piątek, 29 listopada 2013

-23-

ROZDZIAŁ 23


Było coś koło 12,
- za 20 min mam autobus do domu, więc pójde już.
Justin popatrzył na mnie oburzony po czym odparł;
- nie świruj dobrze wiesz, że Cie odwiozę. Ogarniesz się 
i przyjadę po Ciebie koło 17, ok? 
Lekko zdziwiona;
- co ty zaś kombinujesz? 
- oj.. Za dużo byś chciała wiedzieć.
Dojechaliśmy pod mój blok. Otworzyłam drzwi do wyjścia i podziękowałam za podwózke.
Justin wysiadł z auta, podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek chwile po tym powiedział;
- O 17, pamiętaj! 
- pamiętam - odparłam z szyderczym uśmiechem.
Weszłam do domu szczęśliwa jak nigdy. Katie popatrzyła się na mnie dziwnym wzrokiem i rzuciła;
- Czemu jesteś w męskich ciuchach? 
Zjechałam wzrokiem na swoje ciało.. I faktycznie przyjechałam w ciuchach Biebera.
- Tak wyszło.
- Jak noc? 
- Oj, normalna nie wnikaj nic więcej Ci nie powiem. 
Zawsze była ciekawska.. Nie lubiłam tego.
- Fajny ma dom? Jak to tam wszystko wygląda? Mieszka sam czy z rodzicami? 
Ignorując pytania siostry poszłam do pokoju. Przygotowałam se nową bielizne i ubrania, po czym
weszłam do łazienki żeby się okąpać, przy okazji ubrania Justina wrzuciłam do pralki.
Wyszłam z kompieli idealnie zrelaksowana, ubrałam co miałam ubrać
i powędrowałam do kuchni nałożyć sobie obiad w tym samym momencie dzwoni telefon, to Justin;
- Halo? - powiedziałam niepewnie.
- Gotowa kochana? Czekam pod klatką.
Popatrzyłam odruchowo na zegarek i dochodziła dopiero 16. 
- Przeciez jeszcze 16 nie ma? 
- No tak ale nie mogłem się doczekać. Poczekam na Ciebie, zjedz sobie spokojnie.
Wzruszyłam ramionami sama do siebie mówiąc; 
- Okej, za 5 min będe.
Szybko zjadłam, bo nie lubię jak ktoś na mnie czeka. 
Pobiegłam do łazienki, bo przecież nie zdążyłam się jeszcze pomalować. 
Po 10 min wyszłam z domu. 
Wsiadłam do auta. Justin popatrzył na mnie z uśmiechem i oznajmił;
- Jak zwykle pięknie wyglądasz.
- Dzieki, ale jak mi tak będziesz słodził co spotkanie to wpadne w samouwielbienie, hehe.
To gdzie jedziemy?
- Zobaczysz. 
Całą droge słuchaliśmy radia. Gdzieś po 1,5h Bieber się zatrzymał;
- Jesteśmy na miejscu.
Ogromny 4 gwiazdkowy hotel. Było ciemno więc budynek, który oświetlały lampy pięknie się prezętował.
Wysiedliśmy z samochodu kierując sie do hotelu. Justin jak zwykle już miał wszystko zarezerwowane, 
jestem ciekawa co by było gdybym mu odmówiła. Dostał kartę do drzwi pokojowych. Dotarliśmy pod pokój,
troche zmieszana zapytałam;
- Dlaczego akurat hotel? Mogliśmy przecież spędzić czas u Ciebie również sami.
- Oj marudzisz.
Gdy już weszliśmy do pokoju w którym mieliśmy spędzić wieczór doznałam szoku i nie wiedziałam 
co powiedzieć przez dobre 5 minut. To był apartament, tak zdecydowanie!
Szampan i dwa kieliszki przygotowane na stole, łóżko ogromne nakryte czerwoną narzutą, zastanawiała
mnie tylko gitara, która na nim leżała. Justin pociągnął mnie za ręke;
- Co robisz? - zapytałam.
Justin trzymając mmoją dłoń,jedną ręką próbował  nalac szampana.Udało mu się. Kieliszek podał mi do ręki po czym
 zaprowadził na balkon. Jezu świece, róże, na środku tego pięknego balkonu stało krzesło. Krzesło? Justin poprosił mnie bym usiadła na miejscu. Przyglądając się temu wszystkiemu, dalje nie dowierzałam, że zrobił to dla mnie, skąd On wpadł na taki pomysł? Usiłowałam odpowiedziec sobie na to pytanie, ale w tym momencie usłyszłam głos Justina, był taki lekki, delikatny, Bieber grał na gitarze i śpiewał patrząc mi w oczy "That should be me,
Holding your hand,that should be me,making you laught,that should be me,this is so sad,that should be me,that should be me,that should be me,feeling your kiss,that should be me,buying you gift,this is so wrong,i can't go on,till you believe,that should be me.
- Jesteś niesamowity.- wyszeptałam 
 Siedziała na krześle jak zamurowana. Bacznie go słuchałam,a łzy się same pchały do oczu. Skończył piosenke i rzekł;
- Zoe, bądz tylko moja.
Nic nie mówiąc zbliżyłam się i zaczęłam go całować na znak, że się zgadzam.



