoczył z samochodu, obleciał maske samochód i otworzył mi dwrzwi. W samochodowym lusterku, które widniało w skrytce nade mną, usiłowałam poprawić sobie makijaż i włosy. Bieber mnie poganiał tak jakby się serio gdzieś paliło. Wyskoczyłam szybko z samochodu, chłopak chwycił mnie za rękę i prowadził. Wokół panowała cisza, po asfaltowej drodze było słychać tylko stukot moich dwunasto centymetrowych szpilek.
Kierowaliśmy się w stronę eleganckiej restauracji, nie znałam jej, bo nie jadamy w takich restauracjach, tu jadają same najważniejszy osoby z mista i nie tylko, ceny kosmiczne..
Wiedziałam, że Bieber dobrze zna te restauracje i nawet w tej sytuacji się nie myliłam. Staliśmy przed wejściem, widziałam, że Justin się stresuje jest zakłopotany, nie wie co zrobić.Dziwne uczucie widzieć Go takiego, bo zawsze jest pewny siebie, po prostu odważny, czego mu czasem zazdrościłam.
-kochanie co się dzieje? - chwyciłam Jego dłonie, chciałam by poczuł, że jestem z Nim, bo mimo iż faktycznie byłam tam z Nim, ale widziałam jak nie jest pewny kolejnego ruchu, więc tym samym wiedziałam, że nie dokońca czuje moją bliskość.
-jak jesteś przy mnie to nic mi nie jest, nic się nie dzieje, chodźmy. - na Jego twarzy zawitał uśmiech, ale nie taki prawdziwy.. Martwiłam się.
Bieber otworzył duże szklane szyby i ruchem ręki pokazał mi, że mam iść. Od samego wejścia zapachy drażniły moje nozdża, restauracja byłam barzo zatłoczona, kelnerzy nosili potrawy jedna za drugą. Bieber prowadził, szłam za Nim krok w krok, mogło to się wydawać dziwne, ale naprawdę nie wiedziałam po co tu jesteśmy, no tak mam dziś urodziny..
Nie wiem..
Chłopak nagle się zatrzymał, a ja odbiłam się o Jego umieśnione plecy, stałam w bezruchu masując sobie czoło, w które mocno się uderzyłam wpadając na Justina.
- oj .. wybacz - odwrócił się, teraz staliśmy na przeciwko siebie, uśmiechnął mnie i pocałował mnie w policzko.
-nie nie szkodzi.
Chłopak zrobił lekki krok w prawo, przede mną sieział mężyczyzna w średni wieku i młoda, eleganska kobieta, wyglądała na lat trzydzieści. Mężczyzna był wysoki, nie był ani chudy, ani gruby tak pomiędzy, włosy zaczesane do tyłu, zarost idealnie zgolony, ubrany był w drogi garnitur bynajmniej na drogi wyglądał. Zaś kobieta naprawdę elegancka, kobieta z klasą, włosy koloru machoniowego, spięte w nienaganny kok, sukienka w stonowanych kolorach, idealnie uwydatniała Jej atrybuty, makijaż współgrał z sukienką i dodatkami.
Nie zabardzo wiedziałam o co tutaj chodzi, ale po chwili chłopak mi wszystko wyjaśnił.
-Zoe. Poznaj mojego ojca Jeremy i Jego narzyczoną Pattie.- chłopak błądził wzrokiem, widziałam to.
Podeszłam do stolika przy, którym siedzieli i podałam rękę i grzecznie się przywitałam.
-Miło mi państwa poznać, Zoe.
-Dobry wieczór, siadajcie.
-Wiem, że to nie jest Twój wymarzony prezent, ale tata przyjechała do kraju dosłownie na kilka dni i tylko dzisiaj dałem rade się z Nim spotkać.
-Spokojnie, dobrze jest, chciałam poznać Twojego tatę, a to jest dobra okazja - mówiłam, popijając łyk wina.
-A, więc Justin.. - Jerremy zaczął nie pewnie, jakbym syna nie wiedział kilka lat, też bym nie wiedziała jak zacząć rozmowe.. Mimo iż rozmawiają przez skype to i tak realna rozmowa jest całkiem inna. - jak tam w szkole? w życiu? opowiadaj.
-W szkole dobrze dwa miesiące szkoły, a ja już mam dość, ale Zoe mi pomaga, nie wychodzi Jej to najlepiej, ale dajemy rade- chłopak zaczął się śmiać, wiedziałam, że żartuje, po czasie sama zaczęłam się śmiać, nie chciałam by Jego ojciec pomyślał o mnie dziwne różne rzeczy..- a w życiu? jak widzisz jestem szczęśliwym dwudziestolatkiem i narazie niech tak pozostanie, dobrze jest jak jest, a u Was?
Jerremy musiał na moment powstrzymać się od wypowiedzi, ponieważ przyszła kelnerka po zamówienie, siedziałam tutaj już z jakieś dwadzieścia minut, a nie zdążyłam przejżeć karte, poprosiła Justina by coś za mnie wybrał i też tak zrobił.Zamówił : krem z dyni i lasagne z mięsem, a na przystawkę wiedeńskie mafinki.
Ciekawa opowiastka :) pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuń