środa, 6 listopada 2013

-9-


ROZDZIAŁ 9 


W szkole nic nad zwyczajnego się nie działo, ale i tak byłam padnięta, miała ochotę położyć się spać, ale nie ma takiej możliwości. Usłyszałam jak telefon zaczyna wibrować, dzwoni Becky- najlepsza moja przyjaciółka, wiem, że mogę Jej o wszystkim powiedzieć, dażyłyśmy się ogromnym zaufaniem. Poznałyśmy się już 9 lat temu kiedy przeprowadziłam się do mojej miejscowości, pamiętam to jakby było wczoraj, gdy przyszła pierwszy raz do mojej klasy bała się, bo NIKOGO nie znała, ale od razu złapałyśmy kontakt i tak zostało po dzień dzisiejszy. Niestety dwa lata temu sprawy troszeczkę się skomplikowały, ale to nie teraz. 
-No hey, co u Ciebie słychać? - w Jej głosie można było wyczuć szczęście.


-Właśnie wróciłam ze szkoły.
-To wpadaj na kawę mamy Ci tyle do powiedzenia.
-Dobrze, będę za jakieś 20 minut szykuj dużo kawę.- odpowiedziałam, po czym się rozłączyłam. 
Wpadłam do domu jak oszołomiona, przebrałam się w czyste ciuchy, poprawiłam makijaż, zjadłam obiad i wyszłam, nikomu nic nie mówiąc. Mam do Niej jakieś 10 minut drogi, więc włożyłam słuchawki w uszy, włączyłam najlepszą piosenkę czyli Zendaya 'Replay' aw te bity i ten głos. Droga to Becky szybko mi zleciała, schowałam słuchawki do torebki i delikatnie zapukałam, bo wiedziałam, że mały brzdąc śpi. Otworzyła mi drzwi, weszłam po cichutku, ściągnęłam buty i weszłam do salonu, dwie duże kawy już czekały na stole. Miałam Jej tyle do powiedzenia, ale nie wiedziałam od czego zacząć, może od początku?
-co Ty taka rozpromieniona?- zapytała z ciekawością


-a no wiesz nie wiem jak Ci to mam powiedzieć, bo to co się wczoraj wydarzyło normalnie jak z jakieś romantycznego filmu.- z każdym najmniejszym szczegółem Jej opowiedziało co się wczoraj stało, jak wylałam na siebie piwo, następnie liścik, spotkanie. Ale zauważyłam, że Ona też taka szczęśliwa jakby na nowo zaczęła żyć. To miło ją zobaczyć w takim stanie.
-ale widze, że u Ciebie też jakoś tak kolorowo, opowiadaj ja pilnie słucham- rzuciłam w Jej stronę i teraz nie miała wyjścia jak mi wszystko równie dobrze opowiedzieć. Z każdym Jej słowem widać jak Jej życie zmieniło się o 360 stopni. Również poznała faceta, spotkała się z nim kilka razy, ale był jeden problem Jej ex facet i mały brzdąc, bo tak naprawdę każdy mężczyzna boi się związać z dziewczyną, która ma roczne dziecko, ale chyba ten facet był inny, powiedział, że się Nimi zaopiekuje, polubił maluszka i z wzajemnością.
-to czemu się wszystkim przejmujesz, były na Ciebie nie zasługiwał, a ten to facet marzeń, dobrze płatna praca, zapewni Ci bezpieczeństwo. - zapytałam z troską.
-On tzn mój były chce do mnie wrócić, wiesz jest ojcem mojego dziecka, ale ja wiem, że już nie chce z Nim być, za bardzo mnie skrzywdził.
-To jesteś w kropce tak samo jak i chciałbym lepiej poznać Jusa, ale to wiesz chyba było jednorazowe spotkanie, ale sama nie wiem co mam robić, myśleć.
- NEVER SAY NEVER- Becky zawsze wiedział co powiedzieć by mnie chociaż na moment zobaczyć jak na mojej twarzy pojawia się uśmiech.
Po plotkowałyśmy jeszcze z jakieś dwie godzinki, dochodziła już 18, zaczęłam się zbierać, bo w końcu szkoła się zaczęła. Poszłyśmy jeszcze na balkon zapalić, ubrałam się i wyszłam. Idąc ciemną ulicą z głową w dół usłyszałam jak ktoś woła moje imię, bałam się obrócić, ciemno ja sama, kto by się lekko nie bał. Poczułam jak czyjeś ręce spoczywają na moich barkach. Z lekkim strachem obróciłam się by zobaczyć kto to, było ciemno, więc nawet z tak bliskiej odległości nie mogłam w stu procentach rozszyfrować  kto stoi przede mną, poczułam jak czyjeś usta zbliżają się do mojego ucha i szeptają 'cześć Zoe' Wiedziałam, ze to On, Jego głos był taki specyficzny, spokojny rozpoznała bym go wszędzie. 
-cześć-odpowiedziałam z lekkim nie dosytem


-co tutaj robisz, gdy jest tak ciemno ?
-wracam od przyjaciółki.
-chodź, odprowadzę Cię, nie pozwolę by coś Ci się stało,miałbym Cię na sumieniu czego bym nie chciał, bo taka dziewczyna jak Ty musi być bezpieczna.- mówił do mnie z taką troską. W moim brzuch znów rozpętała się kłótnia, motylki się obudziły i zaczęły wariować.Przytaknęłam mu na znak, że się zgadzam.Szliśmy w ciszy, obok siebie, czasem nasze dłonie lekko się zderzyły.
-jak pierwszy dzień w szkole- rzuciłam, by zabić tą przytłaczającą ciszę.
-ehh no jak to pierwszego dnia w szkole, nuda, nuda.. Doszły do nas takie 3 dziewczyny, jedna z Nich już to widać, że w głowie nie ma nic, liczy się tylko On, myśli, że jest najlepsza,najpiekniejsza, ale jest w totalnym błędzie- opowiadał to z lekkim wyśmiewczym głosem.
-czyli tak zwana DIVA, osobiście nie lubię takich dziewczyn, bo jak sam powiedziałeś, w głowie totalne zero, tylko zakupy.Dochodziliśmy już pod mój blok, odprowadził mnie pod same drzwi i znów to zrobił, a mi znów się w brzuchu zagotowało, znów wyszeptał 'cześć' do mojego ucha, ale tym razem z bunsem w postaci całusa w poliko. Momentalnie poczułam jak na mojej twarzy pojawiły się czerwone wypieki, dobrze, że było ciemno i nic nie wiedział.
-dobranoc- wymamrotałam wchodząc po schodzach
-dobranoc- odrzekł.


*OCZAMI JUSTINA*

Zoe jest tak inna od reszty dziewczyn. A Jej długie brązowe włosy i te piegi. Jest dziewczyną, która wie jak korzystać z życia, wie po czym stąpa, ale z drugiej strony byla taka tajemnicza to mnie bardzo w Niej pociągało. Ona myśli, że ja nie wiedzę tych wiepieków na Jej twarzy kiedy szeptam Jej do ucha, ale tak robię to specjalnie, ponieważ kocham jak się zawstydza, po czym lekko przygryza wargę, to mnie tak cholernie kręci.

wtorek, 5 listopada 2013

-8-


ROZDZIAŁ 8



Wszystkie już dotarłyśmy pod klasę, i zaczyna się rok masakryczny, znów trzeba będzie się uczyć na sprawdziany, kartkówki, do odpowiedzi, jednak druga klasa organizacji reklamy do czegoś zobowiązuję, a co najgorsze w tym roku są egzaminy zawodowe, więc czeka nas podwójna nauka..
Lekcja matematyki ciągnie się w nieskończoność, pani podaje przepisy BHP, ale ja totalnie myślami jest gdzie indziej, znów przypominam sobie nasze spotkanie.

Pamiętaj, nie możesz dać sobie wmówić, że jesteś nic nie warta. Nie słuchaj tego. Ludzie po prostu Ci zazdroszczą. Tak, to zwyczajna zazdrość i to przez nią próbują Cię zniszczyć. Masz w sobie coś czego oni nie mają. Ponadto jesteś wartościowa, ładna, inteligentna. Uwierz w siebie i w to, że potrafisz sobie radzić bez tych wszystkich fałszywych ludzi. Wyklucz ich ze swojego życia. Po co Ci znajomi, którzy ciągle mają o coś pretensje, którzy w każdej sytuacji potrafią Cię poniżyć i zniechęcić do działania? Nie nie, pieprz ich. Ty potrzebujesz motywacji, siły, uśmiechu. Rozumiesz o co mi chodzi? Potrzebujesz prawdziwych przyjaciół, na których zawsze możesz liczyć. Każda osoba, która powie, że to co robisz jest do dupy, albo cała Ty nie nadajesz się do niczego tak naprawdę Cię nie zna. I to nie dlatego, że nie pozwoliłaś się poznać, a dlatego, że żadne z nich nawet nie próbowało dowiedzieć się jaka jesteś naprawdę. To oni są płytcy, nie Ty.

Tak te słowa całe czas krążą mi w mojej głowie, w życiu dość się na słuchałam jaka to ja nie jest, opinie ludzi były bardzo negatywne, ale ja jakoś nie przejmuję się tym, od wczoraj właśnie tak sobie wmawiam, że może to było i jedne spotkanie z Nim, ale i tak jest z siebie bardzo dumna, w końcu Justin to najprzystojniejszy koleś w naszej szkole, fakt nie zauważyłam Go wcześniej, bo może nad zwyczajniej nie chciał. Odliczałam minuty do końca dzwonka, dziewczyny zauważyły, że myślami nie jestem na lekcji matmy widziałam w ich oczach "Musimy pogadać" speszona odwróciłam wzrok na to co dzieje się za oknem, czyli boisko do kosza, aktualnie byli w trakcie rozgrzewki, nie lubię grać w kosza, ale lubię przychodzić na zawody i oglądać jak faceci biegają tam i z powrotem to takie monotoniczne.. Uff dzwonek usłyszałam i w pośpiesznym tempie opuściłam klasę czekając na Leo i Em. Idąc pod następną sale lekcyjną, zauważyłam Go, tak bacznie mi się przyglądała i również byłam w Jego wpatrzona na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech, z Jego ust wyczytałam ciche 'cześć' ja jeszcze bardziej się uśmiechnęłam i przeszłam obok Niego tak obojętnie. Powiedziałam sobie, że nie mogę robić sobie nadziej, bo w moim życiu przeminął się już taki typek, co rozkochał, a następnie notorycznie zdradzał, więc w pewnym sensie, boje się zaufać następnemu partnerowi, ale jeżeli by już tak było, że ja i Jus coś, więcej to po jednym spotkaniu mogę wywnioskować, że obdarzyłabym Go zaufanie, bo to było wypisane w Jego oczach, emitował z nich spokój, czego w moim życiu brakowało.
-Ej Zoe co się dzieje ?- zapytały zmartwione 
-A czemu miałoby się coś stać, zaczynamy rok szkolny, więc trzeba spiąć nasze tyłki i wziąć się do roboty.
-Nie panikuj dziś pierwszy dzień w szkole, żadnego sprawdzianu nie zrobią, widać, że myślisz o Nim- odezwała się Leo
-No dobra, bo dalej do mnie nie dociera, że On i ja się spotkaliśmy, to tak jakby spotkali się Zosia Samosia i Brad Pitt, rozumiecie prawda? 
Dziewczyny tłumaczył mi, żebym sobie tak nie wmawiała, bo kiedyś w to uwierzę i będzie źle. Muszę ogarnąć ten burdel w mojej głowie, bo jeszcze chwila i zalęgną się tam dziwki.Tak sobie pomyślałam i dzięki tym słowom przeżyłam do końca zajęć. Po ostatniej lekcji udałyśmy się do parku, papierosy i ostatnie plotki, bo w końcu nie będziemy się widzieć aż do jutra. Leo poszła już do domu, a Em odprowadziła mnie na przystanek.

-7-


ROZDZIAŁ 7



Biegłam przez ciemny las, drzewa sięgały najwyższych szczytów, liście szumiały, wydobywały z siebie ten okropny dźwięk, czułam, że ktoś biegnie za mną, ściga mnie lecz kompletnie nie wiem za co ? za kim ? Odwróciłam się by zobaczyć czy napastnik dalej podąża za mną, nie zauważając na ziemi korzenia od drzewa potknęłam się i upadłam. Poczułam jak ktoś dyszy nade mną i czymś ostrym jeździ mi po szyi, błagałam Go by tego nie robił, ale poczułam jak coś ostrego wbija mi się w skórę, okaleczając mnie.

Zerwałam się z łóżka jak poparzona, od razu podbiegłam do lustra by dopatrzyć się blizny po czymś ostrym. Nie dowidzą niczego, wiedziałam, że to kolejny zły koszmar, obmyła zimną wodą twarz i od razu się przebudziłam. Miałam dziś do szkoły na 8:50 no, ale że dojeżdżam do szkoły zawsze muszę jechać wcześniej czyli jadę o 08:03 spojrzałam na zegarek, który stał na nocnej szafce dochodziła siódma, więc jeszcze na moment wskoczyłam do łóżka. Przypominałam sobie wczorajszy dzień, zapamiętałam go w każdym calu, nie spodziewałam się, że taki ktoś umówi się z taką ja, nie mieściło mi się to w głowie.. Okey Zoe trzeba się szykować, i jak każdego ranka nasuwa się to samo pytanie, pytanie,które często nie ma jasnej odpowiedzi w co ja się mam ubrać, to pytanie lub ta czynność każdego dnia coraz bardziej mnie irytuje .. No, ale po jakiś 10 minutach grzebaniu w szafie znalazłam coś w czym dało się iść do szkoły.Oczywiście do szkoły musi być wygodnie, bo jednak te 8 godzin dają czasem człowiekowi popalić ..Zdecydowałam się na taki zestaw.
Był początek września, więc można było sobie jeszcze pozwolić na krótkie spodenki. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki, ubrałam się, nałożyłam lekki makijaż. Z kuchni usłyszałam głos mamy, która budzi wszystkich i krzyczy "ŚNIADANIEEEE" podziwiam tą kobietę, że każdego ranka Jej się tak chce. Udałam się do kuchni, usiadłam przy stole.
-dzień dobry mamo- zameldowałam 
-dzień dobry córcia. 
Nikogo jeszcze nie było, więc zaczęłam zajadać się kanapkami, bo wiedziałam,że jak przyjdzie reszta bandy to zostaną mi same okruszki. Mama podała mi jeszcze kawę, tak kofeina na dzień dzisiejszy jest potrzebna. Po zjedzeniu śniadanie odniosłam talerz do kuchni i udałam się do swojego pokoju w celu zabrania torebki, wrzuciłam do niej drugie śniadanie i jak nic wyszłam z domu kierując się na przystanek. W myślach przygotowywałam sobie odpowiedzi dla dziewczyn, bo przecież nie odbędzie się bez przesłuchania.Poczekałam chwile na autobus i znów na maksa wypełniony, ale wiedziałam, że z jakimś czasem będzie jeździło mniej, wszyscy będą chodzić na wagary, łącznie ze mną, bo po przeczytaniu planu zajęć, na starcie mam już dość .. Podróż trawała około 20 minut, mój cel - park zresztą jak zawsze. Dziewczyny już na mnie czekały, swobodnie zaciągały się nikotyną, a z ust wypuszczały białe chmury. Przywitałam się z Nimi i się zaczęło wypytywanie dosłownie o wszystko, dobrze, że nie zapytały mnie jaki ma rozmiar bokserek, na spokojnie wszystko krok po kroku im opowiedziałam, Leo z Emm również nie mogły w to uwierzyć, że tak to wszystko wyszło, tajemniczy liścik, chłopak, spotkanie, tyle tajemnicy, a ja byłam zbyt ciekawa. Odpaliłam papierosa i w tym czasie zadzwonił do mnie Rayan, przypuszczałam, że dzwoni w celu poinformowania mnie o kolejnej domówce, ale tym razem poje przeczucie okazało się błędne. 
-cześć Zoe gdzie jesteś? 
-w parku, zaraz uciekam do szkoły, a co się stało- była troszeczkę zaniepokojona
-chciałem Ci tylko przekazać,że zapomniałaś u mnie na domówce swojej apaszki- odrzekł. Zastanawiacie się skąd On wiedział,że to moja apaszka, wiedział, bo sam mi ją kupił na jakieś tam święto, nikt inny nie miał takiej apaszki jak ja była specyficzna cała biała, a na niej różowo-czarne wąsy. 
-to wpadnę do Ciebie po nią po szkole, pasuje? 
-nie musisz, wystarczy, że się odwrócisz-odparł
Zwinnie na jednej pięcie obróciłam całe swoje ciało, tak On umiał mnie zaskakiwać, no w końcu dobrze się znaliśmy, podszedł i mocno się do mnie wtulił, przedstawiłam Go z dziewczynami. Delikatnie uścisnął im dłonie, widziałam jak Leo spogląda na Niego, wręcz Go pożąda- zaśmiałam się sama do siebie.
-dziękuję, kiedy kolejna jakaś impreza ? 
- może w ten bądź przyszły weekend, oczywiście przyjdź z koleżankami- odrzekł z wielkim uśmiechem na twarzy.
- jasne wpadniemy, przepraszam, ale musimy już iść do szkoły, wiesz pierwszy dzień, nie chce se przechlapać od razu. 
-jasne, najwyżej do później zdzwonimy się.
-to do zobaczenia- odpowiedziałam delikatnie Go przytulając
-cześć Zoe i cześć dziewczyny- wyklepał
Zgasiłam papierosa i udałyśmy się w kierunku szkoły, pierwsza lekcja matma, zapowiada się ciekawie. Weszłyśmy do szatni, z ledwością przepchałyśmy się do szafek, no ale ja się nie dziwie,że nie można przejść jak szkoła liczy uczniów coś około 1200. Udałyśmy się na lekcje.


Liczba odsłon z dnia na dzień jest coraz większa, dziękuję ;)

+ zapraszam do komentowania ;p


-6-

ROZDZIAŁ 6



Droga kosmicznie się ciągła, wpatrzona byłam co dzieje się za szybą, widziałam jak liśćmi targa mocny wiatr w oddali widziałam lekkie błyskawice. Nie znoszę widoku piorunów, więc szybko mój wzrok znalazł się na Justinie. W skupieniu kierował pojazdem. Szybkim gestem oznajmiłam mu w którym bloku mieszkam, delikatnie się uśmiechnął odwzajemniłam uśmiech. Zaparkował tuż pod wejściem do mojej klatki. Super jeszcze ktoś z rodziny bądź sąsiadów zauważy, że się tak worze, że z facetem, zaś będzie gadanie na osiedlu, a kazanie od rodziców w głowie miałam zły scenariusz, ale tak szczerze to miałam to gdzieś, to w końcu moje życie nie mojej sąsiadki. Justin szybko wyskoczył za auta, obiegł go i otworzył mi drzwi, dżentelmen pomyślałam.
-dziękuję- odpowiedziałam z uśmiechem
-ależ proszę bardzo- odrzekł po czym wyciągną rękę w geście pomocy wyjścia z auta.
Ciężko się z niego wychodził, bo było strasznie nisko..
Wiatr mocno się rozkręcił, widać było jak na ulicy tańczy szczęśliwy taniec, gdy miałam już odejście poczułam jak szybkim gestem łapie mnie za nadgarstki i przyciąga do siebie, poczułam jak moje motylki w brzuchu się obudziły.Przybliżył swoje duże malinowe usta do mojego ucha i wyszeptał - dziękuję za dziś Zoe-. Lekko przygryzłam wargę i również mu podziękowałam za miło spędzony dzień. Odwróciłam się na pięć i pognałam na górę do mieszkania. Z lekką siłą nacisnęłam klamkę, ale drzwi zamknięte co wskazywało na to, że w domu nikogo nie ma, szybko odnalazłam klucze w torebce, otworzyłam zamek. Porozglądałam się po mieszkaniu, ale tak jak sądziłam nikogo nie ma, na środku przedpokoju zostawiłam niechlujnie położone buty i pobiegłam do swojego pokoju. Marzyłam o długiej kąpieli, podeszłam do szafy wygrzebałam jakąś dużą koszulkę, która dosięgała mi kolan, leginsy, czystą bielizna. Kierowałam się do łazienki, odkręciłam kurek i wlałam dużą ilość truskawkowego mydła, usłyszałam jak telefon zaczął mi dzwonić, więc szybko wybiegłam z łazienki, spojrzałam na ekran, dzwoni Emm ta to ma wyczucie czasu.. Nie byłam w stanie wcisnąć czerwonej słuchawki, więc szybko przejechałam palcem po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha.
- cześć i jak randka ? - jej ciekawość nie znała granic po ciuchu się uśmiechnęłam.
-czekaj, dam na głośno mówiący, bo aktualnie się chce usadowić w wannie- szybkimi ruchami ściągnęłam z siebie ciuchy i weszłam do wanny  - teraz możesz pytać- odpowiedziałam zniecierpliwionej dziewczynie
- jak było ? całowaliście się ? gdzie byliście ? opowiadaj, ale wszystko.
-było sympatycznie, nie całowaliśmy się tylko do ucha wyszeptał mi 'dziękuję za dziś' aww to było takie słodkie, cieszyłam się jak dziecko hahah, a byliśmy w tej kawiarni co zawsze do niej na wagary chodzimy- triumfalnie odpowiadałam Jej na każde pytanie. Czasem język mi się plątał, bo byłam tak rozkojarzona tym co dzieło się przez dwie ostatnie godziny, Emma to wyczuła i w szybkim tempie odrzekła.
-opowiesz nam jutro wszystko w szkole, a tymczasem ide spać, dobranoc.
-dobranoc- zaskoczyła mnie, bo jest zaledwie godzinna 19, a Ona już idzie spać, może nie chciała zaspać w pierwszy dzień, no ale się Jej nie dziwie praktycznie na każde pierwsze lekcje się spóźniała.Ciepła woda naprawdę potrafi odprężyć, ale znów nie nacieszyłam się tą chwilą długo, ponieważ dostałam sms'a od Leo "szykuj się jutro na ostre  przesłuchanie z dzisiejszej randki"  poczułam się wtedy jak bym miała iść na policje i zeznawać w sprawie jakiegoś zabójstwa. Spłukałam ciało z piany, owinęłam się mięciutkim białym ręcznikiem, na twarz nałożyłam białą maseczkę, czekając aż wyschnie wcierałam w swoje suche ciało nawilżający krem, od razu lepiej- powiedziałam sama do siebie, wskoczyłam w wygodne ubrania. Poczułam jak mój brzuch domaga się jakiegoś posiłku, więc zmuszona udałam się do kuchni, odgrzałam sobie obiad- spaghetti, włożyłam do mikrofalówki na minute, a ja tymczasem pobiegłam zmyć maseczkę, od razu poczułam jak moja twarz zaczęła oddychać, upięłam na czubku głowy jakiś kok i poszłam konsumować posiłek.