Rozdział został napisany przez moją najlepszą koleżankę, dziękuję <3

czwartek, 28 listopada 2013

-22-

ROZDZIAŁ 22



Obudziłam się lekko zdezorientowana, bo zrozumiałam, że przez przypadek zasnęłam u Justina. Przetarłam oczy, rozejrzałam się dookoła, nikogo nie było. W szybkim  tempie wygrzebałam się z łóżka, zerknęłam do każdego pomieszczenia w sypialni Justina, ale nigdzie Go nie było, wyszłam po ciuchu z sypialni, usłyszałam tylko jak ktoś ksząta się po kuchni i nuci piosenkę, która aktualnie leciała w radiu. Żwawo zeszłam po schodach na dół, stanęłam w framugach drzwi do kuchni, przyglądałam się chłopakowi tak przez chwilę do póki się nie zorientował, że tam stoje. 
-cześć kochanie- wypowiedział z uśmiechem na twarzy, podchodząc do mnie i całując mnie w czoło. 

Czy On do mnie powiedział kochanie? Czy ja o czymś nie wiem? Moje myśli biły się ze sobą z sekundy na sekundę jak tylko pomyślałam o tym 'cześć kochanie'. Jednym słowem zmroziło mnie, speszona podeszłam do kuchennego blatu i usiadłam na krześle.
-cześć- odrzekłam wpatrując się co robi. I znów nie chciał mi nic powiedzieć co robi. On lubi się droczyć, ale przyjdzie i taki czas, gdy ja się będę droczyć z Nim. Pomyślałam i wtedy moje oczy rozpromieniały.
-i jak się spało?
-wygodne masz łóżko.
-wiem to, kawy czy herbaty pani sobie życzy ? - rzucił, wpatrując się we mnie 
-podwójnej kawy, a tak wgl to która jest godzina?
-7:50.
- o matko, a szkoła, wgl moi rodzice nic nie wiedzą, z pewnością się o mnie martwią, że nie wróciłam na noc- szybko zerwałam się z krzesła, chwytając się za rozczochrane włosy
-spokojnie, wieczorem pozwoliłem napisać sobie do Katie, że śpisz u mnie.Ale wiedziałem, że rodzice będą się Jej wypytywać gdzie jesteś, więc powiedziałem Jej, że jak co śpisz u Em, zgodziła się na ten układ, a dziś zrobisz sobie wagary- odparła, nakładając nalesniki na talerz.
-spryciarz z Ciebie, uu naleśniki- w tamtym momencie, gdy Justin podsunął mi pod nos przyszne nalesniki, nie przejmowałam się, że nie będzie mnie dziś w szkole czy cokolwiek. 
Po śniadaniu, pozmywałam naczynia, chciałam się dowiedzieć dlaczego Justin mieszka tutaj sam, gdzie są Jego rodzice i jak mu się tak żyje, wiedział, że nie mogę tak bezpośrednio, ale inaczej chyba nie szło. Zaparzyłam ciepłej herbaty i obaj usiedliśmy w salonie na skórzanej sofie.
-Justin, przepraszam, że zapytam tak wprost, ale dlaczego mieszkasz tutaj sam, bez rodziców-przyglądałam mu się z uwagą, po Jego twarzy można było wywnioskować, że nie chce o tym rozmawiać, coś musiało się stać, bo nagle z wesołego faceta Jego twarz stała się kamienna, poważna.- nienalegam, nie chcesz nie musisz mówić.
-wiesz Zoe jak już jesteśmy przy tym to Ci opowiem, w końcu jesteś dla mnie kimś, więcej niż koleżanką ze szkolnego korytarzu. Czuję, że mogę Ci zaufać, mogę powiedzieć Ci o wszystkim, a jednocześnie czuć się swobodnie i przede wszystkim sobą. Moja mama nie żyję, zmarła kiedy miałem 2 lata, nie pamiętaj Jej, z tego co mi tata mówi to była najszczęśliwszą osobą jaką znał, nie przejmowała się krytyką tylko wyciągała z niej wnioski. Była osobą wesołą, charyzmatyczną, ale umiała też postawić na swoim, zmarła na raka. Lekarze wykryli u Niej go jak była już ze mną w ciąży, mówili Jej, że mnie nie donosi albo, że jak urodzi to ja będę powaznie chory, a Ona uprze. Na szczęście ciąże donosiła do końca, jak widzisz jestem cały i zdrowy, mama walczyła przez dwa lata, ale nie miała już sił.
-Justin jeżeli nie jesteś w stanie to nie kończ- podeszłam do Niego, usiadła tuż obok Niego i mocno Go przytuliłam
-tata zaś .. eh, rok po śmierci mamy wyprowadził się do Australii, tam ma swoją dużą korporacje, widujemy się może jakieś cztery razy do roku, wyjechał, a mnie zostawił u babci, opiekował się mną przez 15 lat, dopóki nie osiągnąłem pełnoletności. Ten dom wybudowali moi rodzice RAZEM, tata opłaca dom i przysyła mi kasę, ale to i tak nic nie zmieni, nie wybaczę mu tego, że mnie zostawił, że widujemy się kiedy ja mam wakacje, albo gdy On ma coś do załatwienia w Europie .. - z żalem mi o tym mówił, czułam jaki gniew ma do swojego ojca. Mocno Go przytuliłam, On zaś siedział w bez ruchu, wiedział jak cierpi, otworzył się tak przedemną, a ja nie wiedziałam jak mogę mu pomóc, byłam bezbronna. Siedzieliśmy tak przez jakieś 15 minut, Justin otrząsnął się, napił się łyka zimnej już herbaty i spojrzał na mnie.
-a Twoi rodzice?-
-moi? hmm no też nie ciekawie.. -zaczęłam, usiadłam wygodnie - tata pracuje praktycznie dwadzieścia cztery godzinny na dobę, praktycznie Go nie widuje, a mama po przejściach, pracuje na pół etatu w szpitalu- odpowiedziałam. 