poniedziałek, 4 listopada 2013

-5-


ROZDZIAŁ 5


Emma dodała mi otuchy do spotkanie się z Justinem, rodzice wyszli, więc swobodnie wyszłyśmy na balkon by sobie móc zapalić.Nie chce palić przy Nim, więc jak to się mówi trzeba się nakurzyć. Z każdym wdechem nikotyny bardziej się stresowałam, Em uspokajała mnie, że to normalne, chciałam Jej w to uwierzyć, ale nie potrafiłam.. Zgasiłam papierosa w popielniczkę, weszłam do łazienki by umyć zęby, stanęłam przed lustrem po moich ustach przejechałam błyszczykiem, który bardzo lubię, kilka kropki perfumu i można iść. Przyjaciółka odprowadziła mnie na przystanek jeszcze zdążyła mnie obdarować kopniakiem na szczęśćie. Usiadłam wygodnie w fotelu, automatycznie wyciągnęłam słuchawki, które po czasie zamieściłam w moich uszach, kabelek podpięłam do telefonu, wybrałam piosenkę Yeah x3 Chris Brown ta piosenka zawsze jakoś daje mi siły do pozytywnego myślenia. Dotarłam na miejsce, nie pokierwałam się od razu na rynek, pierw jeszcze skoczyłam do sklepu po jakieś gumy i coś do picia, okey Zoe dasz rade, przezież to zwykły chłopak, kompletnie nie wiem czym się stresujesz- powtarzałam sobie do w kółku czasem miałam wrażenie jakbym to mówiła na głos. Kolejny mój cel to rynek, spojrzałam na godzinę 16:49 no jest dobrze, dziewczyna może się spóźnić pół godziny, kroki stawiałam wolno tak jakby się czegoś bała, a jeśli się było czego bać? Nie,nie takiej myśli nie mogłam do siebie dopuścić.Niebo prezentowało się w różnych odcieniach pomarańczy i czerwienie. Korony wysokich drzew rzucały na chodnik przerażające cienie, a ich gałęzie opadały na asfalt, tworząc coś na wzór kurtyny. Lekko mnie to przerażało, ale szłam dalej bez względu na wszystko. Pech tak chciał, że mimo iż szłam wolnym tempem to i tak przyszłam 3 minuty za wsześnie. O siedemnastej na rynku nie było żywej duszy, sklepy pozamykane na wszelkie możliwe spusty, ale o i znów moje oczy Go dostrzegły, nie wiem czy mój mózg miał zakodowane jak On wygląda czy jak.. Siedział na ławce, nie widział mnie, odwrócony do mnie tyłem chyba coś robiłam na telefonie, ale nie byłam pewna. I znów wolnym krokiem podeszłam do Niego, byłam od Niego może z jakieś 2 metry i wiedziałam, że to On. Kto by zapomniał tych miodowych włosów? Z przodu były postawione do góry, no więc Zoe musisz coś zrobić, bo inaczej Cię nie zauważy przecież nie ma oczu z tyłu głowy.. Szybkim ruchem odchrząknęłam i właśnie tym sposobem chłopak się odwrócił. Mechanicznie moje nogi stały się jak z waty, uśmiechnął się do mnie wystawiają rząd białych zębów, oczy miał tak czekoladowe, które skrywały tajemnicy, ale jednocześnie emitowało z nich szczęśćie. Ubrany w szarą koszulkę z czarnym napisem ' doing real stuff sucks'na to czarna skóra, czarne rurki z krokiem i żółte Supr'y. Odwzajemniłam uśmiech i podeszłam bliże, podaliśmy sobie ręce na znak przy witania, miałam tyle pytania, ale nie wypadało za zarzucić Go tym wszystkim..
-cześć Zoe- wymienił moje imię tak radośnie, jakbyśmy znali się już od dawna.
-cześć Justin- odrzekła lekko skrępowana.- a więc .. - zaczęła nie pewnie, - co się stało, że tu jesteśmy ? 
- ciekawska, chodź opowiem Ci wszystko, ale w jakieś kawiarni, bo tutaj robi się coraz zimnej, a Ty bez kurtki jesteś- odpowiedział taki pewny siebie
- okey, prowadź- podążaliśmy w nasz cel, podczas naszej rozmowy zamieniliśmy kilka słów, dotyczących szkoły no to się dowiedziałam, że zaczyna w tym roku nauk e w mojej szkole, ale spokojnie nie jest w pierwszej klasie tylko już w czwartej techniku, przeprowadził się tutaj, ponieważ Jego rodzice dostali tu jakąś lepszą prace. Staneliśmy przed najlepszą kawiarnią w tym mieście, mają tutaj taką pyszną kawę, z dziewczynami chodzimy tutaj zazwyczaj PODCZAS lekcji, czasem zdarza się,że i po. Znaleźliśmy wolne miejsce na wygodnych pufach, były ogromne na jednej pomieszczą się dwie osoby, ale ja zajęłam jedną, Justin drugą. Podszedł kelner bardzo dobrze mi już znany. Poinformowałam kelnera o mim zamówienie czyli - to co zawsze poproszę- Justin popatrzył się i się lekko zaśmiał, nie spodziewanie Justin powiedział to samo, bez słowa kelner odszedł po czym przyniósł nam nasze zamówienie, naprawdę jeżeli ktoś się odchudza czy coś w tym stylu naprawdę nie może tu przychodzić, dlaczego? Kawa w dużych szklankach mniej, więcej do połowy z kolei druga połowa to bita śmietana, na górze jest posypka z orzechów, a na talerzyku cukier i ciasteczko. 
- Justin ? - spytałam nie pewnie.
- tak?
- skąd znasz moje imię i czy my się wgl już kiedyś poznaliśmy, bo wiesz nie przypominam sobie, ale jeśli tak było to bardzo Cię przepraszam-mruknęłam
-przeprowadziłem się tutaj już pół roku temu, czyli w drugim semestrze, uczęszczałem już do Twojej szkoły, szczerze Zoe? Przez te pół roku bacznie Cię obserwowałem.- lekko się skrępowałam i zatopił swoje usta w kawie.
Ta informacja mnie leciutku przeraziła, nie wiedziałam co mam powiedzieć, próbowałam jakieś zdanie poskładać, ale na marne.
- a skąd znasz moje imię, bo ja Ci się nie przedstawiałam.- warknęłam
- Znasz Rayana? To mój najlepszy kumpel, wiedziałem, że On bardzo dobrze Cię zna, więc wypytałem Go o kilka informacji na Twój temat.

- ahh no wiesz miło wiedzieć,a z Rayanem to sobie porozmawiam - syknęłam  
Dowiedzieliśmy się o sobie dużo rzeczy, czym się zajmujemy ,co lubimy robić w wolnym czasie, ale bardzo zaciekawiło mnie to,że Justin lubi śpiewać, osobiście nie znam żadnego faceta, który bez problemu mówi o tym. Rozmowa kleiła się, mnóstwo pytań,  a tak mało czasu na odpowiedź, spojrzałam na zegarek, dochodziła godzina osiemnasta, nie było sensu dalej tam siedzieć,bo nasze kufle z kawa stały tak puste już z dobrą godzinę. Wstaliśmy, podeszłam do baru, by zapłacić za kawę, ale Justin mnie wyprzedził i zapłacił za dwie. Szłam przed siebie kierując się do wyjścia, usłyszałam tylko


-Teraz przynajmniej masz pretekst, byśmy się spotkali drugi raz-oznajmił
Obróciłam się tylko w Jego kierunku i się uśmiechnęłam, stanęłam przed wejście do kawiarni, na dworze było ciemno, zimno i brak żywej tuszy. Justin wyszedł taki zadowolony jakby wygrał sporą sumę na loterii.
- idę na przystanek, pójdziesz mnie odprowadzić, bo widzisz trochę się boje.. 
- a gdzie dokładnie mieszkasz? -spytał zaciekawiony
-20 km stąd.
- to ja Cię odwiozę, nie musisz iść na przystanek, ale chodź przejdziemy się jeszcze.
W sumie było mi to szczerze na rękę, bo nie musiałam czekać na busa. Wędrowaliśmy tak przez jakieś pół godziny, po czym dotarliśmy pod samochód to co zobaczyłam wow, niebieski bentley, auto przepiękne takie czyste, chłopak otworzył mi drzwi, po czym szybko obleciał samochód i usiadł na miejscu kierowcy.

Dziękuję za tyle wejście ;)
Ten rozdział jest chyba najdłuższy, za jakiekolwiek błędy przepraszam, pisałam go o 06:00.

-4-

ROZDZIAŁ 4



Dochodziła pora obiadowa, więc wszystkie postanowiłyśmy już iść do domów. Pożegnałam się z dziewczynami całując każdą w poliko i mocno się do Nich tuląc.
-do jutra kochane- powiedziaamł, machajac
-do jutra- odrzekły 
Idąc na przystanek dalej rozmyślałam czy pójśc na to spotkanie, wahałam się, bo nie wiedziałm co może mnie spotkać, moje myśli biły się ze sobą czułam, że głowa mi zaraz eksploduje. Dotarłam na przystanek, oparłam się o metalową rurkę i czekałam na busa, włożyłam słuchawki do uczy i nadzwyczajnie zatopiłam się w swoim świecie. Usiadłam wygodnie na fotelu, opierając głowe o szybkę i obserwowałam co dzieje się za szybą. Dotarałam do mojego bloku, wchdząc po schodach na 2 piętro odczuwałam zmęczenie.
-Dzień dobry- triumfalnie przywitałam się w wszystkim
- Cześć Zoe- odrzekła mama idąca w kierunku kuchni by odgrzać mi obiad.- jak pierwszy dzień w szkole ?
- nic ciekawego same nudy .. dziewczyny nic się nie pozmieniały, nie które tylko się przefarbowały czy coś w tym rodzaju.
- pamiętaj, że o 18 idziemy na urodziny, mam nadzieję, że z nikim się nie umówiłas?-dodała 
- teoretycznie nie, praktycznie tak, tzn poznałam takiego chłopaka  na domówce wczoraj u Rayana i dziś tak jakby spotkaliśmy się w pubie, podrzucił mi liścik na którym pisało,żeby przyszła pod fontannę i takie tam, więc?
- o nic więcej nie pytam, bo wiem, że i tak mi nic nie powiesz, jak chcesz możesz iść masz moje pozwolenie- powiedziała z lekkim wachaniem. Dobrze, że o nic nie pytam, bo co miała bym jej powiedzieć, poznałam kolege wiem tylko jak ma na imię, ośmieszyłamby się sama..
- dziękuję- wykrzyczałam i mocną ją przytuliłam,
Dokańczałam obiad, był przepyszne, z chęcią zjadłabym więcej, ale czułam jak mój brzuch odmawia, z trudem się podniosłam, odniosłam talerz do kuchni i ruszałam w kierunku mojego pokoju, rzuciłam się na moje łóżko z myslą chwilowego odpoczywnku,ale zadzwoniła Leo, kilka sekujd się zastanawiałam czy odebrać, bo wiedziałam w jakim celu dzwoni, po chwili namysłu wcisnełam zieloną słuchawkę.
- i jak idziesz się z nim spotkać?- 

- tak pójdę, bo w sumie ciekawość mnie zrzera- odrzekłam z lekkim uśmiechem na twarzy
- jest 14:00 za 5 min jestem u Ciebie i pomogę Ci się ogarnąć, więc do zobaczenia- wręcz krzyknęła mi do słuchawki,mało co nie ogłuchła, ale fajnie, że Leo przyjdzie doda mi otuchy no i pomoże mi się w coś ubrać.
-okey.
Podeszłam do komody wyciągnęłam z niej czystą bieliznę i pokierowałam się w stronę łazienki, zrzuciłam z siebie ubrania i automatycznie wrzuciłam je do kosza na pranie, włosy związałam w niechlujny kok, odkręciłam kurek nalałam sobie mydła kakaowego i weszłam do wanny. Usadowiłam się wygodnie w ciepłej wannie, lecz kąpiel nie trwała długo, bo usłyszałam dzwonek do drzwi czyli Leo już jest, ma nie złe ruch- pomyślałam, otarłam mokre ciało suchym ręcznikiem, ubrałam bieliznę, nałożyłam jeszcze na siebie warstwę balsamu, nie lubię gdy moja skóra jest sucha wręcz nienawidzę, okryłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Zauważyłam, że Leo już siedzi w moim pokoju i przebiera w moich ciucha, rozmawiała sama ze sobą myśląc w co mnie ubierze, oczywiście ja nie miałam nic do gadania.. ale podobała mi się Jej koncepcja

ten strój idealnie pasował do mnie jak i do pogody, która dzisiaj nie umiała się zdecydować, bo raz zachmurzona, z po jakimś czasie słoneczko świeci grr. Leo cykała coś tam na komputerze, a ja ubierając się myślałam jak to spotkanie będzie wyglądać, czy od razu załapiemy jakiś kontakt, czy ja bądź On będziemy się stresować,nie miałam bladego pojęcia, zegar tykał, a ja dalej rozmyślałam czy to na pewno dobry pomysł.