Gdy zorientowaliśmy się, że rozmawiamy już z jakieś dwie godzinny, prędko zebraliśmy się z kanapy, pobiegłam do sypialni chłopaka, zaścieliłam łóżko, nakryłam go białą płachtą, w łazience niestety nie było żadnych kosmetyków, więc byłam zmuszona do ubrania tego co miałam wczoraj na sobie, twarz przemyłam zimną wodą.



ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA <3

środa, 27 listopada 2013

-21-

ROZDZIAŁ 21


Do domu weszliśmy przez duże machoniowe drzwi, pierwszym pomieszczeniem był właśnie przed pokój w, którym stała szafa i mały stoliczek na klucze, szybkim ruchem ściągnęłam buty i ułożyłam je ładnie koło duże szafy. Po prawej stronie znajdowała się duża, przestrzenna kuchnia,wszystko w niej było takie dopasowane, meble były jasnego koloru, sprzęty kuchenne były z srebrzyste, koło niej duże stół. Po prawej stronie z kolei ulokowany był salon.Ściany był w kolorze białym, na środku salony stała ogromna skórzana sofa, a przed nią stolik, na ścianie widniał duży telewizor. Na tym poziomie znajdowały się tylko te trzy pomieszczenia. Udaliśmy się z Justinem do kuchni, usiadłam na wysokim krześle tuż przy blacie, zaczął się krzątać po tej kuchni, coś przyrządzał, ale za każdym razem gdy chciałam podpatrzyć bądź się dopytać, to mnie odsuwał, albo nie odpowiadał mi na pytanie. Siedziałam tak przez jakieś 5 minut, widok Justina w kuchni była naprawdę słodki. Z szafki wyciągnął dwa duże kubki i zaczął coś do niego wlewać, 
usiadł obok mnie i pod mój nos podsuną kubek z ciepłą czekoladą, zapach był niesamowity. Odwróciłam się w Jego kierunku i podziękowałam za kakao, lekkim uśmiechem. 
-i co dobre? -zapytał, pijąc łyk czekolada
-pyszna, gdzie się nauczyłeś robić?
-babcia mnie nauczyła - odpowiedział, ale już z mniejszym entuzjazmem. 
-to ja poproszę przepis- mruknęłam delektując się czekoladą
-to jest sekretne, będziesz pić u mnie tylko i nigdzie indziej- wypił szybko i odniósł kubek do zmywarki. Ja miałam jeszcze pół kubka, wolę się delektować niż pić na raz, nie wiadomo kiedy znów będę miała przyjemność ją pić. Pomyślałam. 

Justin wyszedł z kuchni nic mi nie mówiąc gdzie idzie, zauważyłam tylko jak wchodzi po schodach do góry, dopiłam szybko czekoladę, czego bardzo nie chciałam i udałam się za nim, schody stały na środku i nie były takie jak normalne schody, były zakręcone do góry i całe czarne idealnie współgrały z nowoczesnym stylem salonu i kuchni.
weszłam na górę i korytarz rozchodził się na prawo i lewo, było co najmniej z 6 drzwi i teraz do których mam wejść? Przecież nie będę wchodzić do każdego i sprawdzać gdzie ukrył się Bieber. Z ostatniego pokoju usłyszałam tylko jak chłopak krzyczy moje imię, pokierowałam się za głosem chłopaka, drzwi były lekko otwarte, więc bez problemu do nich weszłam. Bieber leżał na dużym łóżku, które stało pod jedną ze ścian, było przykryte czarną narzutą, na przeciwnej ścianie wisiał ogromny telewizor, a pod nim jakieś małe szafeczki. 
-długo mam na Ciebie czekać?- powiedział, klikając coś na pilocie. Ręką klepną czarną narzutę tym znakiem dał mi do zrozumienia, że ma usiąść koło Niego. 
-ej poszedłeś bez słowa, a ja sama w kuchni na dole, nie chciałam Ci chodzić po domu.. - odpowiedziałam lekko zdezorientowana. Wdrapał się na łóżko i usadowiłam się obok chłopaka. 
-to co oglądamy?- parsknął spoglądając na mnie
-coś przy czym można się pośmiać-wiem, że nie zadowoliła go ta odpowiedzią, ale chciałam by sam coś zaproponował, w końcu to On mnie zaprosił na film. Bieber tylko kiwną głową i zaczął czegoś szukać w telewizorze.
-Justin.. -zaczęłam nie pewnie, nie wiedziałam jak ma się Go oto zapytać, ale raz kozie śmierć. 
-słucham Cię.
-nie masz czasem może jakiś luźnych spodni i koszulki, bo nie byłam nawet w domu i się nie przebrałam, a trochę mi nie wygodnie w tych obcisłych spodniach i koszulce?
-jasne, widzisz te drzwi?-zapytał pokazując palcem na jedne drzwi, tak naprawdę nie wiedziałam o które mu chodzi, bo w pokoju miał aż cztery drzwi, jedne do wejścia, a pozostałe to nie wiem do czego.- wejdź tam i sobie coś poszukaj- popatrzył na mnie i się uśmichnął. Wstałam i powoli kierowałam się do "wyznaczonych" drzwi. Chwyciłam za klamkę i otworzyłam, zapaliłam światło i to co zobaczyłam to był szok. Duża garderoba, w której było wszystko idealnie powieszone, poukładane. To mężczyzna i ma taki porządek no szokło mnie, nie za bardzo wiedziałam co gdzie leży, więc musiałam zawołać Justina by pomógł mi się tu odnaleźć. Bieber wchodząc do garderoby zaczął się śmiać, wygrzebał mi jakieś dresy i koszulkę.
-to powinno być dobre- rzucił ciuchy w moim kierunku 
-a gdzie jest łazienka ?  
-drzwi obok- odpowiedział, wychodząc 

Swoje ubrania poskładał i zostawiłam w łazience, narzuciłam na siebie ubrania chłopaka, włosy spiełam w kucyk.
Bieber leżał już w łóżku przykryty śnieżną pościelą, w dłoni trzymał popcorn, a w drugiej pilota. Nie wiedziałam czy ma się położyć koło Niego pod pościelą czy na, to dla mnie za wsześnie.Postanowiłam, że położę się obok Niego pod pościelą, ale nasze ciała się nie stykały. 

niedziela, 24 listopada 2013

-20-


ROZDZIAŁ 20


Ostatnia lekcja, moje myśli dalej grążyły wokół Justina, gdzie jest, co robi, czy coś mu się nie stało.Głęboko w duszy się o Niego bałam. Szybkim ruchem wyciągnęłam z torebki telefon, chciałam napisać do Niego, ale sama nie wiedziałam co, wpatrywałam się w czarny ekran telefonu jak zaślepiona.Poczułam jak ktoś mnie dźga w plecy, nie zwróciłam na to większej uwagi, dalej gapiłam się w telefon. Po któryś razie jak poczułam lekkie uderzenie w plecy gwałtownie się odwróciłam. 
-co? - odrzekłam z wyrzutem, że ktoś mi przerywa. Przyjaciółki siedziały za mną. Wiedziały, że jest coś ze mną nie tak, że myślami jest po za lekcją.
-nic.. właściwie to tak, napisałaś do Biebera?- zapytała Leo.Nie przejmowałyśmy się tym, że pani nas usłyszy i upomni. 
-nie, bo nie wiem co mam mu napisać..
-no może napisz .. - Leo nie dokończyła, bo nauczycielka krzyknęła Jej imię, przewróciła teatralnie oczami i wstała. 
-czy ja czasem Tobie nie przeszkadzam?- zapytała nauczycielka, ręce miała założone na piersi tak jakby była władcą całego świata. Leo miała ochotę powiedzieć "TAK" wręcz Jej to wykrzyczeć, ale jak każdy, boi się konsekwencji. Po cichu odpowiedziała "nie, przepraszam", oczy podniosła na nauczycielkę, która nagle stała naprzeciwko Niej.
-siadaj!

Byłam już w drodze do domu, nadal myślałam co mam, tzn co mogę mu napisać. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać nieświadomie. "Cześć jak po weekendzie?Zoe :)" to jedyne co mi się pierwsze na myśl nasunęło, wklepała Jego numer i wysłałam, odziwo na odpowiedź długo nie musiałam czekać, otworzyłam wiadomość momentalnie kąciki ust podniosły mi się tworząc na mojej twarzy duży uśmiech.
*od Justina*
"No cześć, po weekendzie no trochę fatalnie, gorączka, kaszel*
W pierwszej chwili pomyślałam, żeby pójść do Niego, przytulić, ale był znów mały problem, nie wiem gdzie mieszka. Wysiadłam z zatłoczonego busa i pokierowałam się do domu, na dworze tak bardzo wiało. Włosy miały swój własny kierunek. Marzyłam o ciepłej herbacie i łóżku. 
odpisałam "Szybkiego powrotu do zdrowia!"
Pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co mam robić, jak  mam postępować, Justin to nie był byle jaki facet, na jego widok moje brązowe tęńczówki nabierały różnych kolorów, na policzka pojawiały się rumieńce, a w brzuchu budziły się motylki.
*od Justina*
"dziękuję, wiesz tak pomyślałem, może wpadniesz, siedzę sam w domu, zaraz oszaleje! Może jakiś film obejrzymy?" 
I znów moje myśli błądziły, ale się zgodziłam tak bardzo chciałam dziś Go zobaczyć, cieszyłam się jak głupia jak sam zaproponował spotkanie, w kolejnym sms'ie napisał mi dokładny adres. Do Jego domu musiałam dojechać busem, więc wróciłam na przystanek. Po dwudziesto minutowej drodze, dotarłam na miejsce. Zanim pójdę do domu Justina wstąpie do sklepu, po jakieś chipsy, cole, jak będziemy oglądać film to trzeba się zabezpieczyć, ale również pomyślałam o jakiś lekarstwach do Niego.Po jakiś 20 minutach drogi dotarła pod wyznaczony adres. Przede mną stał wysoki mur, nie było widać domu, więc też nie wiedziałam czy dobrze trafiła, na  furtce, która była ze stali była zawieszona tabliczka z numerem domu, tak to był Jego dom,  chciałam już odwrócić się na pięcie i nad zwyczajniej iść do domu, ale poczułam jak dźwięk w moim telefonie się nasila, niezwłocznie wyciągnęłam telefon z kieszeni. O wilku mowa pomyślałam. Justin chyba czytał mi w myślach, sama od siebie bym do Niego nie zadzwoniła. Szybko przejechałam koniuszkiem palca po ekranie telefonu, by odebrać.
-zgubiłaś się czy jak ? - zapytał, usłyszałam jak po skończeniu zdania zaczął cicho chichotać
-haha.. wiesz moje oczy widzą, wysoki mór i się zastanawiam, bo na furtce jest Twój adres, więc możesz mi otworzyć- odpowiedziałam podchodząc pod drzwi furtki, które chłopak już zdążył otworzyć. Weszłam na posiadłość, dom był ogromny jakby mieszkała w nim naprawdę duuuuża rodzina, wokół domu były ładnie zadbane rośliny, piękne kwiaty, widać, że ktoś ma rękę do kwiatków, ale moje oczy ulokowały się się na dróżce, która dokądś prowadziłam. 
-chodź, pokaże Ci coś- chłopak chwycił moją dłoń, była taka ciepła, lekko mnie pociągnął. Szliśmy tajemniczą ścieżką, prowadziła ona do cichego zakątku, na środku stało duże drzewo, a pod nim ławka, na której można było się położyć, wokół cichego zakątka było posadzone bardzo wysokie choinki. Mimo iż to miejsce znajdywało się na posiadłości, to było oddzielone właśnie dużymi choinkami. 