-3-



ROZDZIAŁ 3


Wchodząc do pubu dostrzegłyśmy wolny stolik, więc ruszyłyśmy w jego kierunku, znajdywał się przy oknie, więc widziałyśmy co dzieje się na zewnątrz.Gdy już się rozsiadłyśmy kelner podszedł, by przyjąć zamówienie. - 3 duże mega schłodzone piwa, poproszę- zamówiła Emma. Kelner widząc jak bardzo jesteśmy spragnione biegiem poszedł po zamówienie, dziewczyny wypytywały mnie o nastolatka, którego poznałam na domówce, nie wiele im powiedział, bo sama mało co wiedziałam. Gdy tłumaczyłam dziewczyną jak cała sprawa wygląda, kelner przyniósł zamówienie, ciekawa jestem co sobie pomyślał  przynosząc trzem nastolatką piwa, wole w to nie wnikać.Miałam już dość przesłuchiwania, więc grzecznie i zwinnie zmieniłam temat i chciałam się dowiedzieć jak koleżanki z klasy spędziły wakacje. Lea nie była jakoś super zachwycona, gdyż wakacje musiała spędzić z rodzicami w ciepłych krajach, wyjazd fajny, lecz bez dobrej ekipy to takie to wszystko sztywne .. Emma zaś byłam u rodziny nad Polskim Morzem, osobiście uwielbiam tam jeździć. Te wakacje Em chyba dobrze zapamięta, gdyż poznała tam Alfreda, gdy o Nim tak opowiadała to w Jej oczach widać było szczęście. W pubie było dużo ludzi w sumie to uczniów no, ale się nie dziwie każdy chce jakoś zacząć ten ciężki kolejny rok w szkole. Kątem oka rozglądałam się po pomieszczeniu tak bez celu, wpatrywałam się w ludzi tak jak by chciała kogoś znaleźć, ale sama nie wiedziałam kogo. Dziwne uczucie, gdy czegoś chcesz,ale nie wiesz czego.. W pewnym momencie mój wzrok skupił się na jednym właśnie na Nim, nie byłam do końca pewna czy to On, ale tak cholernie Go przypominał. Oczywiście znów stylowo ubrany, zwykły t-schirt, czarna marynarka, jeansy, białe trampki.Zwykłe ciuchy, ale na Nim wyglądały nieziemsko, delikatnie się uśmiechnęłam co zauważyły dziewczyny.Nie byłam w stanie się skupić na tym co One do mnie mówią, nie świadoma niczemu ja zwyczajnie im potakiwałam.Nagle nasze spojrzenia się spotkały, speszona szybko odwróciłam wzrok w drugą stronę, momentalnie poczułam jak na moich policzka pojawiają się czerwone wypieki.Spanikowana sięgnęłam po piwo, które wyślizgnęło mi się z drżących rąk.. Koleżanki pod wpływem impulsu zaczęły się śmiać, nie byłam o to zła, bo przypuszczam, że sama bym tak zrobiła.
- Co Ty kobieto robisz?- krzyknęła Leo
- Bo ja nie chciałam, tak wyszło, sory.
Nagle zauważyłam jak Emma przewraca oczami jednocześnie szturchając mnie, tym znakiem uświadomiła mnie, że obiekt, którego wcześnie tak bacznie obserwowałam idzie w naszym kierunku.Gdy poczułam, że chłopak zatrzymała się tuż przy naszym stoliku momentalnie znieruchomiałam, położył na stoliku tajemniczą karteczkę, po paru sekundach, gdy się już otrząsnęłam zaciekawiona karteczką spontanicznie chwyciłam ją w ręce i zaczęłam czytać. W myślach sama ze sobą się kłóciłam, byłam przekonana, że liścik nie był adresowany do mnie, ale się myliłam. Liścik przeczytałam kilka krotnie, nie dowierzając pisało : "O 17:00 przy fontannie na rynku, będę na Ciebie czekać Zoe :) Justin" 
- I jak zamierzasz się z Nim spotkać?- spytałam Em
- Nie! Po pierwsze skąd zna moje imię, po drugie nie znamy się, po trzecie jestem zajęta.
-Tsa ciekawe czym zajęta może być Zoe? - odrzekła wyśmiewczym głosem Leo
-Idę do kuzyna na urodziny.. 
-Taki koleś Cie zaprasza na spotkanie, a Ty wolisz urodziny od kuzyna? - wykrzyczała Em
-Dobrze, obiecuję, że się nad tym zastanowię, okey? 
-Dobrze- odrzekły jednocześnie.


No i jest 3 rozdział, jakoś chyba mi to idzie zobaczymy co będzie dalej :)