Wyobrażałam sobie inaczej miejsce gdzie mieszka Justin. Zwyczajne mieszkanie z 4 pokojami i nic więcej, a tu taki wielki dom, że spokojnie mogło by w nim zamieszkać co najmniej dwie rodziny.Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za talie i przyciąga mocno do siebie, stałam do Niego tyłem, czułam na szyji Jego ciepły oddech, Jego broda była oparta o mój bark, oboje wpatrywaliśmy sie drzewo, które było przyozdobione żółtymi lampkami, było tak romatycznie, nie chciałam by ten moment szybko się skończył.

Justin zapytała czy wejdziemy do środka, bo robi się już ciemno i zimno, pokiwałam tylko głową, na znak, że się zgadzam. Z jednej strony bałam się iść teraz do Niego, bo poznam Jego rodziców, nie chciałam tego tak szybko, znamy się zbyt krótko..
-są Twoi rodzice - zapytałam, stając w miejscu 
-nie mieszkam z rodzicami, mieszkam sam-odrzekł niepewny, prawo ręką drapał się po karku, a lewą trzymał w kieszeni swoich spodni. 
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, dwudziestolatek mieszkający sam w tak wielkim domu z tak pięknym ogrodem, to było i jest niemożliwe, nie chciałam więcej wypytywać, dlaczego jak do tego doszło. Bo czułam, że coś się stało, dlatego jest jak jest.


Ciekawe co ukrywa Justin, czy odważy się powiedzieć o tym Zoe? 
Jak sądzicie ? :)

środa, 20 listopada 2013

-19-


ROZDZIAŁ 19



W szkole lekcje ciągły się tak jakby nigdy nie chciały się skończyć. Dobrze, że wczoraj akurat powtórzyłam sobie trochę materiału, bo dziś pan z marketingu mnie zapytał, przy Nim nawet jak nic nie umiesz i mówisz masło maślane to i tak dostaniesz dobrą ocenę. Nie widziałam dzisiaj Justina w szkole, martwiłam się trochę o Niego.Nie wiedziałam gdzie mieszka, nie miałam Jego numeru telefonu, zawsze dogadywaliśmy się przez portale społecznościowe. Snułam się po korytarzach, nie wiedząc co mam zrobić. 
-Co jest Zoe? Chodzisz dzisiaj po tej szkole jak cień- zapytała Leo, nie wiedziałam czy mam Jej to powiedzieć, że Justina w szkole nie ma i taka jestem, ale to moja przyjaciółka, więc powinna zroumieć.
-No, bo no w szkole nie ma Justina i tak trochę się o Niego boje- odrzekłam, mój wzrok był taki pusty
-To na co czekasz, napisz do Niego zadzwoń, bo jeśli tego nie zrobisz to będziesz w kropce i będziesz się zamartwiać- położyła swoją dłoń na moim barku i przytuliła mnie. 

Tak, ale jak ja to mam zrobić, jak nie mam od Niego numeru.
- Nie mam jak się z Nim skontaktować, nie mam Jego numeru i nie wiem gdzie mieszka.
- Chodź za mną mam pomysł - uśmiechnęła się do mnie i pociągnęła mnie za rękę. 
Szybkim krokiem mijałyśmy ludzi na korytarzu, nie miałam pojęcia gdzie mnie ciągnie. Wyszłyśmy na zewnątrz na boisko do koszykówki, stała tam grupka jakiś kolesi, zaraz mieli wchodzi na boisko, ale Leo na Nich krzyknęła. Momentalnie wszystkie spojrzenia skierowały się na nas. Lekko zesztywniałam, bo to było dziwne, ale przyjaciółka bez wahania do Nich podeszła, zrobiłam tak samo. Nie znała ich, a bez problemu do Nich podeszła i zagadała, za tą Ja podziwiałam i chyba temu się przyjaźnię, bo zawsze jak coś trzeba od nieznajomych to idzie Leo. 
-Cześć chłopaki, nazywam się Leo, to jest moja przyjaciółka Zoe- mówiła, ale jeden z koszykarzy Jej przerwał
- Czy to Zoe Jame? Dziewczyna, z którą spotyka się nasz przyjaciel Justin ? - chłopak zrobiłam lekko zdzwioną minę.
- Ta..tak to ja- podeszłam do Nich niepewnym krokiem, nie wiedziałam co jest grane.
Chłopaki zaczeli mi się przedstawiać, przytulać mnie, ale ja i tak nie wiedziałam o co chodzi. Leo znikła mi z pola widzenia, a to temu, że koszykarze byli dość wysocy. 
-Ale o co chodzi? Bo tak nie za bardzo czaje? - zapytałam chłopaków poprawiając sobie włosy, które zdewastowali mi.
-Fajnie Cię w końcu wiedzieć, bo wiesz Justin gada o Tobie jak katarynka- zaczeli mi tłumaczyć. Moje policzki od razu przybrały różowych wypieków.No to teraz tylko trzeba wziąść od Nich numer, bo taki zamiar miała Leo prowadzą mnie tutaj. Bałam się ich reakcji, bo teraz mnie tu tak przytulają, a ja przychodze do Nich by wziąść numer od Justina.

-A co Cię tak wgl tutaj sprowadza? - zapytał jeden z chłopaków, był najwyższy, dostrzegła tylko na Jego twarzy piegi.
-Przyszłam się zapytać czy dacie mi numer Justina?-zapytałam wpatrując się w swoje czarne trampki.

- Spotykasz się z Nim, a nie masz Jego numeru ?
- Tak jakoś wyszło, dacie- rzuciłam wzrok na jednego z koszykarzy.
Byli na tyle mili, ze szybko mi podali numer, zapisałam Go sobie i odeszłyśmy. Jeszcze tylko odwróciłam się szybko na pięcie i wykrzyczałam : "Nie mówcie mu, że brałam od was Jego numer", usłyszałam tylko "spoko". Podziękowałam Leo za to,że wpadła na taki pomysł, żwawym krokiem poszłyśmy na ostatnią lekcję.

poniedziałek, 18 listopada 2013

-18-


ROZDZIAŁ 18



Nazajutrz obudził mnie głośny dźwięk, który wydobywał się z mojego telefonu. Ktoś niezwłocznie chciał się ze mną skontaktować, ale nie miałam siły by podnieść swoje cztery litery, telefon dzwonił przez jeszcze jakieś 10 minut. Ja znów usiłowałam zasnąć, wtuliłam się w miękką pościel.

*Biegłam już spóźniona na autobus, nie zdążyłam nawet zjeść śniadanie, a nie wspomnę o umyciu włosów czy chociażby zębów. Szybko dobiegłam do autobusu, usiadłam na wolnym siedzeniu, czułam na sobie wzrok osoby, których nie znam, były takie puste i takie złośliwe. Dojechaliśmy do szkoły podeszłam do dziewczyn, ale nawet One ode mnie się odwróciły, ogólnie rzecz biorąc to nikt się do mnie nie odzywał, nie wiedziałam co jest grane, myślałam, że jestem brudna czy coś. W szybkim tempie pobiegłam do łazienki, przeglądałam się w lustrze. Gdy to zobaczyłam sama za siebie się wstydziłam, jak można wgl tak wyjść do szkoły, no jak ? Z moich włosów można było wycisnąć olej na, którym można smażyć frytki.. twarz taka nie ogarnięta, a ubrana byłam w różową piżamę w barany.Teraz już do mnie dotarło czemu wszyscy się ze mnie śmieją.*

Obudziłam się przerażona, ten sen to jeden chyba z najgorszych, które kiedykolwiek mi się przyśniły. Telefon znów zaczął niezwłocznie dzwonić, tym razem zmusiłam samą siebie do odebrania. Koniuszkiem palców przejechałam po ekranie w celu przeciągnięciu zielonej słuchawki. Dzwoniła Leo, w Jej głosie z dnia na dzień można było usłyszeć, poczuć jak jest szczęśliwa, nie wiem czym było to spowodowane, ponieważ od piątku się nie widziałyśmy. Umówiłyśmy się o 16 na kawę w takiej naszej kawiarni zawsze się tam spotykamy i plotkujemy. Zakończyłam rozmowę i rzuciłam gdzieś na łóżko telefon. Na zimnie stopy nałożyłam ciepłe kapcie i wyszłam z pokoju, nikogo nie było, była niedziela, więc wszyscy poszli do kościoła. Włączyłam wodę na kawę, puściłam radio i zaczęłam szykować sobie śniadanie.
Koniecznie potrzebowała zimnego prysznicu, więc też tak zrobiłam. Radio lekko podgłośniłam by słyszeć w łazience, a sama szybko wpakowałam się pod zimną wodę.Nakładając na włosy miodowy szampon, wracały do mnie wspomnienia z wczorajszego wieczoru. Nie wiedziałam, że jeszcze w takim wieku są tacy gentelmeni, okazał się być prawdziwym mężczyzną i pokazał, że umie dbać o kobiety.
Popatrzyłam na zegarek zbliżałam się godzina 15, do spotkania z Leo miałam jeszcze czas, więc postanowiłam powtórzyć sobie na jutrzejszy dzień, otworzyłam zeszyt i zaczęłam powtarzać. Uznałam, że to nie ma sensu i tak się nic nie nauczę, a dlaczego? Bo w moim życiu pojawiła się osoba o, której nie umiem przestać myśleć, tak mam na myśli Justina, doprowadzał mnie do stanu, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Ubrałam się ciepło, bo pogoda daje dziś popalić, wieje w każdą możliwą stronę i do tego pada. Kawiarnia znajdywała się w mieście gdzie chodzę do szkoły, więc udałam się w kierunku przystanku autobusowego.Po upływie kilku minut dojechałam na miejsce, Leo czekała już na mnie na przystanku.Czule przywitałam się z przyjaciółką, Jej twarz była taka rozpromieniona, z twarzy nie znikał Jej uśmiech. W 10 minut doszłyśmy do kawiarni, zamówiłyśmy to co zwykle czyli duże espresso. Zasiadłyśmy na miękki kanapach.
-co Ty taka rozpromieniona-zapytałam odgarniając kosmyk włosów, który opadał swobodnie na policzko.
-dzieje się tyle, ogólnie to w szybkim skrócie, wczoraj spotkałam się z Ryanem- w Jej oczach widziałam zachwyt, wiedziałam, że coś z tego będzie, znałam przyjaciela jak i przyjaciółkę.
-no to proszę, w sumie ja wczorajszy dzień spędziłam z Justinem, byliśmy w kinie, a później na romantycznej kolacji.
-Zoe czuć wasze porządnie do siebie w powietrzu, Ty myślisz o Nim w każdej wolnej chwili, a On o Tobie.
-a Ty skąd możesz wiedzieć, że myśli o mnie ? - zapytałam popijając łyk kawy
-bo..boo no wiesz.. Ryana mówił, gadał z Jusem, ale jak co to nic nie wiesz, przecież nic się nie dzieje, to dobrze, że o Tobie myśli, a nie wiesz na raz tylko i zapomni.- Leo mówiła całkiem z sensem. Po co miała by mnie okłamywać. Po siedziałyśmy jeszcze tak z godzinę i zaczęłyśmy się zbierać, bo w końcu jutro poniedziałek czyli dzień mękki, nienawidzę poniedziałków, może dlatego, że rozpoczynają tydzień, którego tak bardzo nienawidzę.

niedziela, 17 listopada 2013

-17-


ROZDZIAŁ 17



W sumie to nawet nie wiem dlaczego byłam zaskoczona jak powiedział, że  przyjedzie po mnie, bo przejcież już raz mnie odwoził do domu. Szybko zamknęłam drzwi na klucz i zeszliśmy na dół do samochodu. Moim oczom ukazała się nie niebieski bentley, ale czarne ferrari matowe, było piekne, czyste. Justin otworzył drzwi od strony pasażera i szybkim ruchem ręki wskazał na to bym usiadła na fotelu, szybko obiegł maske samochodu i usiadła na miejscu kierowcy. Silnik warknęły tak aż się przestraszyłam. 

- ładnie wyglądasz- powiedział patrząc na mnie i swoimi czekoladowymi oczami z góry na dół.
- dziękuję- oczywiście na moich policzkach pojawiły sie czerwone rumieńce.
- na co idziemy do kina ?
- niespodzianka- powiedział uśmiechając się. 

Jechaliśmy jeszcze przez chwile, Bieber znalazł wolne miejsce na parkingu, ponownie otworzył mi drzwi i podał rękę by pomóc mi wyjść. Na dworze było już ciemno, ale ciepło. Weszliśmy do kina, chłopak poleciał do kasy kupił dwa bilety, poprosiłam Go byśmy kupili popcorn, bo co to za oglądanie filmu w kinie bez tego przysmaku. 
-Dwie duże cole i popcorn duży, poproszę. - złożyłam zamówienie pani która stała za kasą, kobieta od razu zaczęła wszystko szykować.
-20 zł poproszę - powiedziała kobieta, chciałam zaprosić, ale Justin mnie w tym wyprzedził.
-Ty płaciłeś bilety to ja chce zapłacić to- odrzekła zbulwersowana w Jego strone, Bieber tylko przewrócił oczami na znak by skończyła tak gadać. Zabraliśmy to co zamówiliśmy i skierowaliśmy się w kierunku sali kinowej. 

Film był udany takie jak lubię czyli zabawne przy, których można się pośmiać, Justin wiedział co dobre, na seansie prawie  co się nie popłakałam ze śmiechu, komedia to co lubię, a ta komedia była naprawdę dobra "21 Jump Street". Zerknęłam na telefon i zobaczyłam 20 nie odebranych połaczeń od mamy i 5 sms'ów. Super pomyślałam, miałam Jej napisać, że ide do kina i, że nie dam rady odebrać telefonu, prędko wykręciła numer do mamy, długo nie musiałam czekać,aż odbierze słuchawke.
-dziecko czemu nie odbierasz telefonu- usłyszałam zgniewany głos mamy w słuchawce.Wiedziałam, że mogę mieć przechlapane, ale zbytnio się nie przejmowałam.
-jestem w kinie i zapomniałam Ci napisać, że nie będę odbierać- wyjaśniłam mamie, przyjęła to spokojnie, byłam w szoku, ale Ona taka jest jak powiem gdzie i z kim idę to nie mam przechlapane. 
-o której będzie?
-tak do godziny- odparłam patrząc na Justina, ale ten kiwał głową, że nie będę do godziny. - nie wiem o której będę, ale spokojnie jestem bezpieczna, kolega odwiezie mnie do domu.
-no dobrze.

Zastanawiałam się co Justin miał na myśli to, że nie będę do godziny, w sumie po Jego minie można było się spodziewać wszystkiego.

*OCZAMI JUSTINA*

Tak szybko to Ona się mnie nie pozbędzie. Zaplanowałem jeszcze jedną nie spodziankę na dziś. 
-głodna?- rzucił w moją stronę.
-no w sumie troche to tak.
-to chodź- wsiedliśmy do samochodu i z piskiem opon odjechaliśmy z parkingu. 
Mimo iż nie znamy się tak bardzo, ale wiem, że to ta, którą pragnę każdego dnia i nocy, o której myśle każdego ranka, gdy otwieram moje oczy. Myślę o Niej każdego wieczora, gdy gaszę światło. Myślę o Niej o każdej chwili, każdego dnia mojego życia. Jest w moim umyśle cały czas, to prawda.Kiedy Ją widze z mojej twarzy nie z chodzi mi uśmiech, dla Niej zrobię wszystko.


Przez całą podróż w tajemnicze mi miejsce, wspominaliśmy film, który przed moment widzieliśmy, śmialiśmy się tak, że łzy cisły mi się do oczu. Dobiegała godzina 21:00, a ja dalej nie wiedziałam gdzie jedziemy, nie chciałam pytać chłopaka, bo wiedziałam, że i tak mi nie powie. Dlatego spokojnie czekałam, aż dojedziemy na miejsce no, ale jak się mnie pytał, czy jestem głodna to pomyślałam, że jedziemy na jakąś pizze. Podjechaliśmy pod elegancką i chyba najdroższą restaurację w mieście.
-Justin, ale jedźmy na jakąś pizze czy coś, tu jest tak elegancko i drogo- nie chciałam Go urazić w jakiś sposób. Nie lubiłam jadać w takich restauracjach, bo ja zawsze mam takiego pecha, że jak jem to się ubrudzę, a tutaj w takiej restauracji je się z klasą.
-Jesteś ładnie ubrana, nie wypada tego zmarnować, spokojnie zarezerwowałem stolik na górze, więc nikt nas nie będzie widział- uśmiechnął się i otworzył mi drzwi.


Chłopak podszedł do kelnerki, która pokierowała nas do naszego stolika. faktycznie był na górze, stał tam tylko nasz stolik, nakryty był śnieżnym białym obrusem, czarne serwetki, talerze na przeciwko siebie, a dookoła było pełną świec i świeczek, w powietrzu było czuć zapach wanilii i cynamonu. 
Chłopak odsunął mi krzesło po czym sam zajął swoje miejsce, byłam zachwycona miejscem, z mojej twarzy nie schodził mi uśmiech. Rozglądałam się po mały pomieszczeniu było takie klimatyczne, romantyczne. 
-postarałeś się.- zameldowałam chłopakowi, który siedział na przeciwko mnie.
-dla Ciebie wszystko- zaanonsował, Jego oczy były przepełnione szczęściem, widziałam to.

Kelnerka przyniosła nam danie, które Justin już wcześniej zamówił, wyglądało pysznie miałam nadziej, że smakuje tak samo jak wygląda. Bez słowa delektowaliśmy się daniem, moje kupki smakowe przeżywają orgazm. Nie jadłam nigdy takiego dania nie jadłam. 

-jadałeś już tutaj?że wiesz co dobre, wiesz jaki stolik zamówić?
-tak, często się tu spotykamy z rodziną, a tata często spotyka się tutaj w sprawach biznesowych.-odpowiedział popijając wodę. Zdałam sobie sprawę,że tak naprawdę nie wiem nic o Jego rodzinach, nie wiedziałam czy wypada no, ale jak już wspomniał to chyba mogę, nie pewnie wykrztusiłam z siebie.
-a czym się zajmują Twoim rodzice?
-wiesz co tak naprawdę to nie lubię o tym rozmawiać, jeżeli Ci to nie przeszkadza to wolałbym porozmawiać o tym kiedy indziej.
-jasne nie ma problemu- odpowiedziałam opierając się o oparcie krzesła, danie mnie bardzo nasyciło. Kelnerka wzięła brudne naczynia, Bieber otworzył szampana, powoli nalał do szklanych kieliszków, wznieśliśmy toast, za miły wieczór. Kiedy popijaliśmy szampana,  steward przyniósł nam deser, były to lody, który kocham, trzy gałki czekoladowe, truskawkowe i waniliowe na nich była położona delikatnie bita śmietana i polewa toffi, obok na talerzu były owoce, w moim brzuch już nie było miejsca kompletnie na nic, ale kto by nie zjadła takich lodów. 



Po skończonej kolacji, steward przyniósł czarne pudełeczko. Justin otworzył zerknął na rachunek i włożył do pudełeczka pieniądze i oddała kelnerowi. Wstaliśmy od stołu i wolny krokiem kierowaliśmy się do wyjścia. 


Jest was coraz więcej co mnie bardzo cieszy, dziękuję za wejścia i komentarze ;))